Luty 2016
P W Ś C P S N
« Sty    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
29  

Archiwa

stat4u

Puszcza bez człowieka zginie

Z Andrzejem Koniecznym, wiceministrem środowiska, rozmawia Karolina Goździewska

Jak ministerstwo odpowie na apele dotyczące ochrony Puszczy Białowieskiej?

– W tej chwili jesteśmy na etapie badania sprawy Puszczy Białowieskiej, prowadzona jest szeroko zakrojona inwentaryzacja. Sytuacja jest bardzo złożona, ponieważ jest to obiekt szczególny, który jest objęty różnymi formami ochrony przyrody, tj. Białowieski Park Narodowy, rezerwaty przyrody, obszar chronionego krajobrazu, pomniki przyrody, użytki ekologiczne, ochrona gatunkowa roślin, grzybów i zwierząt, strefy ochrony rozrodu i miejsc występowania, obszar Natura 2000, Leśny Kompleks Promocyjny „Puszcza Białowieska”, rezerwat biosfery UNESCO MAB (Man and Biosphere), a od 2014 r. transgraniczny polsko-białoruski obiekt Światowego Dziedzictwa Białowieża Forest. Puszcza Białowieska po polskiej stronie obejmuje około 62 tys. ha, z czego 10,5 tys. ha stanowi Białowieski Park Narodowy. Trzy nadleśnictwa Lasów Państwowych zarządzają blisko 52 tys. ha puszczy. Ponadto jest ona objęta programem Natura 2000, w jego ramach dyrektywą siedliskową i ptasią. W związku z tym trzy nadleśnictwa Lasów Państwowych: Białowieża, Browsk i Hajnówka, stworzyły szczególną formę ochrony – Leśny Kompleks Promocyjny. A w 2014 r. Białowieski Rezerwat Biosfery wpisany został na listę UNESCO jako transgraniczny polsko-białoruski obiekt Światowego Dziedzictwa Białowieża Forest. W związku z tym na terenie Puszczy Białowieskiej nakłada się bardzo wiele form ochrony przyrody i jesteśmy zobowiązani do wypełniania zobowiązań obejmujących prawo międzynarodowe, krajowe i unijne, a także białoruskie oraz lokalne plany zagospodarowania.

Decydenci z UE interesują się dziś tym, co dzieje się w puszczy?

– W mediach powielane są informacje o zaniepokojeniu organów międzynarodowych, m.in. Komisji Europejskiej. Na chwilę obecną nie wpłynęło jeszcze żadne oficjalne pismo z KE, które wyrażałoby zaniepokojenie stanem Puszczy Białowieskiej. A jest się czym niepokoić? – Choć cały czas prowadzimy inwentaryzację, to już dziś możemy powiedzieć, że w Puszczy Białowieskiej doszło do pogorszenia stanu zachowania cennych i priorytetowych siedlisk ważnych z punktu widzenia Wspólnoty Europejskiej. Następuje unifikacja grądów, siedlisk najważniejszych dla Puszczy Białowieskiej. Giną gatunki roślin charakterystyczne dla niektórych siedlisk borowych, np. sierpik barwierski, którego zniknięcie w BPN spowodowało zanik boru mieszanego kontynentalnego. Jest to konsekwencja zamarcia setek tysięcy drzew o masie ok. 4 mln metrów sześciennych. W puszczy lawinowo usychają między innymi świerki, jesiony, dęby, olsze, sosny, brzozy, lipy i wiązy. Są to gatunki sztandarowe. Następuje rozpad całych drzewostanów, są powierzchnie, gdzie nie ma ani jednego żywego drzewa. Po zebraniu wszystkich danych zostaną podjęte wszelkie możliwe kroki w celu ochrony i zachowania tego cennego obiektu dla przyszłych pokoleń. Ministerstwo zapowiedziało szeroką dyskusję o Puszczy Białowieskiej, w której zostaną uwzględnione postulaty mieszkańców z terenu puszczy.

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/152091,puszcza-bez-czlowieka-zginie.html

Naukowcy o Puszczy Białowieskiej

Prof. Władysław Chałupka, wieloletni pracownik Instytutu Dendrologii PAN w Kórniku, uważa że zaniechanie działań w Puszczy Białowieskiej, doprowadzi „do rozpadu i likwidacji tych walorów przyrodniczych, które są przedmiotem ochrony i mają być trwale zachowane”.

Według eksperta z Pracowni Biologii Rozmnażania i Genetyki Populacyjnej „podejście polegające na ochronie pojedynczych gatunków roślin i zwierząt poprzez zaniechanie sprawdzonych działań gospodarczych – hodowlanych i ochronnych, zapewniających zachowanie różnorodności gatunkowej warstwy drzew oraz związanych z tym siedlisk. Taki typ ochrony może skutkować jedynie czasowym zachowaniem pojedynczych obiektów, np. zabytkowych lub pojedynczych drzew – pomników przyrody, rosnących poza środowiskiem właściwych dla siebie ekosystemów. W przypadku skomplikowanych ekosystemów leśnych tzw. ochrona bierna prowadzi natomiast do ich faktycznego rozpadu i likwidacji tych walorów przyrodniczych, które są przedmiotem ochrony i mają być trwale zachowane! Potwierdzają to kilkudziesięcioletnie badania naukowców z SGGW prowadzone w Puszczy na stałych powierzchniach doświadczalnych, rozpoczęte jeszcze przed II wojną światową, które wyraźnie wskazują na niekorzystny kierunek rozwoju ekosystemów leśnych Puszczy, prowadzący do ich trwałego zubożenia gatunkowego poprzez eliminację podstawowych gatunków lasotwórczych” zaznacza w swojej opinii profesor Polskiej Akademii Nauk.

W dokumencie podpisanym przez prof. Chałupkę możemy przeczytać „Leśnicy – naukowcy i praktycy dysponując odpowiednią wiedzą, doświadczeniem i całościowym oglądem ekosystemu leśnego, potrafią zatrzymać te niekorzystne procesy. Poprzez formy ochrony czynnej potrafią zarówno zachować, jak i dokonać restytucji lasu zdewastowanego przez różnorodne czynniki. To przecież leśnicy odbudowali zniszczone ekosystemy leśne zarówno po ogromnej dewastacji wojennej i powojennej (pożary) na Ziemiach Odzyskanych, jak i po pięcioletniej rabunkowej eksploatacji Puszczy Białowieskiej w latach 1924-1929. Potrafili także odbudować niemal całą Puszczę Notecką po katastrofalnej gradacji strzygoni chojnówki, która miała miejsce na początku lat 20. ubiegłego wieku. Po 90 latach konsekwentnych działań gospodarczych (hodowlanych i ochronnych) Puszcza Notecka w całości stała się obiektem chronionym w ramach sieci Natura 2000! Te i inne liczne fakty świadczą niezbicie o tym, że leśnicy wiedzą jak i co trzeba czynić, by ochronić i zachować ekosystem leśny”.

źródło; www.lasy.gov.pl

Roz-KOD-owani

Z obrazków pokazywanych przez telewizory marki TVN, POLSAT oraz tych z tzw. misją (jeszcze z „gębą” lewickiej kraśki) miało wynikać, że PiS jest coraz bardziej ZNIENAWIDZONY przez cały naród. Oprócz nienawiści do PiSu telewizory wymienionych marek starają się udowodnić tezę, że już po 2,5 miesiąca działań Rządu Beaty Szydło właściwie każdy „prawitielny grażdanin” 38 milionowego kraju nie tylko, że jest wkurzony ale – co najważniejsze- ma się bać kraju w którym TAKI RZĄD rządzi. Przekonać ma do tego cykl programów o strasznym Kaczorze depczącym modelową demokrację stworzoną przez Donalda (chyba też kaczora) Tuska i panią Kopacz. By jednak nie zamęczyć widza jednostajnością przekazów – cykle te przeplatane są serią rodzimych kryminałów np. „Kto pierwszy znajdzie w Warcie ciało dziewczyny która wyszła i nie przyszła ” (ciekawe czy pyta ktoś rodzinę jak czuje się oglądając natręctwo powtórek ) czy też zagadkami w rodzaju „Kto rozpoznał tego co okradł sklep jubilera” albo krajowymi morderstwami, których „niusowość” mimo woli sugeruje winę najbliższej rodziny. Bardzo często w wymienionych tu telewizorach pokazuje się inne niezwykle „frapujące” dla nas kawałki np. o wypadkach samolotowych w Afryce czy Ameryce Południowej.Złożony ongiś wredną grypą przemogłem się i oglądałem wyłącznie telewizor „marki” TVN. Na 7-8 informacji pokazywanych w „Faktach” 3-4 dotyczyły wypadków, morderstw lub różnych klęsk. Ostatnio wszystkie telewizory z lubością transmitują widowiska z cyklu . „KOD obrońca demokracji III RP”. O ile premierowy odcinek tego spektaklu (z 12 grudnia 2015 ) mógł zaintrygować „świeżością” to następne wielu telewidzom zaczęły się kojarzyć z działaniem grup rekonstrukcyjnych odtwarzających wiece potępienia z czasów Bolka Bieruta – na których to – młodzi ZMP-owcy spędzeni przed pałac tow. Stalina (znaczy Kultury i Nauki) potępiali zbiorowo amerykański imperializm a następnie w partyjnym amoku szli na szychtę – do kopalń, hut walczyć o Demokrację i Pokój. Wystarczyło jednak popatrzyć na twarze głównych aktorów widowisk by dostrzec, że to nie żadna rekonstrukcja ale real mocno osadzony w dzisiejszych czasach. Kto chodź trochę zna życiorysy i pochodzenie aktorów widowisk mógł zauważyć, że tworzą oni 3 lub 2 pokolenie tych, którzy na przełomie lat 1945/1956 utrwalali ustrój powszechnej szczęśliwości, a w 44 lat później – ich potomkowie poobsiadali sprytnie krzesła ustawione wokół OKRĄGŁEGO STOŁU. Scenografia pierwszego odcinka spektaklu – raczej oszczędna. Autobus w kolorze robotniczej krwi ( być może, że to ten co to – jak w piosence – przez ulice miasta mknął) , dobre nagłośnienie i różne TVNy. Na dachu czerwonego autobusu i wokół uśmiechnięte, wyluzowane, dorodne dzieci lub wnuki UTRWALACZY LUDOWEJ WŁADZY pogonione ( jak to już tu napisano ) przez NARDÓD z przed sejmowych progów. Razem z nimi chłopaki z PO powiązani węzłem histerii z NOWOCZESNYMI . Jednak na tym premierowym odcinku doszło do wręcz historycznego – w skali Europy- wydarzenia. Po raz pierwszy w manifestacji brał czynny udział tj. przemawiał, przestrzegał, wyrażał troskę o demokrację ! bankier. Główną rolę na autobusie czerwonym odgrywała egzaltowana blondyna ufryzowana na działaczkę komsomołu reprezentująca właśnie tych z Sejmu POGONIONYCH. Pani ta objawiła sympatykom otaczającym autobus, że właśnie ONA i ONI (chyba wzorem swych dziadków) rozpoczynają dziś bój o DEMOKRACJĘ. Wprowadziło to wielbicieli blond komsomołki w euforię przejawiającą się zbiorowym podskakiwaniem pod komendę znanego adwokata o którym Mazurek i Zalewski ( tacy dziennikarze ) mówią, że jest koniem. Ta euforia ,to wzajemne nakręcanie się inscenizatorów i wielbicieli pościąganych na WIEC wzmocniło w nich przekonanie, iż naród pod wpływem tych spektakli wyjdzie w całej swej masie na ulice i pogoni – wszystkich „kaczystów”. Euforyczny stan publiczności (głównie rodziny odspawanych od koryt ) spowodował, że aktorom widowiska nie przyszło nawet do głowy, iż znaczna część społeczeństwa doskonale wie „o co tu biega” czyli wie ,że „walczącym” z ZAGROŻENIEM DEMOKRACJI chodzi faktycznie o to by przywrócić sztafetę rządzących od ćwierćwiecza wpływowych wujów, kuzynów i serdecznych przyjaciół TYCH wujów i kuzynów o rodowodach z PPRu, KPP, PZPR, SLD, ZSL-PSL i oczywiście UB, SB , MO, WSI czy ORMO. Myślę się, że zaraz po zakończonym przedstawieniu POGONIONE DZIECI wsiadły do swych „Volvów” czy „Alf Romeów” i uciekły do Kampinosu by już z dala od pospólstwa powspominać wspólnie „jajcarskie” wypady do Paryża, Madrytu lub na chiński mur, po użalać się o ostatnich zmianach w swych partnerskich (po)życiach , po ustalać w co grać teraz na giełdach a na koniec przypomnieć sobie pospołu , że jest jeszcze właściwy czas by przed rozliczeniami z fiskusem dokonać rozdzielczości majątkowej. Pod koniec towarzyskiej „konspiry” zaczęto się chyba przestrzegać się przed NOWOCZESNMI, którzy mimo zbliżonych pomysłów na „państwowość” wygrali z POGONIONYMI marzenia o Sejmie. Przypuszczalnie po tej beztroskiej imprezie niektórzy z nich pojadą pomieszkać w swych apartamentach w Zatoce Czerwonych Świń * odziedziczonych po dziadkach , tatusiach, stryjach czy ciotkach i by po domowym relaksie uporczywie zaświadczać (w zaprzyjaźnionych telewizorach) , że nie spoczną póki nie wygrają boju o DEMOKRACJĘ. Tymczasem NOWOCZEŚNI idą w górę. Kto wyhamuje im rosnące słupki sondażowe. O ile podczas kampanii prezydenckiej – w ramach tematów ULUBIONE – „przekopano do 1m w głąb” każdy szczegół z życia kandydata Andrzeja Dudy – o tyle prawie żaden telewizor meanstreamowy i ten z tzw. misją nie zwrócił uwagi na polityczno – ekonomiczne koneksje NOWOCZESNEGO. Zakładano zgodnie, iż „sensacyjne wrzuty” dotyczące Andrzeja Dudy w rodzaju: blokował czy nie blokował etat na uczelni, brał czy nie brał pieniądze za prywatne podróże gdy był posłem – muszą go skompromitować. Jednak pomysł ten – jak przestarzały nabój nie wypalił i skompromitował usłużne media mętnego nurtu oraz wiadomy trust mózgów ze sztabu wyborczego Najważniejszego (wtedy) Myśliwego. Udało się natomiast wmówić niektórym wyborcom to, że NOWOCZESNE to przyszłość, narodowy skarb niczym (na bank ) nie SKAŻONY, który staje się alternatywą dla platformianych wyborców sfrustrowanych rządami Tusk- Kopacz. Po głośnych aferach banku Lehman Brothers (kredyty pożyczane tym którzy nie mieli stałej pracy, kreatywna księgowość, nadmierne korzystanie z zabezpieczeń pod wątpliwe hipoteki) oraz po tym jak firma raintingowa Standard & Ports obniżyła Polsce rainting a jednocześnie kilka lat wstecz oceniła Lehman Brothers bardzo wysoko (na 3 dni przed upadkiem) – dość podejrzliwie patrzę na młodych zdolnych którzy wchodzą w politykę mając doświadczenia bankowe. Przykładem może być ostatni minister finansów z PO, który ( ze swym poprzednikiem) udawał, iż nie widzi znacznych wyłudzeń „vatowych” dokonywanych na szkodę naszego państwa (rocznie 40-70 mld.zł) oraz tego, że zagraniczne markety chcąc uniknąć płacenia podatków zmieniają siedziby ( tam gdzie był np. Geant powstawał Real a później Auchan czy Leroy Merlin) i wykazują bardzo niskie zyski. Ostatni ministrowie finansów z PO nie byli też zainteresowani szybkim zniesieniem BTE (bankowego tytułu bankowego), który czynił każdy bank nadmiernie uprzywilejowanym wobec pożyczkobiorcy. BTE –owszem został zniesiony za czasów PO, ale przestał funkcjonować dopiero w październiku 2015. Po roku 1989 wyrocznią, świecką świątynią opaczności dla większości finansistów i dla Rządu PO stał się Bank Światowy. Bank ten oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy po zakończeniu II wojnie światowej były instytucjami powołanymi do udzielania pomocy w odbudowie zniszczonych krajów. Jednak w latach 8O-tych XX w. do „filozofii pomocy” dodano filozofię PRYWATYZACJI (wszystkiego co państwowe), oraz filozofię (wszelkiej) DEREGULACJI i LIBERALIZAJI . Po roku 1994 do tych 3 filarów dołączono ideę prywatyzacji emerytur (nasze OFE) czyli przymus oszczędzania na emeryturę w prywatnych instytucjach finansowych. Aby jednak tą idee wprowadzić Bank Światowy przeprowadził szereg działań m.in. olbrzymią akcją reklamową ukazująca dobrodziejstwo tego systemu oraz szkolenia osób wytypowanych do działań przez poszczególne kraje. Bank Światowy zatrudniał też bezpośrednio w swych agendach osoby z krajów, które miały być „dotknięte” tym ekonomicznym dobrodziejstwem. W r. 2008 ukazała się praca prof. Mitchella A. Orensteina z Johns Hopkins University pt. Prywatyzacja Emerytur. Praca ta wywołała olbrzymi szok gdyż ukazała w jaki sposób BANKIERZY przekonali polityków, związkowców i dziennikarska elitę do promowania OFE. Prof. Orenstein wskazał też olbrzymie zaangażowanie BŚ w Polsce w procesie promowania i wdrażania OFE – m.in. finansowanie zespołów reformujących emerytury i inną pomoc- co pozwoliło pozyskać zwolenników i zmienić opinię rządzących. Znaczna część z nas pamięta z tego okresu reklamę o beztroskim wypoczynku emeryta pod palmami. Otwarte Fundusze Emerytalne rozpoczęto wprowadzać w r. 1999. W tych latach twórca NOWOCZESNYCH był konsultantem w biurze pełnomocnika rządu ds. reformy emerytalnej przy ministrze Balcerowiczu , a w latach 2001-2004 pracował w Banku Światowym jako ekonomista ds. Polski i Węgier zajmując się finansami publicznymi. Twórca NOWOCZESNEJ nieco delikatniej tj. nie tak nachalnie jak na reklamach – ale jednak OFE – promował. Czy OFE okazało się dobrodziejstwem dla Polski i czy było zgodne z tzw. interesem narodu. Interesujące więc może być jak twórca NOWOCZESNEJ traktuje wypowiedzi profesorów ekonomii : Leokadii Oręziak i Grażyny Ancyparowicz, które uważają, że OFE to największe oszustwo rujnujące państwo i ZUS i jak ON odnosi się do wypowiedzi samego Ministra Rostowskiego, który porównał II filar do raka który „urósł do gigantycznych rozmiarów i …niszczy cały system emerytalny przerzucając się już na finanse publiczne, lub do wypowiedzi ekonomistów bardziej umiarkowanych np. prof. Gwiazdowskiego, oceniającego ,że OFE jest elementem złego systemu emerytalnego opartego na opodatkowaniu pracy. Jaki jest sens ekonomicznych działań polegający na tym ,że państwo kupuje obligacje, by dofinansować ZUS, a ZUS przekazuje otrzymane pieniądze do OFE, za które OFE kupią obligacje ? Są też inne wątpliwości wymagające wyjaśnień a więc: czy prawdą jest, że w r.1999 kluby Londyński i Paryski zmniejszyły zadłużenie Polsce o 50% pod warunkiem wprowadzenia OFE. Ponadto społeczeństwo powinno się dowiedzieć czy np. decyzja podjęta w r.1999 przez duet Buzek- Balcerowicz o przekazaniu do OFE aż 40% składki emerytalnej od miesięcznych wynagrodzeń – nie spowodowała „dziury budżetowej” którą mozolnie (jak Syzyf ) spłacamy i czy OFE skupując obligacje Skarbu Państwa zadłuża NASZE państwo. Do innych pytań wymagających publicznego wyjaśnienia zaliczyłbym to czy prawdą jest że w r. 2013 na 835 mld zł długu publicznego – 300 mld zł stanowiło zadłużenie spowodowane przez OFE oraz czy przekazanie z OFE do ZUS składek emerytów na10 lat przed emeryturą nie oznacza obaw ,że OFE to NIPEWNOŚĆ by nie rzec kompromitacja. Przekazanie składek z OFE do ZUS nastąpiło po zgłoszeniu Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych propozycji tzw. EMERYTURY PROGRAMOWANEJ tj. wypłacanej tylko np. przez 10-20 lat. Warto by też wiedzieć czy dług OFE ( rok 2012) jest większy o kilkadziesiąt miliardów od wartość rynkowej zgromadzonych aktywów Za tym – czy można uznać, że wprowadzony przez prof. Buzka i Balcerowicza pomysł na „Życie w OFE” był i jest nadal (mimo zmian) zgodny z interesem narodowym. Jak się okazało ponad 2.5 mln Polaków chce być w OFE. Jest to 18% z 14.mln dotychczasowych członków. Czy więc ci którzy podjęli taką decyzje nie przyczynili się do dalszego zwiększania długu publicznego solidarnie spłacanego przez tych którzy w ZUS- pozostali. Wątpliwości jest znacznie więcej i chyba są one (tak jak PRYWATYZACJA) wyciszane. W czasach wolności słowa brakuje więc na te „wstydliwe tematy” licznych telewizyjnych debat nadawanych i powtarzanych w czasie największej oglądalności. Myślę, że społeczeństwo powinno rozstrzygnąć czy przy takich wątpliwościach i efektach znakomicie wykształceni PROMOTORZY OFE rzeczywiście działali zgodnie z interesem narodowym. Czy PROMOTORZY „ŻYCIA W OFE” nie wiedzieli ,że OFE to produkt w którym liczą się głównie zyski zagranicznych właścicieli a wysokości emerytury zależna jest od ryzykownych operacji giełdowych – na wybór których ubezpieczony nie ma wpływu. Badania działalności funduszów emerytalnych za lata 1999-2013 przeprowadzone przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwo Finansów wykazały m.in że koszty zarządzania funduszów emerytalnych przez Fundusz Rezerwy Demograficznej były 100-krotnie NIŻSZE od kosztów zarządzania przez OFE. Wielkim ostrzeżeniem dla Polaków powinny być efekty funkcjonowania OFE w Chile przez 30 lat (od 1981 r.). Okazało się, że większość członków OFE nie zdołało wypracować nawet minimalnej emerytury i dziś może żyć tylko dzięki głodowym zasiłkom z budżetu. Daleki jestem od pomysłu postawienia rodzimych lobbystów OFE przed Trybunałem Stanu ( co sugerowali niektórzy posłowie ) ale tak jak w przypadku Prezydenta Andrzeja Dudy – jestem za „przekopaniem na 1 m w głąb” okoliczności i skutków wprowadzenia OFE i za przedstawieniem społeczeństwu efektów PRYWATYZACJI.

mocherowicz

* Zatoka Czerwonych Świń – patrz Wikipedia

Liga Ochrony Przyrody o Puszczy Białowieskiej

W sprawie klęski w Puszczy Białowieskiej stanowisko zajęła Liga Ochrony Przyrody. Poniżej pełny tekst stanowiska zamieszczamy poniżej.

Nareszcie jedna z ważniejszych i miarodajnych organizacji w sprawie ochrony przyrody w Polsce wyłożyła prawdę materialną o klęsce Puszczy Białowieskiej.

A chciałoby się dowiedzieć co na ten temat autorytety naukowe z Wydziałów Leśnych z Warszawy, Krakowa i Poznania. Przecież gdyby student na egzaminie z ochrony lasu opowiadał o klęsce w Puszczy tak, jak to czyni pan Wajrak lub jemu podobni, oblałby go z kretesem.

Ciekawe co w tej sprawie autorytety z IBL, PTL, STLiD ?

Stanowisko LOP 1Stanowisko LOP 2Stanowisko LOP 3Stanowisko LOP 4 Stanowisko LOP 4Stanowisko LOP 5

KOD dostępu 

Szanowni Państwo!

   Kto dzierży kod dostępu do mamony, ten uważa się za posiadacza niewolników, z którymi może zrobić i robi co zechce. Utratę takiego przywileju postrzega jako wyjątkową krzywdę. Sieroty po PRL-u bis nie mogą swojego protestu wyrazić wprost, udają więc, że chodzi o „łamaną” demokrację, której są jedynymi strażnikami. No, może nie jedynymi, mają przecież możnych popleczników. Specjaliści od wywoływania wojen światowych, pierwszej i drugiej, chętnie udzielą bratniej pomocy swoim folksdojczom.

     Dotychczasowi władcy III RP nie mogą się pogodzić z utratą dostępu do pieniędzy, z których okradali naród przez czas wystarczająco długi, żeby się przyzwyczaić, do myśli, że tak będzie już zawsze. Pasożyt po prostu inaczej żyć nie potrafi. Gdyby zwyciężyła partia stawiająca sobie identyczny cel jak PO&PSL, czyli drenowanie pieniędzy w każdy możliwy sposób, to można by się z nią jakoś dogadać, jak majster z majstrem. W pozostałych krajach europejskich, wyłączając Węgry, nieważne jaka partia wygrywa wybory, bo i tak jest tylko po to, żeby realizować interesy wielkich korporacji.

     Trudno, żeby gangsterzy pokornie godzili się z perspektywą utraty dochodów, które dotychczas odbierali zgodnie z „prawem”. Dla ludzi tego pokroju pieniądz jest dobrem najwyższym, jeśli nie jedynym, a każdy kto nie podziela tego poglądu to ciężki frajer, którego należy oskubać ze wszystkiego. Jeśli bowiem nie chodzi o forsę, to o co!? Szok i niedowierzanie, że mogą istnieć ludzie, dla których szmal nie jest najwyższym dobrem.

     Komunistą mógł być tylko drań, lub dureń, a najlepiej, żeby posiadał te dwie cechy. Jeśli zatem nie należysz do postkomunistów, to zauważ, że rzeczą ludzką jest błądzić, głupców zaś trwać w błędzie, co odnotował już Cyceron.

 

Ekoterroryści manipulują w sprawie Puszczy Białowieskiej

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/brudna_gra_o_puszcze_bialowieska_336703.html

Od redakcji Portalu Prawy Las

Stoimy na stanowisku, że najwyższy czas, aby Klub Prawo i Sprawiedliwość wystąpił do Trybunału Stanu z oskarżeniem wszystkich Ministrów Środowiska rządów Tuska i Kopacz o działanie na szkodę środowiska naturalnego Polski i zniszczenie dziedzictwa kulturowego, jakim była Puszcza Białowieska oraz uniemożliwienie ustawowego wykonywania obowiązków przez Nadleśniczych nadleśnictw puszczańskich. Mamy nadzieję, że posłowie leśnicy sformułują taki wniosek.

Zagrożenie dla demokracji?

Media w takim kształcie, w jakim są w Polsce, mogą zniszczyć efekty demokratycznych wyborów Polaków

W dzisiejszym sporze o media warto sięgnąć do eseju Karla Poppera „Prawo dla telewizji”, zawartego w książce „Telewizja. Zagrożenie dla demokracji”, wydanej u nas przed dwudziestu laty w przekładzie M. Króla.

Popper był głównym mentorem George’a Sorosa – finansisty, który dla wcielania w życie swojej fascynacji ideą społeczeństwa otwartego utworzył w Polsce jeszcze pod rządami generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka niezwykle wpływową Fundację Stefana Batorego. Jej działalność bardziej chyba niż 21 postulatów „Solidarności” odcisnęła piętno na kierunkach polskiej transformacji. Tu szukać trzeba źródeł nie tylko Okrągłego Stołu, ale i tzw. grubej kreski, terapii szokowej Sachsa i Balcerowicza i wielu innych elementów konstytutywnych dla III RP. Teoria Poppera wyrasta bowiem z dwóch fundamentalnych twierdzeń, że prawda obiektywna w życiu społecznym nie istnieje, a silne poczucie tożsamości, szczególnie religijnej i narodowej, rodzi tylko niepotrzebne konflikty. Dzisiaj dochodzi do tego jeszcze tożsamość płciowa. W tym nurcie myślenia odnajduje się również teza Adama Michnika z roku 1987, według którego po upadku komunizmu największym zagrożeniem w Polsce będą trzy fundamentalizmy: narodowy, religijny i… moralny. Z nimi właśnie walczy się w mediach tzw. głównego nurtu.

Dlaczego szczególnym przedmiotem zainteresowania są media? Karl Popper zauważył jeszcze przed naszą transformacją, jak wielką siłą jest telewizja. Codziennie gromadzi ona wielomilionowe audytoria, posiada zdolność kreowania i obalania społecznych autorytetów, wpływa na sposób życia i myślenia milionów ludzi, nieustannie ich kształtując. Daje prawdziwy rząd dusz. Dociera ze swoim przekazem również do tych, którzy niczego nie czytają i tym bardziej bezkrytycznie przyjmują to, co widzą i słyszą. – Telewizja – pisze Popper – stała się w naszych czasach kolosalną władzą, być może największą ze wszystkich, tak jakby zastąpiła głos Boga. Telewizja jest władzą tak wielką, że „Żadna demokracja nie przetrwa, jeżeli nie położy się kresu tej wszechwładzy”.

W tym świetle łatwo zrozumieć temperaturę sporów o media, szczególnie zaś o telewizję, która wciąż stanowi najskuteczniejszy sposób wpływania na ludzi, ufnie podchodzących do tego, co widzą i słyszą z odbiornika. Od początku budowniczowie tzw. społeczeństwa otwartego wyjątkowo skutecznie umacniali swój monopol w telewizji w innych mediach. Czyż nie wokół tego wybuchła tzw. afera Rywina? W czasach rządów PO&PSL bronili się wszelkimi sposobami przed wpuszczeniem telewizji Trwam na multipleks, zapewniający jej ogólnopolski zasięg. Dodając do tego miażdżącą przewagę opcji związanej z poprzednią władzą w prasie, radiu i Internecie, trzeba przyznać słuszność Popperowi, że media w takim kształcie, w jakim są w Polsce, kiedy piszę te słowa (29 grudnia 2015) mogą zniszczyć efekty demokratycznych wyborów Polaków.

Media publiczne szeroko „informują”, jak to „polski minister zaatakował placówkę NATO”, że grozi nam dyktatura i międzynarodowa izolacja, a nawet wojna domowa. Czasem wygląda to na zaklinanie rzeczywistości. Ale już prawda o sukcesie Polski na szczycie klimatycznym w Paryżu, na którym zgodzono się uwzględnić wielkości naszych lasów i ich dobroczynną rolę w redukcji emitowanych przez nas zanieczyszczeń, nie jest ważna. Podobnie jak informacja, że po raz pierwszy od lat pacjenci nie muszą drżeć w styczniu o to, czy nie trafią na zamknięte przychodnie, bo nowy minister pomyślał o tym zawczasu. Publiczne media nie eksponują ważnej dla polskich przedsiębiorców informacji, że już od 1 stycznia można odliczać od podstawy opodatkowania 30 proc. wydatków na rozwój i innowacje. Jeden z uwolnionych z rąk porywaczy w Syrii polskich dziennikarzy (w grudniu nasze władze doprowadziły też do uwolnienia z rąk somalijskich porywaczy załogi statku „Szafir”) wyznaje w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że jego uwolnienie „to dowód, że w Polsce wszystko idzie ku lepszemu. To nie jest paraliż, tylko różne instytucje zaczynają działać naprawdę sprawnie”. Ale to spostrzeżenie nie przejdzie w tych mediach, które pozostają bastionem antydemokratycznej rewolty.

Telewizja może naprawdę stać się narzędziem obalenia demokracji w Polsce, jeśli demokracja nie narzuci jej swoich reguł. Im wcześniej również my to zrozumiemy – o czym pisał właśnie Karl Popper – tym lepiej dla demokracji i dla nas.

ks. Henryk Zieliński

“Pan stracił okazję, by siedzieć cicho”

Mocny list bp. Meringa do Schulza: Szkoda że “Pan stracił okazję, by siedzieć cicho”

Mocny list bp. Meringa do Schulza: Szkoda że “Pan stracił okazję, by siedzieć cicho”

Wielce Szanowny Pan

Martin Schulz, MdEP

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego
Willy-Brandt-Ring 1
D-52477 Alsdorf

Deutschland – Niemcy

L.dz. 630/2015/Bp

Z wielkim zdumieniem i oburzeniem przeczytałem Pańską opinię o “zamachu stanu” w Polsce.

Naprawdę znam mój Kraj lepiej niż Pan: żyję w mojej Ojczyźnie już 70 lat; zapewniam Pana, że wybory Pana Prezydenta i nowego Rządu w Polsce nie są dowodem braku demokracji. Wybory ukazały, że większość zwykłych obywateli mojego kraju chce zmiany.

Problem w tym, że ci, którzy mieli dotąd władzę, na tej decycji tracą; nie chcą się zatem poddać werdyktowi wyborów i wykorzystują dla swoich interesów także Parlament Europejski.

Parlament, pod Pańskim kierownictwem, zajęty jest na pewno bardzo ważnymi sprawami, m.in. długością płomienia świec i ilością wody w spłuczce.

Nie ma dziś w Brukseli polityków wysokiej klasy, czyli ludzi poszukujących dobra wspólnego społeczeństw tworzących Unię Europejską. Poprawność polityczna idąca w parze z małostkowością nie sprzyja mądrości. Szkoda, że – jak to kiedyś mówił pan Chirac – także “Pan stracił okazję, by siedzieć cicho”.

Wiem, że nie zmieni Pan swego stanowiska i Polaków nie przeprosi. Trzeba wielkości, by uznać swój błąd.

Dlatego w “zimowe święta” (tak przecież nazywacie Boże Narodzenie) życzę Panu rozwagi, mądrości i wyobraźni.

+ Wiesław Mering

 Biskup Włocławski

Lista manipulatorów

W ostatnich dniach minionego roku 2015 spotkałem kilku młodych dziennikarzy mediów regionalnych, zarówno tych publicznych jak i należących do zagranicznych właścicieli. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że jedni pełni nadziei oczekują zmian lecz większość jest mocno przestraszona. Przedstawiali czarny scenariusz i niepewność swojego losu, obarczając winą autorów ustawy medialnej. O ile znam twórczość tych młodych dziennikarzy, to raczej nie mają podstaw do lęku. A jednak są przekonani o nieuniknionym zagrożeniu. Kto zatem jest naprawdę winny?

———————————————————————–

Powstało już sporo opracowań i materiałów opisujących wciąż aktywnych, medialnych manipulatorów. Jest ona jednak ciągle niekompletna i nie odnosząca oczekiwanego skutku. W demokratycznym państwie, skompromitowany dziennikarz czy jego ekonomiczno polityczny mocodawca, powinien natychmiast pożegnać się z karierą. W naszym kraju obowiązują jednak standardy typowe dla wschodniego modelu ustroju oligarchicznego. Skompromitowani nie tylko trwają, ale odbierają coraz wyższe apanaże, coraz częściej są obdarowywania tytułami, zaszczytami i angażami w prestiżowych instytucjach. Każdy gest protestu przeciw ich szkodliwym działaniom wobec państwa i środowiska mediów jest histerycznie nagłaśniany i opisywany jako zamach na demokrację i wolność mediów. Większość zaś zacnych dziennikarzy, klepie biedę na zawodowym marginesie i ponosi straty moralne, będąc często przez opinię publiczną wrzucanymi do jednego worka z tą manipulatorską śmietanką. Dziennikarstwo uprawiane przez takich ludzi pozostało może nadal „czwartą władzą” wpływającą na społeczeństwo i władzę, lecz pozbawioną zaszczytnego tytułu „zawodu zaufania społecznego”.

Właśnie dlatego należy uzupełnić istniejącą już wiedzę na temat dziennikarskich i redaktorskich hien, tworząc we wszystkich regionach Polski listy takowych, poparte dowodami w postaci port folio ich „twórczości”.

Powinna też powstać lista tzw. dyżurnych „ekspertów”, reprezentujących różne instytucje czy też nierzadko środowiska naukowe, którzy swoim głosem uwiarygodniają każdą, nawet najbardziej zmanipulowaną informację medialną.

        Listy takie nie byłyby kompletne, gdyby nie zostały uzupełnione o nazwiska i udokumentowane działania i motywy tych, którzy sprzedawali polskie media (bez względu na ich obecne barwy polityczne). Tych którzy zarządzają w sposób nieuczciwy rynkiem reklam, oraz tych którzy kierują mediami w Polsce (nie wykluczając zagranicznych właścicieli), tolerując manipulacje czy wręcz korupcję.

        Chcąc prowadzić jakiekolwiek działania naprawcze należy najpierw zdiagnozować sytuację. Powstanie takich list jest elementem, niezbędnym podczas tworzenia koncepcji powrotu mediów rzetelnych i nieskompromitowanych. Ta wiedza nie ma służyć jakiejkolwiek zemście, lecz tylko i wyłącznie ustaleniu prawdy, aby móc skutecznie egzekwować prawo i dążyć do celu dla dziennikarza najważniejszego – ustalenia prawdy.

http://www.sdp.pl/felietony/12236,lista-manipulatorow,1452018348

http://www.sdp.pl/wywiady/12218,dzisiejsze-dziennikarstwo-to-wrzod-trawiacy-umysly-polakow,1451559723

Kornik w puszczy

Co trzeba wiedzieć o Puszczy Białowieskiej i atakującym ją korniku drukarzu.

Co się dzieje w Puszczy Białowieskiej?

W Puszczy Białowieskiej masowo zamierają świerki zaatakowane przez kornika drukarza. Tak ogromnej inwazji tego owada nie notowano od wielu dekad. Do dziś jego ofiarą padło pół miliona drzew na terenie trzech puszczańskich nadleśnictw. To oznacza, że już 4 tys. z 52 tys. ha drzewostanów, którymi opiekują się leśnicy na terenie puszczy są martwe. Drzewa umierają też w rezerwatach mieszczących się na trenach zarządzanych przez LP oraz w Białowieskim Parku Narodowym.

Kornik żeruje na drewnie pod korą drzew i doprowadza je do śmierci nawet w ciągu jednego miesiąca. Normalnie owad atakuje drzewa stare lub osłabione. Jednak tym razem jego gradacja (czyli wzrost liczebności) jest tak wielka, że jego ofiarą padają także drzewa młode, zdrowe i silne. Trzeba także pamiętać, że kornik w puszczy zaczął atakować już inne gatunki, np. sosnę i modrzew.

Dlaczego leśnicy chcą wycinać zaatakowane świerki?

Ponieważ jest to jedyna skuteczna metoda ograniczania rozmiaru gradacji kornika, kiedy owad ten zaatakuje na tak wielką skalę. Drzewa już zasiedlone przez kornika są wycinane i wywożone z lasu po to, by uniemożliwić przerzucanie się owadów na zdrowe jeszcze drzewostany. Martwe świerki, lecz już opuszczone przez korniki, leśnicy w większości chcą natomiast pozostawić w lesie do naturalnego rozkładu.

Gradacje kornika pojawiają się cyklicznie, raz mniejsze, raz większe, ale do tej pory zawsze były pod kontrolą, bo leśnicy usuwali z lasu zaatakowane drzewa.  Jednak w latach 2011-12 Ministerstwo Środowiska ograniczyło pozyskanie drewna w puszczańskich nadleśnictwach na tyle, że powstrzymywanie rozwoju gradacji stało się niemożliwe – zasiedlonych przez korniki drzew przybywa lawinowo.

Puszczańskie nadleśnictwa LP chcą uzyskać zgodę ministra środowiska na wycięcie świerków z trzech powodów:

  • żeby ograniczyć gradację: jeśli nie wytnie się i nie wywiezie z puszczy zaatakowanych świerków, kornik będzie rozprzestrzeniać się dalej (udział świerka w tamtejszych drzewostanach to 27 proc.). Obecna gradacja kornika zagraża też cennym siedliskom chronionym z mocy prawa w ramach Natury 2000, np. grądom subkontynentalnym – leśnicy są odpowiedzialni za ich zachowanie;
  • ze względów bezpieczeństwa: martwe świerki w kilka lat po śmierci przewracają się. Jeśli nie zostaną obalone, m.in. wzdłuż dróg i szlaków, będą stanowić zagrożenie dla ludzi. Groziłoby to koniecznością wprowadzenia zakazu wstępu do puszczy;
  • tylko wycięcie części martwych świerków umożliwi wprowadzenie odnowień (sztucznych i naturalnych), dzięki którym za 100-120 lat po ataku kornika nie będzie śladu. Bez pomocy człowieka odnawianie się puszczy może potrwać znacznie dłużej. Tam gdzie będzie to możliwe, leśnicy chcą inicjować odnowienia naturalne. Tam, gdzie odnowienia naturalne będą niemożliwe, zostaną przeprowadzone odnowienia sztuczne – leśnicy posadzą sadzonki róznych gatunków puszczańskich pochodzące z nasion uzyskanych ze specjalnie wyselekcjonowanych drzew z Puszczy Białowieskiej.

Dlaczego leśnicy nie chcą pozostawić świerków samym sobie, jak proponują to ekolodzy?

Ekolodzy uważają, że plaga kornika jest zjawiskiem naturalnym i natura sama sobie z nim poradzi. Chcą, by pozwolić, żeby kornik rozprzestrzeniał się na kolejne świerki, żeby martwe drzewa same się przewracały, a las odnawiał się naturalnie. Problem jest jednak w tym, że takiej gradacji kornika jak obecna, od bardzo dawna w puszczy nie było. Owad doprowadzi do śmierci całe połacie lasu. Za kilka lat wejście na taki obszar będzie bardzo ryzykowne ze względu na przewracające się martwe drzewa. Kiedy drzewa już się przewrócą, na ich miejscu pojawią się dużo bardziej ekspansywne trawy (np. trzcinnik), co przyznają sami ekolodzy. Trawy te tworzą grubą i zwartą warstwę korzeni, przez które nie będą mogły się przebić delikatne siewki drzew. W ten sposób przez dziesiątki lat, zanim drzewa ostatecznie zwyciężą z trawami, duże fragmenty puszczy będą przypominały step, a nie lasy, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni.

Dlatego, zdaniem leśników, ekolodzy proponują przeprowadzenie w Puszczy Białowieskiej ryzykownego eksperymentu. Podobne doświadczenia prowadzą Czesi we fragmencie zniszczonego przez korniki lasu w Parku Narodowym Szumawa czy Niemcy w Parku Narodowym Lasu Bawarskiego. Tymczasem polscy ekolodzy chcą dokonać eksperymentu na całym obszarze Puszczy Białowieskiej – najcenniejszego lasu w Europie. Kto poniesie odpowiedzialność, jeśli ten postulowany eksperyment zakończy się źle? Leśnicy i to z mocy prawa. Przy podobnych klęskach jak obecna, człowiek zawsze pomagał przyrodzie, aby nieodwracalnie nie utracić cennych siedlisk zwierząt i roślin.

fot. Michał Wojcieszkiewicz/grudzień 2015

Gdzie leśnicy będą wycinać drzewa?

Sprawa postulatów leśników dotyczących większej wycinki nie dotyczy obszaru Białowieskiego Parku Narodowego – trzeba to jasno podkreślić. Dotyczy niewielkiej części lasów gospodarczych stanowiących fragment Puszczy Białowieskiej. W sumie zajmuje ona 150 tys. ha, z czego po polskiej stronie – 65 tys. ha. Lasy Państwowe gospodarują na nieco ponad 50 tys. ha puszczy, z czego drzewostany Nadleśnictwa Białowieża, które stara się o zgodę na wycinkę zaatakowanych drzew, liczą 12 tys. ha. Jednak dużą część tych terenów zajmują rezerwaty oraz wyłączone z użytkowania siedliska wilgotne i pionierskie. Dlatego martwe świerki miałyby być wycinane tylko na pozostałych terenach – w sumie na niecałych 7 tys. ha, które stanowią niecałe 5 proc. powierzchni całej Puszczy Białowieskiej.

Czy można zatrzymać gradację kornika?

Całkowite zatrzymanie gradacji jest niemożliwe, bo oznaczałoby konieczność wycięcia wszystkich zaatakowanych świerków, również na terenach chronionych, w tym w parku narodowym i to zanim nadejdzie wiosna i owady znów zaczną żerować. Ale nawet wycięcie tylko części zaatakowanych świerków na terenach zarządzanych przez LP pozwoli ograniczyć rozprzestrzenianie się plagi na kolejne drzewostany. Trzeba pamiętać, że korniki z jednego świerka są w stanie zaatakować kolejnych trzydzieści drzew, a takie ataki mogą mieć miejsce cztery razy w ciągu roku.

Ile Lasy Państwowe zarobią na wycince świerków?

Nadleśnictwa Browsk, Białowieża i Hajnówka są niedochodowe. Wszystkie 430 nadleśnictw LP w Polsce składa się na tzw. fundusz leśny, z którego dofinansowywane są takie właśnie deficytowe jednostki, jak puszczańskie nadleśnictwa. Leśnicy prosząc o aneksowanie obecnego planu urządzenia lasu kierują się dobrem puszczy, a nie chęcią zysku ekonomicznego. Pieniądze, które Lasy Państwowe muszą wydać na ścięcie drzew martwych, uprzątnięcie ich z linii szlaków turystycznych oraz wywiezienie tej ich części, w której rozwijają się korniki i które stanowią realne zagrożenie dla pozostałych drzew, będą co najwyżej równe zyskowi ze sprzedaży zasiedlonego drewna, nadającego się tylko na opał. Natomiast martwe drzewa, już opuszczone przez korniki, zostaną pozostawione w puszczy do naturalnego rozkładu. Część z nich zostanie tylko ścięta i odciągnięta dalej – te, które rosną przy szlakach turystycznych czy drogach i mogłyby zagrażać bezpieczeństwu ludzi.

Czy leśnicy będą wycinać świerki „w pień”?

W zdecydowanej większości nie. Będą wycinane tylko świerki zasiedlone przez kornika lub już martwe, stanowiące zagrożenie m.in. dla ludzi. W najgorszych przypadkach, tam gdzie zostanie wyciętych więcej drzew rosnących obok siebie, powstaną tzw. gniazda. W większości przypadków wycinane będą jednak tylko pojedyncze drzewa. Trzeba też pamiętać, że wszystkie powierzchnie, gdzie zostaną wycięte drzewa, będą odnowione: tam gdzie to możliwe – naturalnie, na pozostałych powierzchniach – sztucznie (sadząc nowe drzewa).

fot. Michał Wojcieszkiewicz/grudzień 2015

Czy Puszcza Białowieska jest puszczą pierwotną?

Lasem pierwotnym nazywamy taki, który nie był poddany modyfikacjom przez człowieka. Z kolei las naturalny to taki, którego również nie sadził człowiek, jednak jest on użytkowany w umiarkowanym stopniu. Istnieje spór co do tego, czy na terenie Puszczy Białowieskiej można znaleźć fragmenty lasu pierwotnego, ponieważ człowiek użytkował ją od tysięcy lat. Najbliższy lasowi pierwotnemu jest obszar na terenie Białowieskiego Parku Narodowego o powierzchni 5 tys. ha, na którym już od czasów carskich zakazane było wycinanie drzew, ponieważ stanowił on ostoję zwierzyny łownej.

Na terenie zarządzanym przez Lasy Państwowe dzięki zrównoważonej gospodarce leśnej Puszcza Białowieska przetrwała w stanie bliskim naturalnemu. Np. na terenie Nadleśnictwa Białowieża jedną trzecią powierzchni puszczy stanowią rezerwaty. Kolejne 34 proc. obszaru nadleśnictwa stanowią drzewostany uznane za ponad stuletnie, gdzie również nie prowadzi się dziś pozyskania drewna. W pozostałej jednej trzeciej lasów nadleśnictwa z użytkowania wyłączone jest 25 proc. drzewostanów, które stanową siedliska wilgotne i pionierskie. Ale nawet na pozostałych 2800 ha białowieskich lasów nie prowadzi się takiej gospodarki leśnej, jak w reszcie kraju. Np. na obszarze najbliższym parku narodowego nie stosuje się zrębów zupełnych, nie używa ciężkiego sprzętu, a także wykorzystuje tylko odnowienia naturalne. Poza tym na terenie wszystkich trzech puszczańskich nadleśnictw poziom pozyskania drewna jest wielokrotnie niższy niż w innych nadleśnictwach w Polsce.

Dlaczego cały obszar Puszczy Białowieskiej nie został włączony do parku narodowego?

Leśnicy nie są stroną w sprawie powiększenia Białowieskiego Parku Narodowego. Jest to decyzja należąca do ministra środowiska. Lasy Państwowe, podobnie jak Białowieski Park Narodowy, podlegają ministrowi środowiska i realizują politykę leśną państwa. Jest zrozumiałe, że każda decyzja resortu jest przez nas respektowana i LP do niej się dostosują.

Niemniej uważamy, że Lasy Państwowe już przeszło od 90 lat bardzo dobrze gospodarują na zarządzanym przez siebie obszarze Puszczy Białowieskiej. Najlepszym tego dowodem są właśnie postulaty włączenia tych terenów do parku narodowego, wynikające przecież z tego, że były i po wspomnianych 90 latach nadal są to piękne, pełne biologicznej różnorodności lasy.