Lipiec 2015
P W Ś C P S N
« cze    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Archiwa

stat4u

4 lipca 1610 – wielkie zwycięstwo wojsk polskich nad Moskalami pod Kłuszynem

W XVI wieku Wielkie Księstwo Litewskie straciło na rzecz państwa moskiewskiego wiele terytoriów. Należała do nich Smoleńszczyzna wraz z potężnie ufortyfikowanym Smoleńskiem. Leży on w przesmyku między Dźwiną a Dnieprem, dzięki czemu miał on ogromne znaczenie strategiczne – kontrola nad nim pozwalała z jednej strony bezpośrednio zagrozić centralnym ziemiom litewskim, z drugiej zaś otwierała drogę na Moskwę. Z tego powodu współcześni historycy wojskowości nazywają Smoleńsk „bramą wschodnią”, podobnie jak Kamieniec Podolski określa się jako „bramę południową” skąd nieprzyjaciel mógł skierować swoje siły w głąb Korony.

Tło polityczne

Po śmierci Dymitra Samozwańca i rzezi towarzyszących mu Polaków w 1606 roku, zorganizowano komisję, która doprowadziła do podpisania prawie czteroletniego rozejmu między obydwoma państwami. Strona Moskiewska zobowiązała się do nie zawierania sojuszy z wrogami Rzeczypospolitej oraz uznania wszystkich tytułów królewskich (w tym szwedzkiego) Zygmunta III. Polski król nie zaakceptował jednak tego traktatu, zalecił bowiem, aby rozejm został podpisany na nie więcej niż dwa lata.

Tymczasem na scenie politycznej Rosji pojawił się człowiek, który podawał się za cudownie ocalałego Dymitra i uzurpował sobie prawo do tronu. Przez współczesnych sobie nazywany był pogardliwie „łżedymitrem” bowiem wiadomym było, że jego pretensje to czysta farsa. Mimo to jego wojska coraz bardziej rosły w siłę, a Szujski czuł się zagrożony i szukał sojusznika. Znalazł go w Szwecji. W układzie podpisanym w Wyborgu na początku 1609 roku strona moskiewska zobowiązała się do prowadzenia ze Szwecją wspólnej polityki wobec Rzeczypospolitej, zaś car ponownie ogłosił się księciem połockim (Połock został odbity z rąk moskiewskich jeszcze przez Stefana Batorego), co jawnie naruszało rozejm z państwem polsko-litewskim.

Wokół wypowiedzenia wojny przez Zygmunta III w 1609 roku narosło wiele mitów. Starsza historiografia zarzucała mu, że zrobił to bez zgody sejmu i wbrew racji stanu państwa. Współcześni historycy podkreślają jednak, że prawo nie zabraniało monarsze rozpoczynać wojny ofensywnej bez zgody sejmu, dopiero konstytucja z 1616 roku wprowadziła taki zakaz. Po drugie wskazują, iż rozbicie sojuszu moskiewsko-szwedzkiego, jak również możliwość odzyskania Smoleńska, leżały w interesie Rzeczypospolitej. Prawdą jest jednak, że Zygmunt III widział w podporządkowaniu sobie Moskwy szansę na odzyskanie tronu w Sztokholmie.
Sojusz polityczno-militarny Szujskiego i Karola IX był skutkiem istniejącego w regionie stosunku sił. Zarówno Szwecja, jak i Moskwa, były zbyt słabe, aby mierzyć się w pojedynkę z Rzeczpospolitą, jednak połączone mogły stać się dla niej poważnym problemem.

Zygmunt III postanowił w związku z tym podjąć interwencję zbrojną. Możliwe, że pomysł taki narodził się w umyśle monarchy już w 1606 roku. Król doskonale zdawał sobie sprawę ze słabości państwa moskiewskiego i widział w tym dogodną okazję do działania, jednak ze względu na wybuch rokoszu Zebrzydowskiego wszelkie plany należało odłożyć na bok. Pragnę podkreślić, że nie ma bezpośrednich dowodów na to, iż Zygmunt III już wówczas chciał konfliktu, tak jedynie przypuszczają historycy.

W 1609 roku pretekstu do wojny nie trzeba było szukać (dostarczył go sam Wasyl Szujski), monarcha uzyskał na atak zgodę senatu, a na sejmikach poprzedzających sejm z początku 1609 roku również szlachta przychylnie wyrażała się na temat planowanej wyprawy. Szczególnie Litwini liczyli na odzyskanie Smoleńszczyzny, zaś koroniarze na korzyści płynące z podporządkowania sobie Moskwy. Król podkreślał, że uderzając na Smoleńsk realizuje pacta conventa, bowiem zobowiązał się w nich odzyskać utracone niegdyś terytoria. Swój interes miało w tym również papiestwo, licząc na możliwość nawrócenia schizmatyków. Polska dyplomacja głosiła na Zachodzie konieczność podjęcie „krucjaty”, ale propaganda ta nastawiona była na uzyskanie subsydiów pieniężnych – w pismach kolportowanych wśród szlachty nie głoszono takich intencji. Na samym sejmie 1609 roku nie omawiano kwestii wypowiedzenia Moskwie wojny.

Podejmując decyzję uderzeniu na Smoleńsk, król wybrał odpowiedni moment, bowiem granica z Turcją nie była wówczas zagrożona, w Inflantach zaś hetman Chodkiewicz wyparł Szwedów daleko za Rygę. Całą uwagę można było skupić na kierunku wschodnim.

Działania zbrojne przed bitwą pod Kłuszynem

21 września Zygmunt III przekroczył na czele armii koronnej granicę Rzeczypospolitej i już 1 października znalazł się pod Smoleńskiem. Działania przeciwko twierdzy nie szły sprawnie, brakowało bowiem piechoty oraz dział burzących. Czas działał na niekorzyść strony polskiej. Wojska szwedzkie koncentrujące się na północy państwa moskiewskiego pod dowództwem Jocoba de la Gardie dążyły do szybkiego połączenia się z siłami cara.

Już pod koniec maja 1610 roku dotarła do polsko-litewskiego dowództwa informacja, że siły rosyjsko-szwedzkie koncentrują się pod Kaługą, około 300 kilometrów na wschód od Smoleńska, a ich głównym wodzem jest brat cara Dymitr Szujski. 6 czerwca Stanisław Żółkiewski wyruszył spod Smoleńska na czele wydzielonych sił, by spotkać się ze skoncentrowaną armią nieprzyjaciela. Źródła są sprzeczne co do liczebności wojska zabranego przez hetmana. Radosław Sikora, autor najnowszej monografii dotyczącej bitwy pod Kłuszynem, przyjmuje, że było to około 3 000 żołnierzy, w tym 1 800 jazdy.

Pierwotnie Żółkiewski zamierzał skierować się na Wiaźmę, jednak plan ten został zmieniony i polskie chorągwie udały się pod twierdzę Biała. Wynikało to z wieści, że wróg chce odbić miasto, jednak kiedy Szujski dowiedział się o marszu wojsk hetmana polnego, zrezygnował z tego zamiaru. Gdy Żółkiewski opuszczał Białą, miał pod komendą niecałe 2 000 żołnierzy, bowiem resztę pozostawił w fortecy, aby wzmocnić tamtejszą załogę. Te nieliczne siły powiększyły się pod Szujskiem, gdzie połączyły się z pułkami Ludwika Weihera, Aleksandra Zbaraskiego oraz Marcina Kazanowskiego. Liczyły one 3 600 jazdy (głównie husarii), 400 piechoty oraz 3 000–4 000 Kozaków zaporoskich.

Z tymi siłami Żółkiewski skierował się na Carowe Zajmiszcze. Po drodze doszło do starcia z przednią strażą wojsk moskiewskich, które zamknęły się w warownym obozie. Polski hetman stanął przed bardzo trudną decyzją. Miał przed sobą ufortyfikowanych Rosjan, ale niedaleko znajdowało się główne zgrupowanie wojsk nieprzyjaciela. Postanowił w związku z tym podzielić swoją armię. Wydzielił 700 jazdy, 200 piechoty oraz wszystkich Kozaków do blokowania obozu, tak aby znajdujący się w nim żołnierze nie weszli na tyły wojsk polskich. Z resztą armii podążył polski wódz pod Kłuszyn, gdzie spodziewał się stoczyć bitwę z Szujskim.

Liczebność armii

Żółkiewski wiele ryzykował, bowiem zdawał sobie sprawę, że Szujski ma nad nim dużą przewagę liczebną. Armia polska, która dotarła pod Kłuszyn, składała się z najlepszych jednostek, ale ich dokładną liczebność trudno jest ustalić. W historiografii przyjęto, że oddziały te liczyły 7 000 żołnierzy, jednak według Radoslawa Sikory jest to błąd. Przeprowadziwszy analizę liczebności walczących stron, stwierdził on, że w rzeczywistości armia koronna liczyła 4 200 stawek żołdu, zaś jej rzeczywisty stan osobowy wynosił 2 700 ludzi. Skąd tak wielka różnica? Dziesięć procent z pierwszej liczby stanowiły tak zwane ślepe porcje (puste etaty, z których finansowano żołd oficerski), a ponadto Sikora wyjaśnia (idąc za uczestnikiem bitwy Samuelem Maskiewiczem), że stany chorągwi nie były pełne. Myślę, że można przyjąć, iż armia polska liczyła 2 500 lub nieco więcej kawalerii oraz 200 piechoty wraz z dwoma działkami małego kalibru (falkonetami).

Jak widać były to siły nad wyraz szczupłe, choć elitarne, bowiem Żółkiewski, dowództwo średniego szczebla oraz sami żołnierze odznaczali się dużym doświadczeniem – dość będzie wspomnieć, że niektórzy z nich walczyli również pod Kircholmem. Nie protestowali również, idąc na pole bitwy, a przecież zdawali sobie sprawę, że wróg ma znaczną przewagę. Możemy zatem powiedzieć, że cechowała ich wiara we własne możliwości.

W armii przeciwnika najbardziej wartościowe były siły szwedzkie. Były one złożone z oddziałów piechoty pikiniersko-muszkieterskiej oraz rajtarii zwerbowanych na zachodzie Europy wśród najemników niemieckich, francuskich, angielskich czy szkockich. Źródła różnie oceniają ich liczebność, na 4 000 do 8 000, ale wydaje się, że bliższa prawdzie jest ta pierwsza wartość, druga zaś może uwzględniać również towarzyszącą żołnierzom czeladź.

Jeszcze większe rozbieżności dotyczą armii moskiewskiej. Tu liczby wahają się od 15 000 do nawet 40 000. Tak jak poprzednio należy mieć na uwadze, że armii tej towarzyszyła czeladź, a istotne jest, ile liczyła armia regularna. Wydaje się, że nie mniej niż 15 000, a nie więcej niż 20 000 ludzi.

Łącznie zatem na siły nieprzyjaciela składało się nie mniej niż 19 000 żołnierzy oraz kilkanaście dział. Przewaga ta ograniczała się jednak w praktyce do liczb, bowiem żołnierzom najemnym nie wypłacano od jakiegoś czasu żołdu i nie mogli być oni zbytnio zmotywowani, natomiast Moskale prezentowali niewielkie walory wojskowe.

Bitwa

Polskie chorągwie poruszały się bardzo szybko pomimo niesprzyjającego terenu. Zmierzały w stronę Kłuszyna całą noc z 3 na 4 lipca i nad ranem znajdowały się już w pobliżu nieprzyjaciela. Niewątpliwie dowództwo szwedzkie i moskiewskie nie przywiązało należytej uwagi do rozpoznania, przez co dowodzone przez nich wojsko dało się zaskoczyć dosłownie w samych gaciach, bowiem wszyscy jeszcze spali. Żółkiewski nie mógł jednak od razu ruszyć do ataku, gdyż potrzebował czasu na rozwinięcie szyku, a poza tym na pole bitwy nie dotarła jeszcze piechota wraz z działkami.

Nieprzyjaciel w alarmowym tempie wyszedł z obozów (były dwa: szwedzki i moskiewski): pierwsze najemne wojska szwedzkie, za nimi jazda moskiewska. To z kolei sprawiało, że to przeciwko Szwedom musiało zostać skierowane pierwsze polskie uderzenie.

Dzięki temu, że pole bitwy nie przekraczało półtora kilometra szerokości i otoczone było przez dwie rzeki oraz las, Szwedzi i Rosjanie nie mogli w pełni rozwinąć swych oddziałów. Na ich korzyść działały natomiast przygotowane przez nich drewniane płoty oraz liczne kobylice, które miały ranić konie i uniemożliwić husarii skuteczne natarcie. Polacy starali się jeszcze w nocy zniszczyć chociaż część płotów, niestety poczynione wyrwy nie przekraczały kilkunastu metrów. Nietrudno zauważyć, że przedarcie się przez te przeszkody wymagało od polskich kawalerzystów wzniesienia się na wyżyny umiejętności.

Na początku batalii oddziały szwedzkie uszykowały się w cztery rzuty. W pierwszym stanęły cztery kompanie piechoty, a za nimi trzy rzuty kawalerii – łącznie około 1 600. żołnierzy wspartych prawdopodobnie przez kilka dodatkowych kompanii. Wojska moskiewskie zachowywały się pasywnie.

W czasie pierwszych starć padło kilkudziesięciu piechurów. Husaria przedzierała się przez luki w płocie i próbowała uczynić wyłom w szeregach przeciwnika. Rażona ze wszystkich stron z broni palnej, zarówno przez muszkieterów jak i rajtarów, wykazywała dużą odporność na ogień. Nie mogąc rozbić nieprzyjaciela, zawracała i ponawiała szarżę. Według źródeł niektóre chorągwie atakowały w ten sposób nawet dziesięć razy.

Duże znaczenie miało pojawienie się na polu bitwy polskiej piechoty z dwoma działkami. Po oddaniu pierwszej salwy rzuciła się ona na wroga i chociaż nie spowodowała większych strat, jego oddziały zaczęły uciekać. W pościg ruszyła także husaria, na jej drodze stanęli jednak rajtarzy osłaniający odwrót własnej piechoty. Ta zatrzymała się, ale nie podjęła już dalszej walki. Rajtarzy stawiali zacięty opór, jednak i oni nie wytrzymali natarcia – husaria uderzyła na nich od czoła i z boku, co spowodowało całkowite rozbicie ich formacji.

W tym samym czasie chorągwie koronne starły się również z jazdą moskiewską, która momentalnie rzuciła się do ucieczki. Jak notował Maskiewicz: „Straciwszy serce Moskwa pierzchać i uciekać w obóz pospołu z Niemcami poczęli, a my na grzbietach ich jadąc […] wpadliśmy do obozu ich” (Samuel Maskiewicz, Dyariusz, [w:] Moskwa w rękach Polaków…, s. 168–169)

Piechota szwedzka, która wcześniej pierzchła pod las, skierowała się teraz do własnego obozu. Wielu najemnych żołnierzy było skłonnych przejść na polska stronę, a niektórzy nawet już to zrobili.

Tymczasem polska kawaleria zapuściła się daleko w pogoni za Moskalami i wracając na pole bitwy musiała być już wyczerpana, bitwa zaś nadal nie była rozstrzygnęła. Żółkiewski planował uderzyć na obóz szwedzki. Przegrupował swoje siły i rozkazał, aby bardziej wypoczęte chorągwie przystąpiły do ataku. Kilka za nich przeskoczyło kobylice i przełamało opór pikinierów. Wyczyn ten zasługuje na najwyższe uznanie, jednak uderzenie nie zostało dostatecznie wsparte przez pozostałe polskie jednostki i z tego powodu nie było decydujące. Atak ponowiono większymi siłami. Widząc to, cudzoziemcy zaczęli się masowo poddawać i podjęli pertraktacje. Żółkiewski oczywiście skorzystał z takiego obrotu sytuacji. Na stronę Rzeczypospolitej przeszło około 2 500 żołnierzy, chociaż trudno wskazać na dokładną liczbę. Zdając sobie sprawę z konsekwencji tych wydarzeń, Szujski uciekł z pola bitwy. Część wojsk polskich rzuciła się do rabowania moskiewskiego obozu, inne zaś chorągwie ścigały z rozkazu Żółkiewskiego wroga. Tak zakończyła się bitwa pod Kłuszynem.

Straty

W odniesieniu do strat poniesionych przez wojska polskie dysponujemy dość szczegółowymi danymi: zginęło od 80 do 100 żołnierzy, drugie tyle zostało rannych, zabito zostało też 200 koni, a 200 raniono. Zwierzęta ucierpiały zatem najbardziej, co nie dziwi z uwagi na zastosowane przez nieprzyjaciela płoty i kobylice. Również ogień muszkietowy raził głównie konie, za których grzbietami chowali się jeźdźcy.

Inaczej jest w przypadku sił moskiewsko-szwedzkich – nie dysponujemy precyzyjnymi informacjami na temat ich strat. Najprawdopodobniej szwedzkie wynosiły 700 lub 800 ludzi, moskiewskie zaś około 1 000 lub 2 000. Z pewnością największe straty ponieśli Moskale podczas ucieczki. W ręce polskie dostał się cały obóz wojsk rosyjskich, a w nim między innymi pieniądze oraz wiele sztandarów.

Podsumowanie

Bitwa pod Kłuszynem pokazała, że żołnierza polskiego cechuje wytrzymałość, wysokie umiejętności oraz żelazne nerwy. Od zmierzchu 3 lipca do końca bitwy niektóre chorągwie przebyły łącznie ponad 100 kilometrów. Żółkiewski wspiął się na wyżyny swoich możliwości i zdecydowanie był to jego największy triumf w życiu. Należy zwrócić uwagę, że hetman polny w pełni wykorzystał armię, jaką dysponował, czego nie można powiedzieć o jego przeciwnikach.

Spośród żołnierzy najemnych na wysokie noty zasługuje kawaleria, która wielokrotnie stawiła husarii zaciekły opór. Również piechota zadała Polakom pewne straty. Negatywna ocena należy się za to Jacobowi de la Gardie, który dowodził po prostu źle. Nie tylko zaniedbał rozpoznanie, ale też rzucił się do ucieczki w momencie przełamania szyków własnej kawalerii, choć miał jeszcze w odwodzie ponad 1 000 koni.

Najgorzej wypadły siły moskiewskie, które nie wspomogły należycie sojusznika, a w momencie natarcia Polaków nie stawiły im praktycznie żadnego oporu. Wynikało to z zupełnego braku wiary w zwycięstwo oraz ogólnej niechęci do walki, które zderzyły się z wielką determinacją armii koronnej. Wojsko moskiewskie demoralizowało jedynie swoją postawą najemników i przyczyniło się do ich przejścia na stronę polską.

Konsekwencje

W wyniku bitwy pod Kłuszynem armia polska wkroczyła do Moskwy. Bojarzy podpisali traktat, na mocy którego obrali na tron carski królewicza Władysława. Załoga Kremla utrzymała się na nim do końca 1612 roku, a po kapitulacji opuściła miasto. Można w związku z tym powiedzieć, że bitwa została wykorzystana politycznie.

Powodów, dla których królewicz Władysław nie objął ostatecznie władzy w Moskwie jest wiele i jest to temat na oddzielny artykuł. Pragnę jedynie zwrócić uwagę, że współczesna historiografia nie obwinia o to Zygmunta III. Historycy wskazują także, że pomimo późniejszych konfederacji wojskowych, jakie zawiązały się w Rzeczypospolitej z powodu nie wypłacenia wielu żołnierzom żołdu, wojna wcale nie osłabiła państwa polsko-litewskiego. Dodatkowo interwencja zbrojna w państwie moskiewskim opóźniła wzrost jego potęgi o kilkadziesiąt lat. Rosja nie pogodziła się jednak z hegemonią Rzeczypospolitej w tej części Europy i dążyła w późniejszych latach do odzyskania utraconych ziem.

 

PO – PSL to grabarze polskich lasów

Wywiad dla ND_1Wywiad dla ND_2Wywiad dla ND_3

Czy słowo dane przed kamerami tv obowiązuje?

W miesiącu lutym br. jak grom z jasnego nieba gruchneła wiadomość   “leśniczy z nadleśnictwa Brzeziny wszedł na teren prywatnej posesji w biały dzień i zastrzelił psa, następnie zapakował go do bagażnika i ukrył ten osobliwy dowód dokonanego przestępstwa gdzieś w lesie” .   Sprawa nabrała rozgłosu dzięki mediom . W tym bardzo gorącym okresie   miejscowy nadleśniczy złożył przed kamerami telewizyjnymi publiczną deklarację, że leśniczy za to, co uczynił straci stanowisko. W tym czasie leśniczy   nagle zachorował i udał się na długotrwałe chorobowe.   Moment pozbawienia go zajmowanego stanowiska musiał ulec przesunięciu w czasie.
Zgodnie z zapowiedzią pana nadleśniczego,  fakt rozwiązania umowy o pracę z panem leśniczym miał nastapić tuż po zakończeniu zwolnienia lekarskiego . W tym tygodniu uzyskaliśmy informację , że poczynając od dnia 22 czerwca br. pan leśniczy Krzysztof O. pomimo toczącego się przeciwko niemu postępowaniu w sądzie w Brzezinach, dotyczącego bezprawnego zabicia psa, ale też użycia broni z naruszeniem obowiązujacych przepisów prawa, decyzją pana nadleśniczego nadleśnictwa Brzeziny, wraca na wcześniej zajmowane stanowisko. Zadajemy pytanie czy działanie nadleśniczego nadlesnictwa Brzeziny można uznać za właściwe   i   jakie to czynniki spowodowały tę niezrozumiałą zmianę zdania .

CDN

Bohater kontrwywiadu AK nie może kupić mieszkania zbędnego dla Nadleśnictwa Drewnica

ROM

To będzie widowiskowy i nietypowy protest. Na ulicę wyjdzie bohater AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, żołnierz oddziału wykonawczego kontrwywiadu Ryszard Bielański ps. „Rom”, który podczas II Wojny Światowej likwidował zbrodniarzy hitlerowskich. Towarzyszyć mu będzie Grupa Historyczna Zgrupowanie Radosław w mundurach oraz z transparentami.

Pikieta rozpocznie się o godz. 16 w najbliższy czwartek 25 czerwca przy ul. Prymasa Stefana Wyszyńskiego 9 w Zielonce. Ok godz. 16:30 przewidziany jest briefing prasowy podczas którego postawione zostaną między innymi następujące pytania:

Czy utytułowany bohater AK, wielokrotnie odznaczany jest dyskryminowany przez Nadleśnictwo Drewnica?

Czy Nadleśniczy Nadleśnictwa Drewnica z powodu prywatnej niechęci do Ryszarda Bielańskiego blokuje zakup, o który od 17 lat stara się były żołnierz AK?

Jak w Polsce traktuje się bohaterów, którzy w najtragiczniejszych momentach ryzykowali życiem dla kraju i przelewali za niego krew?

Czy Nadleśniczy Nadleśnictwa Drewnica celowo czeka na śmierć Ryszarda Bielańskiego?

Jeśli nie, to dlaczego od blisko dwóch dekad pan Ryszard nie może wykupić mieszkania, które dla nadleśnictwa jest zbędne i zostało przeznaczone do sprzedaży? Kilkanaście lat trwa jedynie wymiana pism i zapytań. Tymczasem mieszkania „dla swoich” dostępne są na zawołanie.

Cywilne Biuro Śledcze od kilku miesięcy śledzi sprawę. Podczas spotkania ujawnimy kulisy działań. Do ostatniej chwili starać się będziemy, aby doszło do bezpośredniej debaty pomiędzy byłym żołnierzem Armii Krajowej a nadleśniczym. Mamy nadzieję, że będziecie Państwo jej świadkami. O wyniku poinformujemy w czwartek.

Ryszard Bielański jest wielokrotnie odznaczanym bohaterem. Ostatnie z odznaczeń otrzymał 23.06.2015 roku w Muzeum Powstania Warszawskiego od Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

Zaproszenie do obserwowania protestu otrzymali przedstawiciele Nadleśnictwa Drewnica, Starostwa w Wołominie, Urzędu Miasta Zielonka, Samorządu Województwa Mazowieckiego, Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego.

http://cbś.com.pl/aktualnosci/230-bohater-kontrwywiadu-wyjdzie-na-ulice

źródło: Cywilne Biuro Śledcze

Uroczystości 35-lecia KSPL NSZZ “Solidarność”

str 1str 2str 3str 4str 5str 6

Bp. Tadeusz Lityński Delegatem KEP ds. Duszpasterstwa Pracowników Leśnictwa, Gospodarki Wodnej i Ochrony Środowiska

bp Lityński

 

Bp. Tadeusz Lityński biskup pomocniczy diecezji zielonogórsko-gorzowskiej został duszpasterzem leśników, gospodarki wodnej i ochrony środowiska. Zastąpił on na tym stanowisku bp. Edwarda Janiaka – biskupa kaliskiego.

  • ur. 14 czerwca 1962 r. w Kożuchowie
  • wyświęcony w 1988 r.
  • konsekrowany 16 czerwca 2012 r.
  • Zawołanie: „Adveniat Regnum Tuum”

Życiorys

Biskup Tadeusz Lityński urodził się 14 czerwca 1962 r. w Kożuchowie. Jego rodzinną parafią jest parafia pw. św. Wawrzyńca w Ługach. Ukończył Technikum Elektroniczne w Zielonej Górze, a następnie w 1982 r. wstąpił do Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gościkowie-Paradyżu. Święcenia kapłańskie przyjął w 1988 r. Promotorem jego pracy magisterskiej z teologii biblijnej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pt. „Prawda w tradycji Janowej” był o. prof. Hugolin Langkammer w 1991 r. 18 maja 1999 r. na Akademii Teologii Katolickiej obronił pracę magisterską i licencjacką z prawa kanonicznego, napisaną pod kierunkiem ks. prof. Wojciecha Góralskiego pt. „Troska ks. Edmunda Nowickiego jako rządcy Kościoła Gorzowskiego o dyscyplinę duchowieństwa w latach 1945-1951”.

Pracował jako wikariusz w parafii pw. św. Bartłomieja w Ołoboku (1988-1990) i parafii pw. NMP Królowej Polski w Głogowie (1990-1993). Przez siedem lat pełnił funkcję notariusza Sądu Kościelnego w Gorzowie Wlkp. (1993-2000). W roku 2000 został mianowany proboszczem parafii pw. Najświętszej Trójcy w Ochli k. Zielonej Góry, a sześć lat później – proboszczem parafii pw. Chrystusa Króla w Gorzowie Wlkp.

Od 2009 roku był kanonikiem honorowym kapituły katedralnej w Gorzowie Wlkp., od 2011 roku – wikariuszem biskupim, członkiem Rady Kapłańskiej i Rady Konsultorów. W styczniu 2012 r. ks. Lityński został odznaczony godnością kapelana Jego Świątobliwości Benedykta XVI.

28 kwietnia 2012 r. Ojciec Święty Benedykt XVI mianował ks. Tadeusza Lityńskiego, proboszcza parafii Chrystusa Króla w Gorzowie Wielkopolskim, biskupem pomocniczym diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, przydzielając mu stolicę tytularną Cemeriniano.

tadeuszherb

35 lat KSPL NSZZ “Solidarność”

35 lat Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZSolidarność ”

HISTORYCZNE, NIEZWYKŁE DZIAŁANIA LEŚNEJ SOLIDARNOŚCI

FUNDAMENTALNE DZIAŁANIA, PODWALINY NA RZECZ:

– ODBUDOWY RÓWNOWAGI EKOLOGICZNEJ KRAJU

– POPRAWY WARUNKÓW BEZPIECZEŃSTWA I HIGIENY PRACY

-POPRAWY WARUNKÓW SOCJALNO BYTOWYCH DLA PRACOWNIKÓW LP I ICH RODZIN

Krajowa Sekcja Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność” jest strukturą branżową szczebla krajowego, funkcjonującą w obszarze Państwowego Gospodarstwa Leśnego „Lasy Państwowe”.

Fundamentem organizacji były Porozumienia Międzyzakładowych Komitetów Strajkowych i Komisji Rządowych:

  • w Szczecinie – 30 sierpnia 1980r.

  • w Gdańsku – 31 sierpnia 1980r.

  • w Jastrzębiu – 3 września 1980r.

Dokumenty te obok ważnych uregulowań dotyczących spraw pracowniczych i społecznych ustaliły zasadę rozwiązywania konfliktów poprzez dialog i negocjacje oraz umożliwiły powstanie niezależnych związków zawodowych.

ROK 1980

W wyniku zachodzących zmian, prowadzone były negocjacje przedstawicieli załóg leśnych z kierownictwem resortu leśnictwa i przemysłu drzewnego w Okręgowym Zarządzie Lasów Państwowych w Szczecinie w dniu 2 września 1980r. oraz w Okręgowym Zarządzie Lasów Państwowych w Gdańsku w dniu 3 i 12 września 1980r. Negocjacje te umożliwiły przeprowadzenie w dniu 30 października 1980r. we Wrocławiu założycielskiego zebrania przedstawicieli „Komitetów Założycielskich” i utworzenie Krajowej Komisji Porozumiewawczej Pracowników Leśnictwa.

Skład KKPPL był następujący:

  • Lipiński Kazimierz (Wrocław) – przewodniczący
  • Brodecki Ryszard (Warszawa) – zastępca przewodniczącego
  • Karatowicz Barbara (Wrocław) – zastępca przewodniczącego
  • Morawski Michał (Wrocław) – zastępca przewodniczącego
  • Wolska Irena (Olsztyn) – zastępca przewodniczącego
  • Brandys Zdzisław (Kraków) – członek Prezydium
  • Gawędzki Bolesław (Wrocław) – członek Prezydium
  • Kot Roman (Gdańsk) – członek Prezydium
  • Kurc Janina (Łódź) – członek Prezydium
  • Salwiński Lechosław (Łódź) – członek Prezydium
  • Nowak Wojciech (Wrocław) – członek Prezydium
  • Wójcik Wieńczysław (Szczecin) – członek Prezydium

Krajowa Komisja Porozumiewawcza Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność” w dniu 08 grudnia 1980 roku w Warszawie, podpisała POROZUMIENIE z Dyrektorem Naczelnym Lasów Państwowych w sprawie umożliwienia działaczom NSZZ „Solidarność” wykonywania zadań związanych z działalnością związkową
w LP (Porozumienia Sękocińskie).

Delegaci międzyzakładowych struktur związku „Solidarność” na spotkaniu
w Wielisławiu (17 i 18 grudnia 1980r.) przekształcili KKPPL w Krajową Komisję Koordynacyjną PL NSZZ „SOLIDARNOŚĆ’’, a także ustalili strategię negocjacyjną związku oraz listę postulatów i spraw do załatwienia.

ROK 1981

Intensywne działania Krajowej Komisji Porozumiewawczej Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność” w roku 1980, umożliwiły wynegocjowanie i podpisanie
w Jedlni w dniu 11 marca 1981r. „Porozumień Sękocińskich” w sprawie współdziałania i realizacji wniosków oraz postulatów zgłoszonych przez Komisje Zakładowe. Porozumienie to stało się podstawowym dokumentem regulującym stosunki prawne pomiędzy pracodawcą a pracownikami, oraz wprowadzało pierwsze zasady ochrony lasów, przyrody. Część działaczy KKPPL NSZZ „Solidarność” podpisujących porozumienie 13 grudnia internowano.

ROK 1991

Krajowa Sekcja Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność”, dostrzegała nowe zagrożenia dla Lasów Państwowych, oraz widziała konieczność przeprowadzenia istotnych zmian prawnych, ekonomicznych i organizacyjnych w LP.

Krajowa Sekcja Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność”, wraz z nowymi władzami Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych i Ministerstwa Ochrony Środowiska, przystąpiła do opracowania i przeprowadzenia przez konsultacje, całkowicie nowej, nowoczesnej, ekologicznej i zapewniającej powiększanie zasobów leśnych kraju, Ustawy o Lasach. W wyniku przeprowadzonych przez KSPL NSZZ „Solidarność” działań, została uchwalona całkowicie nowa, nowoczesna Ustawa o Lasach z dnia 28 września 1991r. Ustawa określa: zasady zachowania, ochrony i powiększania zasobów leśnych oraz zasady gospodarki leśnej.

ROK 2001

Po blisko 10 latach względnego spokoju, pojawiły się nowe bardzo niebezpieczne dla Lasów Państwowych pomysły, zagrożenia. Działania części elit politycznych, rządzących, zmierzały w kierunku: prywatyzacji lasów, reprywatyzacji lasów, oraz użycia lasów do powszechnego uwłaszczenia.

Krajowa Sekcja Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność”, widząc realne zagrożenie ekologiczne kraju, na swym posiedzeniu w Szczecinie w dniu 06.08.1999 roku, podjęła uchwałę o opracowaniu i przeprowadzeniu przez legislacje: I OBYWATELSKIEJ USTAWY „O ZACHOWANIU NARODOWEGO CHARAKTERU STRATEGICZNYCH ZASOBÓW NATURALNYCH KRAJU” Błyskawiczne tempo pracy redakcyjnej oraz zebrania potrzebnej ilości podpisów, pozwoliło już po 17 dniach, czyli w dniu 23.08.99 r. złożyć przez Panów: Jana Podmaskiego, Marka Hejmana, Stanisława Wójcik, Marka Jaworowskiego w Sejmie R P komplet potrzebnych do rejestracji dokumentów.

Ustawa ta, po zebraniu ok. 150.000 tysięcy podpisów, po przejściu przez przeszkody i zasieki stawiane przez PSL i SLD przez 2 lata, dzięki ogromnemu wysiłkowi wielu osób, została uchwalona dnia 06 lipca 2001 r. Przewodniczącym komitetu organizującego i sprawozdawcą projektu Ustawy w Sejmie RP w imieniu KSPL NSZZ „Solidarność” był kol. Jan Podmaski.

ROK 2007

Władzę w Polsce przejęło PO i PSL, no i się zaczęło!!!

AFERA WYCIĄGOWA, AFERA GAZOWA, AFERA AMBERGOLD,

AFERA AUTOSTRADOWA, AFERA STOCZNIOWA, AFERA STADIONOWA,

AFERA PODSŁUCHOWA, AFERA HAZARDOWA, AFERA TAŚMOWA,

– Wprowadzenie wieku emerytalnego z 60 lat dla kobiet na 67 lat

– Wprowadzenie wieku emerytalnego z 65 lat dla mężczyzn na 67 lat

– Podwyższenie VAT na odzież dla dzieci z 8 na 23 %

– Zmniejszenie zasiłku pogrzebowego z 6,200,- na 4,000,- zł.

– Podwyższenie VAT od wszystkiego z 22% na 23%

– Likwidacja ulgi budowlanej

– Likwidacja ulgi internetowej

– Zabranie 5% składki emerytalnej z II filaru do ZUS, było 7,3% jest 2,3%

– Zabranie wszystkim z II filaru 51% odłożonych składek emerytalnych ( 150mld zł)

– Zabranie ulgi dla rodziców, których przychód do opodatkowania w jednym roku przekracza 56,000,- zł jednego rodzica, na jedno dziecko.

– Brak podwyższenia rocznej kwoty wolnej od opodatkowania, obecnie to 3,091 zł.

– Brak waloryzacji progów podatkowych od 8 lat!

– Wzrost składki rentowej płaconej przez pracodawcę o 2% z 2,5 do 4,5%, przy (cudownym uzdrowieniu, odebraniu) zmniejszeniu liczby rencistów z 2 do 1mln

– Niesiołowski – emerytura + dieta poselska + biuro poselskie, „dzieci mogą jeść szczaw i mirabelki.

Władzę w Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność”, tak jak w całym kraju przejęli ludzie z PO, no i się zaczęło!!!

– Zdrada

Władze sekcji krajowej, wbrew uchwale Komisji Krajowej NSZZ „SOLIDARNOŚĆ” w Gdańsku, oraz bez jakichkolwiek konsultacji z członkami, strukturami z całego kraju, podpisały porozumienie z PO o wzajemnej współpracy. Porozumienie to podpisali D. Tusk i M. Pigan, w wyniku tego, pierwszy został premierem, drugi Dyrektorem Generalnym Lasów Państwowych, pozostali spiskowcy przejmowali takie stanowiska jak: dyrektor regionalnej dyrekcji LP, zastępca dyrektora, nadleśniczy czy jego zastępca, naczelnik wydziału. Działania tej grupy ludzi, doprowadziły do podziału załóg leśnych i KSPL NSZZ „Solidarność”.

Efektem przejęcia władzy w RP i KSPL NSZZ „Solidarność” przez PO, był i nadal trwa prowadzony zarówno w dzień jak i w nocy SKOK na kasę Lasów Państwowych.
– próba włączenia LP do sektora finansów publicznych
– przekształcenie funduszu leśnego w fundusz o charakterze parabudżetowym, będącym w dyspozycji Ministra Finansów lub Skarbu
– liberalizacja reguł przekazywania powierzchni leśnych do gmin i powiatów
– „swoiste” podejście do ochrony lasów przed prywatyzacją, poprzez wprowadzenie w nocnym głosowaniu do Konstytucji zapisu, który umożliwiałby sprzedaż lasu w następstwie podjętej ustawy umożliwiającej sprzedaż, zgodną z zapotrzebowaniem Rządu.
– ustanowienie obowiązku podatkowego w kolejnym nocnym głosowaniu w następstwie, którego LP zapłaciły do budżetu 1,6 mld zł a od roku następnego wpłacać będą 2% przychodu ze sprzedaży drewna
– PO – PSL. Kolejny podatek nakładany na LP. Do Sejmu trafiła właśnie nowa zmiana ustawy, tym razem o samorządzie terytorialnym, która nakłada podatek na lasy ochronne.
– Wikileaks: „Premier Tusk jest zdeterminowany, by zmusić niepokornych ministrów, zwłaszcza rolnictwa i ochrony środowiska, by dołożyli się do rekompensat [za mienie odebrane dekretem Bieruta], sprzedając państwowe nieruchomości, w tym lasy”. Takie obietnice – według treści amerykańskich depesz, ujawnionych przez Wikileaks – miał już w styczniu 2009 r. składać Bronisław Komorowski. Ówczesny marszałek pieniądze z lasów państwowych określał jako “extra” środki.

ROK 2014

maj – wybory w KSPL Przewodniczącą zostaje Pani Grażyna Zagrobelna, która podjęła próbę scalenia rozbitej jedności pracowników LP, wokół najistotniejszych spraw dotyczących lasów i leśników.

Referendum po obrady Sejmu – poprzyj petycję – nie daj zmielić swego podpisu

memlas

2 600 000 PODPISÓW
OBYWATELE ŻĄDAJĄ REFERENDUM
w sprawie Lasów i Polskiej Ziemi
petycja.ekorozwoj.pl

Rusza internetowa akcja, której celem jest skierowanie pod obrady Sejmu wniosku w sprawie obywatelskiego referendum w obronie Polskich Lasów i Ziemi.

Petycja, której adresatem jest Marszałek Sejmu, znajdująca się na stronie www.ekorozwoj.pl możesz podpisać klikając tutaj.

Rok temu, 9 maja 2014 roku złożono w Sejmie ponad 2 mln podpisów obywateli wzywających do organizacji ogólnokrajowego referendum. Pani Ewa Kopacz, ówczesna Marszałek Sejmu, potwierdziła wystarczającą do wszczęcia procedury ilość podpisów, nadała numer druku 2512 i poinformowała          o wszczęciu postępowania mającego na celu umieszczenia naszej sprawy w porządku obrad Sejmu RP. Po zmianie na stanowisku Marszałka kilkakrotnie za pośrednictwem prof. dr hab. Jana Szyszko złożone zostały wnioski o wszczęcie procedury pozwalające na sejmową debatę i głosowanie w sprawie przedmiotowego referendum.

Niestety prośby te nie znalazły żadnego odzewu ze strony Pana Radosława Sikorskiego, i tak od roku Sejm milczy w tej sprawie.

W sytuacji gdy nasz wniosek nie stanie się przedmiotem prac Sejmu w tej kadencji, nasze głosy zostaną zmielone razem z wiarą, że to społeczeństwo jest suwerenem w naszym kraju. Taka sytuacja podważa podstawy demokracji, pokazuje jak daleko dzisiejsza władza oddaliła się od społeczeństwa. Po roku liczba podpisów wzrosła już do 2 600 000, ignorowanie głosu obywateli w wolnym i demokratycznym państwie jawi się jako przejaw nieodpowiedzialności i skrajnego lekceważenia obywateli.

 

 Pan Radosław SIKORSKI
Marszałek Sejmu RP

Szanowny Panie Marszałku,

Apelujemy o pilne skierowanie pod obrady Sejmu RP obywatelskiego wniosku o poddanie pod referendum ogólnokrajowe sprawy przyszłości Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe i Polskiej Ziemi.

Z niepokojem obserwujemy procesy zagrażające postawom funkcjonowania polskich lasów, które obciążone kolejnymi daninami zmuszone są do prowadzenia coraz aktywniejszej wycinki drzew.

Lasy Państwowe są podstawą bezpieczeństwa ekologicznego państwa i modelowym przykładem realizacji idei zrównoważonego rozwoju. Jednocześnie widzimy, że wdrażane są ustawy prowadzące do ich zapaści, i degradacji.

Pragniemy zwrócić uwagę, że wielkim krokami zbliża się data 1 maja 2016 roku, kiedy to zgodnie z traktatem akcesyjnym, wchodzi w życie wolny obrót ziemią leśną i rolną. Dziś niewielu Polaków stać na zakup ziemi, innym jest to uniemożliwiane. Jak wiemy z historii własność jest probierzem wolności, którą w ten sposób ograniczy się milionom Polaków.

Minął rok gdy to 9 maja 2014 roku złożono w Sejmie ponad 2 mln podpisów wzywających do organizacji ogólnokrajowego referendum w sprawie obrony polskich lasów i polskiej ziemi. Pani Ewa Kopacz, ówczesna Marszałek Sejmu, potwierdziła wystarczającą do wszczęcia procedury ilość podpisów, nadała numer druku 2512 i poinformowała o wszczęciu postępowania mającego na celu umieszczenia naszej sprawy w porządku obrad Sejmu RP.

Po zmianie na stanowisku Marszałka kilkakrotnie za pośrednictwem prof. dr hab. Jana Szyszko złożone zostały wnioski o wszczęcie procedury pozwalające na sejmową debatę i głosowanie w sprawie przedmiotowego referendum. Niestety prośby te nie znalazły żadnego odzewu z Pana strony i tak o roku Sejm milczy w tej sprawie. Rozumiemy, że w sytuacji gdy nasz wniosek nie stanie się przedmiotem prac Sejmu w tej kadencji, nasze głosy zostaną zmielone razem z wiarą, że to społeczeństwo jest suwerenem w naszym kraju.

Taka sytuacja podważa podstawy demokracji, pokazuje jak daleko dzisiejsza władza oddaliła się od społeczeństwa. Mamy nadzieję, że to tylko niedopatrzenie i nasz apel spotka się z natychmiastowym odzewem. Po roku liczba podpisów wzrosła już do 2 600 000, ignorowanie głosu obywateli w wolnym i demokratycznym państwie jawi się jako przejaw i nieodpowiedzialności i skrajnego lekceważenia obywateli.

Do wiadomości: Pani Ewa Kopacz, Prezes Rady Ministrów

lassymem

 

Wygraliśmy, mimo gigantycznych przeciwności.

1. W listopadzie 2014 roku, kiedy prezes Jarosław Kaczyński przedstawił w Krakowie kandydaturę posła do Parlamentu Europejskiego Andrzeja Dudy na prezydenta RP, różnica w poparciu pomiędzy nim, a urzędującym prezydentem wynosiła blisko 60%. Zresztą po tej prezentacji Komorowski pozwolił sobie prawie natychmiast na złośliwość pod adresem konkurenta, pytając, który to Duda, bo on kojarzy tylko szefa „Solidarności” Piotra.
Już jednak na początku 2015 roku musiał szybko zmienić w tej sprawie zdanie, bo poparcie dla nie go zaczęło wyraźnie spadać, podczas gdy dla jego konkurenta Andrzeja Dudy wolno ale jednak zaczęło rosnąć.
2. Sztab wyborczy i sam kandydat Andrzej Duda przyjęli na siebie gigantyczne wyzwanie aby objechać w ciągu 4 miesięcy cały kraj i spotykać się z Polakami w możliwie jak największej liczbie powiatów.
Takich otwartych spotkań kandydat Zjednoczonej Prawicy odbył ponad 250, przejechał „Dudabusem” ponad 30 tysięcy kilometrów, w ostatnich tygodniach te spotkania miały już charakter wielotysięcznych wieców, podczas których było już czuć silne podmuchy „wiatru zmian”.
Ta część kampanii miała naprawdę merytoryczny charakter, kandydat przedstawiał kolejne swoje zamierzenia programowe w tym przede wszystkim te o charakterze rozwojowym (reindustrializacja) ale także socjalnym (powrót do poprzedniego wieku emerytalnego, czy podniesienie do 8 tys. zł kwoty wolnej od podatku PIT).
Jej rezultatem było zwycięstwo w I turze wyborów wbrew wszystkim sondażom, bo te sondaże mimo reprezentatywnych prób na których były oparte, jednak nie uwzględniały poparcia jakie Andrzej Duda zdobywał podczas objazdu kraju.
3. II tura to już były przede wszystkim emocje i to za sprawą urzędującego prezydenta Bronisława Komorowskiego i jego brudnej kampanii.
Komorowski korzystając ze wsparcia zaprzyjaźnionych mediów (prywatnych i niestety publicznych), brutalnie atakował Dudę i jego rodzinę, a także osoby, które przedstawił on jako swych najbliższych współpracowników.
W piątek tuż przed ciszą wyborczą miał miejsce w Toruniu „zamach” na prezydenta Komorowskiego i miał to zrobić działacz ruchów „pro- life”, których chciał dobiec z ulotkami do głowy państwa.
Natychmiast po tym incydencie w Sejmie konferencję prasową zorganizował przewodniczący klubu Platformy Rafał Grupiński, który przy wsparciu europosła Szejnfelda wprost obciążył Prawo i Sprawiedliwość odpowiedzialnością za ten „zamach”.
W ciągu kilku godzin filmik z tego incydentu w Toruniu TVN 24 pokazała przynajmniej kilkadziesiąt razy, a prokuratura w tym mieście przesłuchiwała „zamachowca” przez ponad 4 godziny.
Jak się później okazało, nie chciał on korzystać z obrońcy, którego zorganizowała jego żona i po tych wielu godzinach przesłuchania mimo ciążących na nim ciężkich zarzutów, został w piątek wieczorem zwolniony do domu.
Medialnych ataków było zresztą więcej, celowały w nich media publiczne ze słynnym już atakiem Tomasza Lisa i jego gościa aktora Tomasza Karolaka na córkę Andrzeja Dudy.
Wszystkie one jak się wczoraj okazało były przeciwskuteczne (jak mawiał klasyk, przyniosły plusy ujemne), co tylko potwierdza tezę, że Polacy są coraz bardziej odporni na manipulacje urządzane przez władzę.
4. Zresztą organizacja tak brutalnych ataków na Andrzeja Dudę nie była by możliwa bez zaangażowania mediów w obronę urzędującego prezydenta w tym przede wszystkim mediów publicznych.
Nie bez przyczyny rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Marcin Mastalerek nazwał TVP Info, Komorowski Info (np. w marcu urzędujący prezydent był tam prezentowany przez ponad 6 godzin, Andrzej Duda zaledwie przez 22 minuty, a w piątek wieczorem telewizja ta gościła jako komentatorów aż 9 zwolenników Komorowskiego i tylko 1 zwolennika Andrzeja Dudy), podobnie zachowywało się także polskie radio.
Mimo tych gigantycznych przeciwności jednak wygraliśmy, co dobrze wróży także na nadchodzące wybory parlamentarne.

Zbigniew Kuźmiuk

Andrzej Duda Prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej

 

SAM_0510Ostatnie dni kampanii Andrzeja Dudy upływały pod hasłem „Dobra zmiana”. Chcę wszystkich zapewnić, że prezydent elekt jest świetną zmianą dla Polski! Jest osobą młodą i energiczną. Chętną do wszelkiego działania. Przy tym jest osobą nieskazitelnie czystą! Nie ma na niego żadnych haków, bo jakby były, to by się pojawiły. Jest wreszcie osobą świetnie przygotowaną do roli prezydenta. Wszedł do polityki z dużym dorobkiem. Był doktorem prawa, wykładowcą akademickim najlepszych uniwersytetów w kraju. Później był wiceministrem sprawiedliwości. Jako były minister w Kancelarii Prezydenta rozumie mechanizmy tam panujące. Wreszcie parlamentarzysta i poseł do Parlamentu Europejskiego. To są doświadczenia zdobywane na arenie międzynarodowej. To jest świetny prezydent elekt! W drodze do prezydentury wykonał tytaniczną pracę. Jeździł po kraju, aby lepiej poznać społeczeństwo. On naprawdę lubi Polaków, a przede wszystkim kocha Polskę! To ma wielkie znaczenie! Każdy wyborca, który postawił na niego, mówił jedno: „Chcę zmiany!”. Polacy byli już zmęczeni. Mieli dość ośmioletnich rządów i niedotrzymanych obietnic. Bolały ich afery i kłamstwa. Każdy z nich marzył o innej władzy. Polacy chcą władzy, która patrzy na swoją rolę jako na służbę i jest blisko obywateli. I to jest coś, co się przyczyniło do zwycięstwa Andrzeja Dudy. Ale nie spoczniemy teraz na laurach. Ten nokaut na Bronisławie Komorowskim motywuje nas dodatkowo do pracy. Andrzej Duda pokazał nam wszystkim, że zmiany są możliwe. A my zrobimy wszystko, aby na jesieni Polacy cieszyli się z nowej, lepszej władzy.
Jan Dziedziczak
SAM_0514