Maj 2016
P W Ś C P S N
« Kwi    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Archiwa

stat4u

Dramat puszczy trwa

List otwarty Ministerstwa Środowiska do redakcji „The Guardian” i AFP w sprawie nieprawdziwych informacji dotyczących Puszczy Białowieskiej

W wysłanym przez AFP w świat komunikacie opublikowanym następnie 26.03.2016 przez „The Guardian” tekście dotyczącym Puszczy Białowieskiej znalazły się nieprawdziwe informacje o tym, że: „Polska zezwala na wycinkę na wielką skalę w ostatnim lesie pierwotnym Europy”. Pragnę sprostować błędny przekaz, informując za dr. hab. inż. Bogdanem Jaroszewiczem, Kierownikiem Białowieskiej Stacji Geobotanicznej Uniwersytetu Warszawskiego, że Puszcza nie jest lasem pierwotnym zgodnie z naukowymi standardami ekologicznymi i że jest to „pewnego rodzaju skrót myślowy”. Natomiast lasy częściowo zbliżone do naturalnych znajdują się w obszarze, stanowiącym fragment Puszczy Białowieskiej, Białowieskiego Parku Narodowego, podlegającego ścisłej ochronie, w którym nie wycina się ani nie zamierza wycinać nawet jednego drzewa. Nie zmienia to jednak faktu, że  dramat zamierającej Puszczy Białowieskiej zarówno na obszarze Parku Narodowego, jak i lasów poza Parkiem trwa. Spór między zwolennikami aktywnych działań w obronie Puszczy przed kornikiem i tymi, którzy wolą bronić kornika przed leśnikami, bezwzględnie wykorzystuje kornik. Paradoksalnie, atakowanie Puszczy ułatwiają kornikowi funkcjonujące przepisy prawne o ochronie przyrody i nakładające się na siebie różne prawne formy tej ochrony, których splątanie w rzeczywistości czynią Puszczę Białowieską bezbronną wobec wszelkiego rodzaju zagrożeń. Stosowana na obszarze Białowieskiego Parku Narodowego, obejmującego 1/6 obszaru polskiej części Puszczy Białowieskiej, ochrona bierna polegająca wyłącznie na obserwacji zachodzących, nawet najbardziej destrukcyjnych dla środowiska przyrodniczego procesów, jest rajem nie tylko dla cennych okazów przyrodniczych, ale także dla korników i innych szkodliwych dla środowiska przyrodniczego czynników. Obszar Parku Narodowego jest poza strukturą Lasów Państwowych, które nie ingerują w żadne działania dyrekcji Parku, nie mówiąc już o wycinaniu Parku przez leśników. W stosowanej poza obszarami Parków Narodowych przez Lasy Państwowe metodzie czynnej ochrony przyrody wykorzystuje się kilkusetletnie doświadczenie leśników w zwalczaniu wszelkiego rodzaju zagrożeń dla leśnego środowiska przyrodniczego. Zwolennicy biernej ochrony dążą do rozszerzenia tej formy ochrony również na zarządzaną przez Lasy Państwowe pozostałą, poza Parkiem, część Puszczy, która ze względu na wielokrotne wycinanie i sadzenie przez ludzi utraciła status nietkniętego ludzką ręką lasu pierwotnego. Wielu szlachetnych ludzi zatroskanych o stan przyrody nie odróżnia faktu, że Puszczę Białowieską tworzą zarówno wydzielone obszary Parku Narodowego, jak i lasów gospodarczych 3 nadleśnictw (Białowieża, Browsk i Hajnówka). Jak pisze Wojciech Sobociński, „pierwszym i obecnie chyba najpowszechniej stosowanym przez społeczeństwo wyznacznikiem naturalności lasów są emocje”. Nazwa Puszcza Białowieska wielu ludziom kojarzy się wyłącznie z Parkiem Narodowym. Nadużyciem ze strony zwolenników biernej ochrony jest sugerowanie, że cały obszar Puszczy jest lasem pierwotnym, co nie jest prawdą, ale budzi emocje społeczne skierowane przeciwko tym, którzy chcą podjąć rzeczywistą walkę o przetrwanie leśnych obszarów Puszczańskich. Na tych Puszczańskich, ale nie Parkowych obszarach obowiązek zapewnienia trwałości leśnej przyrody spoczywa na Lasach Państwowych. O tym, że obszary leśne poza Parkiem Narodowym w historii wielokrotnie podlegały eksploatacji, świadczy między innymi fakt wycinania, na podstawie rządowej licencji w latach 1924-1929, znacznych obszarów Puszczy przez angielską firmę The Century European Timber Corporation. I jest to paradoksem, ponieważ jednym z fałszywie oskarżających jest należący do najstarszych angielskich dzienników „The Guardian”, który woli przemilczeć o niszczycielskim działaniu firmy z jego kraju. Okres 5 lat (1924-1929), w którym to wspomniana firma wycięła ponad 3 000 000 m3 drewna pochodzącego z najpiękniejszych puszczańskich drzewostanów, zaliczany jest do najgorszych w historii Puszczy Białowieskiej. Nic też nie wspomina o zdegradowanej powierzchni ok. 7000 ha zrębów zupełnych autorstwa też Anglików, które to znacznie wpłynęły na stan zdrowotny Puszczy Białowieskiej  i doprowadziły do zachwiania homeostazy tak ważnej w funkcjonowaniu ekosystemu. Wspomniane zręby miały szerokość 100 m, a ich długość sięgała do 1 km. Ale o tym dziennik nie wspomina, upajając się fałszywą ideologią. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży licencji na wyrąb Puszczy Białowieskiej miały służyć stworzeniu rezerw finansowych dla wyjścia ze spirali inflacyjnej i ustabilizowania silnej pozycji polskiego pieniądza w tamtych latach. Tym, który ratował Puszczę, przekonując Sejm o konieczności wypowiedzenia The Century Timber Corporation umowy na wycinkę Puszczy, co wiązało się z olbrzymimi kosztami odszkodowawczymi i nastąpiło w 1929 r., był Adam Loret. Leśnik, organizator w dwudziestoleciu międzywojennym znakomicie funkcjonującego do dzisiaj Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe. To Adam Loret podjął decyzję o powołaniu Białowieskiego Parku Narodowego, który stanowił część całego obszaru Puszczy. Temu człowiekowi, obrońcy Puszczy Białowieskiej, twórcy Białowieskiego Parku Narodowego, zasiadający w Radzie Parku naukowcy przyrodnicy, zapytani przez leśników w 2006 r., odmówili prawa posiadania tablicy w parkowej alei zasłużonych dla Białowieskiego Parku Narodowego. Myślę, że fakt ten powinien budzić zastanowienie nad postawą tej części naukowców przyrodników, którzy w sposób bezwzględny dezawuują doświadczenie i dorobek leśników w dziedzinie ochrony przyrody. Jestem zobowiązany przedstawić zasady prowadzenia gospodarki leśnej przez Lasy Państwowe, które pozwoliły lasy zniszczone dewastacyjną rabunkową wycinką prowadzoną przez okupantów w czasach wojny doprowadzić do stanu, którego mogą pozazdrościć inne kraje europejskie. Stworzone przez Adama Loreta zasady gospodarki, ujęte w ustawie, miały chronić przed zakusami traktowania lasów jako skarbonki, tak jak stało się to w opisywanym wcześniej 1924 r. Na tej przedwojennej ustawie wzorowali się twórcy powojennej ustawy o lasach. To prawo funkcjonuje tak skutecznie, że wzrastają wszystkie wskaźniki obrazujące stan lasów w Polsce. Systematycznie wzrasta powierzchnia zalesienia, która zbliża się do 30% pokrycia powierzchni kraju. Wzrasta też zasobność, czyli ilość drewna w lasach. Wzrasta średni wiek drzewostanów. Od lat polscy leśnicy prowadzą działania określane jako przebudowa drzewostanów. Odziedziczyliśmy lasy ukształtowane na zasadzie „las fabryką drewna”. Jednogatunkowe i jednowiekowe obszary leśne służyć miały głównie produkcji drewna. Obecnie w Polsce, przy wielkich ponoszonych przez Lasy Państwowe kosztach, następuje przebudowa drzewostanów w kierunku lasów zbliżonych do naturalnych. Zmieszanie gatunków i wieku drzew na jednym obszarze zmienia nie tylko wygląd lasów, ale także wzmacnia ich odporność na wszelkiego rodzaju zagrożenia, zaczynając od biologicznych, takich jak chociażby gradacje (ataki) kornika, a kończąc na wiatrołomach i pożarach. Dzieje się to dzięki temu, że raz na 10 lat każde nadleśnictwo ma sporządzone, przez wszechstronnie wyspecjalizowane firmy, plany gospodarcze, w których obok wskazań związanych z przebudową drzewostanów wyliczone są etaty cięć, czyli dopuszczalne wielkości wyrębu, które przeliczone na masę drewna podlegającego wycince  stanowią tylko część masy, która w tym okresie przyrasta w lasach. Dzięki temu lasów mamy w Polsce coraz więcej. Przekroczenie wyliczonego etatu cięć grozi bardzo poważnymi konsekwencjami prawnymi. To prawo i mrówcza praca leśników pozwalają określać polskie lasy jako wzorcowe w Europie, co potwierdzane jest opiniami wizytujących polskie lasy naukowców i praktyków z całego świata. Potencjał przyrostu masy drzewnej w lasach gospodarczych Puszczy Białowieskiej (trzech nadleśnictw) określono na poziomie ponad 300 tys. m3 rocznie. Z nieuzasadnionych racjami przyrodniczymi i planami przebudowy tych drzewostanów w kierunku nadania im cech lasów naturalnych, czyli zmieszanych gatunkowo i wiekowo, poprzedni Minister Środowiska obniżył pierwotnie określone możliwości do ok. 48 tys. m3 drewna w roku. Trzeba powiedzieć, że obecne przyjęcie wielkości cięć w Nadleśnictwie Białowieża do 188 tys. m3 na 10 lat stanowi jedynie korektę decyzji zaniżającej, której realizacja pozbawiła leśników możliwości podjęcia aktywnej ochrony siedlisk i gatunków, polegającej na usuwaniu skutków synergicznej działalności czynników patogenicznych. W przypadku kornika drukarza badania wykazują, że wylatujące z zaatakowanego drzewa kolejne pokolenia korników mogą zaatakować 30 zdrowych drzew, na których będą mnożyć się ich nowe zastępy. Eliminacja drzew zarażonych jest ratunkiem dla puszczańskich świerkowych borów. Zupełnie niezrozumiała jest sytuacja, że w XXI wieku, po niemal stu latach od rabunkowej wycinki, indolencja urzędnicza doprowadziła do podobnych, katastrofalnych skutków działania kornika jak opisywana angielska firma. W wyniku zamarcia ogromnej ilości drzew siedliska ważne dla Wspólnoty Europejskiej ulegają procesom silnego przekształcania. Tereny o niskim poziomie wód zamieniają się w zespoły trawiaste, a tereny o wysokim poziomie wód w tereny zalane wodą. W jednym i drugim przypadku istniejące tam siedliska ważne dla Wspólnoty podlegają degradacji.  Zupełnie niezrozumiałe jest stanowisko przeciwne podjęciu aktywnych działań na zasadach ochrony czynnej prezentowane przez środowiska mieniące się obrońcami Puszczy Białowieskiej. Tym bardziej że nowoczesna ochrona przyrody coraz częściej odchodzi od metody rezerwatowej, czego dowodem jest publikacja Andrew S. Pullin „Biologiczne podstawy ochrony przyrody”, który odnośnie rezerwatów przyjmuje takie stwierdzenie: „Obecne badania ekosystemowe udowodniły, że ta nęcąca koncepcja jest błędna, wykazano, że ekosystemy są dynamicznymi i chaotycznymi układami o małych zdolnościach do samoregulacji i dużej, nawet w skali globalnej, podatności na zmiany. W ciągu dwóch ostatnich dziesięcioleci zmienił się punkt widzenia w kierunku paradygmatu, według którego nie istnieje prawdziwa biocenoza klimaksowa ani stan równowagi” (Pullin, str. 157 Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2005).  Dalej wspomniany naukowiec twierdzi, powtarzając za Wiensem: „Obecnie kładzie się jednak nacisk na niejednorodność dynamicznie zmieniających się siedlisk i na jej utrzymanie poprzez odpowiednie gospodarowanie” (Pullin 2005). Wierząc w autentyczne zainteresowanie redakcji AFP i „The Guardian” sytuacją Puszczy Białowieskiej, zapraszamy przedstawicieli redakcji do wizyty w Polsce i skonfrontowania rzeczywistej sytuacji Puszczy Białowieskiej i polskich lasów z treścią przekazu, jaki został opublikowany przez AFP i „The Guardian”. Leśnicy odsłonią przed Wami wszystkie tajniki zawodu i sytuacji w polskim leśnictwie. List otwarty został wysłany do wszystkich nam dostępnych środków społecznego przekazu.

Z wyrazami szacunku Andrzej Konieczny

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-gospodarka/158163,dramat-puszczy-trwa.html

List otwarty prof. Janusza Kawęckiego do prof. Adama Strzębosza ws TK

List otwarty

do profesora Adama Strzembosza, byłego Prezesa Sądu Najwyższego

Ostatnio w przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej listów otwartych. Ja również, w dniu 20 grudnia ub. r. wystosowałem taki list do Prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Chociaż sam adresat deklarował wcześniej chęć podjęcia rozmowy z każdym na temat TK, to jednak przedstawionej przeze mnie propozycji nie zrealizował. Nawet na mój list nie raczył odpowiedzieć.

Nie zniechęciło mnie to do dalszego obserwowania i weryfikowania w dostępnych źródłach działań dotyczących TK. Podczas tego oglądu zauważyłem, że od pewnego czasu również Pan Profesor przedstawia oceny i poglądy na temat, który stał się bardziej tematem politycznym niż prawnym.

W wielu też wypowiedziach różnych „prominentnych osób” pojawiają się przekłamania i manipulacje, które może zauważyć tylko ten, kto sięgnie do źródeł. Staram się korzystać właśnie z tej formy weryfikowania opinii pojawiających się w mediach. Zanim jednak przystąpię do przedstawienia moich uwag skierowanych do Pana Profesora, najpierw wyjaśnię dlaczego właśnie do Pana kieruję niniejszy list.

Skłoniło mnie do tego legitymowanie się przez Pana wysokim rangą wyróżnieniem papieskim. Jest Pan bowiem komandorem Orderu Świętego Grzegorza Wielkiego. A to powinno być traktowane przez każdego wyróżnionego jako zobowiązanie do głoszenia prawdy i bronienia prawdy. Znamy się również stąd, że obydwaj jesteśmy rycerzami Orderu Jasnogórskiej Bogarodzicy.

Przed kilku laty podczas rozmowy kuluarowej z Panem Profesorem zwróciłem uwagę na znaczący Pana udział w zachowaniu struktur sędziowskich w czasie transformacji ustrojowej bez przeprowadzenia oceny wcześniejszej (przed okresem transformacji) postawy osób te struktury tworzących. Podtrzymywał Pan nadal swoje wcześniejsze przekonanie o tym, że struktury te „same oczyszczą się”. Potrzebują tylko czasu.

Obserwacja zachowań ludzi występujących w tych strukturach i podejmowanych przez nich decyzji w długim już czasie transformacji świadczy wyraźnie o tym, że zamiast oczyszczenia następuje umocnienie starych układów i w tym samym duchu przygotowywanie nowych wychowanków. Mając to wszystko w pamięci i zauważając dziwne, wręcz niekiedy kuriozalne wypowiedzi Pana Profesora w sprawach związanych z TK zdecydowałem się na to publiczne wystąpienie.

Zestawiam najważniejsze uwagi w kolejnych punktach.

  1. Zawsze dobrze jest zacząć od początku. A początek w tej sprawie wyznacza ustawa uchwalona w dniu 25 czerwca 2015 r. przez Parlament poprzedniej kadencji. To ówczesna koalicja rządząca (PO-PSL) w uzgodnieniu z SLD, przy współdziałaniu z kierownictwem TK uchwalając tę ustawę dokonała poważnych zmian ustrojowych w Polsce. Przed wprowadzeniem tych zmian przestrzegał wówczas rządzących Prezydent – Elekt w przemówieniu po otrzymaniu oficjalnego potwierdzenia wyboru. Ustawa została jednak przez „dogadane” partie uchwalona. Zmiany ustrojowe zostały ujęte w przepisach przejściowych, dokładniej – w art. 137. W tym miejscu występuje tylko jedno zdanie. Stworzyło ono sprawującym wówczas władzę warunki do przejęcia kolejnych pięciu mandatów w TK przez sędziów przez nich wskazanych. Wprowadzono w ten sposób znaczącą zmianę ustrojową w odniesieniu do składu TK. Wtedy żaden z obecnie ujawniających się tzw. autorytetów prawniczych nie krytykował takiego przejęcia TK. Pan również!
  2. A potem, kiedy TK wypowiadał się na temat zgodności z Konstytucją ustawy z 25 czerwca 2015 r. (a było to w dniu 3 grudnia 2015 r.) i zastosował kuriozalną wręcz ocenę zgodności z Konstytucją owego przepisu przejściowego ujętego w art. 137 tejże ustawy, to również owe tzw. autorytety prawnicze nie protestowały. Nie znalazłem też
    1. Pana opinii w tej sprawie. TK twierdził, że to jedno zdanie odnoszące się do wyboru wszystkich sędziów w miejsce kończących kadencję w listopadzie i grudniu 2015 r. może być zgodne z Konstytucją (w odniesieniu do trzech sędziów) i niekonstytucyjne (w stosunku do dwóch sędziów). A przecież taka opinia nie jest oceną stanowionego prawa, ale oceną jego zastosowania. To zaś nie należy do kompetencji TK.
    2. Wreszcie po przyjęciu w dniu 22 grudnia 2015 r. przez Sejm obecnej kadencji ustawy o TK Prezes TK wezwał 12 sędziów do zbadanie jej zgodności z Konstytucją i wyznaczył termin posiedzenia wezwanych na 9 marca 2016 r. Trzeba tu dodać, że w tym czasie zaprzysiężonych było 15 sędziów TK i obowiązywała ustawa z 22 grudnia 2015 r., która regulowała organizację i tryb postępowania przed TK. Konstytucja w art. 197 wyraźnie zobowiązuje TK do stosowania ustawy o organizacji i trybie postępowania TK. Wiadomo również, że do czasu stwierdzenia przez TK niezgodności sformułowania ustawowego z Konstytucją występuje domniemanie jego zgodności z Konstytucją. Tak więc TK powinien był obradować zgodnie z zapisami ustawy z dnia 22 grudnia 2015 r. Prezes TK nie zastosował się do zawartych w niej zapisów. Czyż więc to, co powstało w wyniku pracy 12 sędziów TK można uznać za orzeczenie TK? Pan i inni wliczani do tzw. autorytetów prawniczych powstałe stanowisko uznają jako orzeczenie TK i swymi wypowiedziami naciskają na opublikowanie tego dokumentu przywołując tylko art. 190 ust. 2 Konstytucji. Zapominają jednak o art. 197 tejże Konstytucji.
    3. Pan Profesor powinien wiedzieć o tym najlepiej, że przywołując dokument powinno się rozpatrywać problem całościowo. Nie można powoływać się na niektóre sformułowania z Konstytucji, pomijając jednocześnie inne, dotyczące tego samego problemu. Posługa myślenia uczonego polega na tym, że wykazuje dociekliwość i wnikliwość w zadawaniu pytań oraz wiarygodność w poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania. Nie wykazuje się tą umiejętnością wielu naciskających na opublikowanie dokumentu opracowanego przez sędziów TK w dniu 9 marca 2016 r. Pan Profesor w swoich wypowiedziach poszedł jeszcze dalej. Z niedowierzaniem czytałem opinię Pana Profesora, chętnie przedstawianą przez media i powoływaną przez manipulujących prawem. Wypowiedź Pana Profesora zawarta w jednym z ostatnich wywiadów była wręcz kuriozalna. Stwierdził Pan, żeby „poważne gazety w Polsce publikowały orzeczenia Trybunału” i będzie to spełnieniem wymagań Konstytucji zawartych w art. 190 ust.2. Znając zapis przywołanego artykułu Konstytucji nie przyjmowałem tego do wiadomości dopóty, dopóki nie zweryfikowałem tego w kilku źródłach.
    4. Potwierdzenie argumentacji przedstawionej przeze mnie powyżej znalazłem w krótkiej uchwale Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego z 26 kwietnia br. To tam przeczytałem, że do czasu wydania i ogłoszenia przez TK wyroku, legalnie uchwalona przez Parlament ustawa jest z definicji zgodna z Konstytucją. Na podstawie tego ogólnego sformułowania podanego w uchwale sędziów Sądu Najwyższego można stwierdzić, że Prezes TK powinien był zastosować ustawę o TK z 22 grudnia 2015 r. zwołując posiedzenie na 9 marca br. Jeśli jej nie zastosował, to powstały na posiedzeniu dokument nie może być uznany za orzeczenie TK. Wywołuje to dalsze konsekwencje w sprawie braku możliwości opublikowania tego dokumentu w dzienniku urzędowym wskazanym w art. 190 ust.2. Jak widać, Panie Profesorze, warto – zanim zacznie się wyrażać dziwne opinie – skorzystać z doświadczenia osób współcześnie tworzących Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego, którą to instytucją kierował Pan przed laty.
    5. Szkoda, że z opinii zawartej w tej krótkiej uchwale sędziów SN nie skorzystali również sędziowie tworzący niektóre gremia różnych szczebli i przyjmowali uchwały sprzeczne z ogólnym stanowiskiem sędziów SN. Bo to, że kuriozalne uchwały podejmowały niektóre samorządy nie dziwi. Trzeba bowiem w odniesieniu do tego środowiska wziąć poprawkę na zamieszanie interpretacyjne powodowane wypowiedziami tzw. autorytetów prawniczych. Szkoda, że pewien udział w powstawaniu tych kuriozalnych uchwał gremiów samorządowych można przypisać również wypowiedziom Pana Profesora.

    Niniejszy list wysyłam w dniu Święta Królowej Polski. Rycerze Orderu Jasnogórskiej Bogarodzicy stając przed swoją Hetmanką podejmują – jak wszyscy w tym dniu – zobowiązania zawarte w odnowionym Akcie Zawierzenia Matce Bożej. Trzeba nam w tym trudnym czasie upadku etycznego i relatywizmu głosić prawdę i stawać w jej obronie. Piszę do Pana mając nadzieję, ze zechce Pan aktywnie uczestniczyć w wypełnianiu trudnego zadania bycia świadkiem prawdy również w sprawach w tym liście opisanych.

    Z należnym szacunkiem

    Prof. Janusz Kawecki

    Kraków, dnia 3 maja 2016 r.

Puszcza Białowieska – fakty, mity i przyszłość

Szanowni Państwo,

Jest nam niezmiernie miło poinformować, że nasz  reportaż dotyczący konferencji w sprawie Puszczy Białowieskiej cieszy się na tyle dużym zainteresowaniem, iż w ciągu dwóch dni od publikacji obejrzano go ponad 7000 razy i uzyskał ponad 2000 polubień na facebooku.

W Puszczy Białowieskiej doszło do znaczących strat materialnych polegających na zamarciu i zamieraniu w dalszym ciągu świerków na skutek gradacji kornika drukarza. Fakt ten wzbudził wiele kontrowersji i dyskusji wśród osób i środowisk związanych swoją działalnością z Puszczą. Swoje postulaty zgłosiła zarówno lokalna społeczność, jak i leśnicy, a także organizacje ekologiczne. Podczas gdy leśnicy optowali za prowadzeniem działań ratowniczych metodami gospodarki leśnej, to przedstawiciele organizacji ekologicznych pozostawienie Puszczy samej sobie, uważając, że przyroda poradzi sobie sama. Komentarze i dyskusja na profilu facebook: https://www.facebook.com/lasy.tv/posts/1139554502745452

http://lasy.tv/lasy-tv/wydarzenia/puszcza-bialowieska-walka-o-przetrwanie.html

Redakcja Telewizji Lasy.tv
Dziękujemy za tak duże zainteresowanie naszym programem.

Grażyna Zagrobelna w finale Menadżera Roku


Grażyna Zagrobelna, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, dzięki głosom uzyskanym w głosowaniu czytelników, przeszła do etapu wojewódzkiego w plebiscycie na Menadżera Roku 2016.

Do etapu wojewódzkiego zakwalifikowało się trzydziestu jeden kandydatów. To spośród nich wyłonionych zostanie sześciu laureatów. Trzech wybiorą czytelnicy Nowin w drodze głosowania, zaś trzech pozostałych wybierze kapituła plebiscytu, po jednym w kategoriach: działalność kulturalno-naukowa, działalność społeczno-polityczna i działalność gospodarcza.

Rozpoczynamy zatem drugi etap plebiscytu i zachęcamy do głosowania na przedstawicielkę Lasów Państwowych! Głosować można na trzy sposoby:

Etap wojewódzki trwać będzie do piątku 13 maja 2016 r. i zakończy się o godzinie 11.59. Głos w każdy z podanych sposobów można oddać tylko raz dziennie.

źródło:lasy.gov.pl

 

Do sztambucha Szczutkowi

“Oj Szczutek, coś Ci musiała Pani Zagrobelna mocno „nadepnąć na odcisk”. Nie dosyć, że konfabulujesz, to jeszcze obrażasz P. Grażynę i zakłamujesz historię powstania fundacji. Pani Zagrobelna nigdy nie zapomina o zasłużonych dla Fundacji społecznikach, a szczególnie o człowieku wielkiego serca Leśniczym Marianie Kubaszku.

Poniżej jeden z licznych wywiadów Pani Zagrobelnej, w którym opisuje historię powstania Fundacji oraz ludzi szczególnie zasłużonych dla jej działania.

Szczutek, to nieładnie tak zakłamywać historię”.

Abysmy zdazyli z pomoca

 Scan

Lasy Państwowe z pierwszeństwem zakupu gruntów leśnych

o 1 maja br. Skarb Państwa, czyli Lasy Państwowe będą miały prawo wykupu lub pierwokupu prywatnych gruntów leśnych – przewiduje rządowy projekt noweli ustawy o lasach. Pierwsze czytanie projektu ma się odbyć we wtorek na komisji ochrony środowiska.

1 maja 2016 r. mija 12-letni okres ochronny na zakup ziemi rolnej i gruntów leśnych przez cudzoziemców przewidziany przez traktat akcesyjny. Proponowane rozwiązanie ma ochronić prywatne lasy przed niekontrolowanym wykupem.

Jak podkreślono w uzasadnieniu do projektu nowelizacji ustawy o lasach, po tym terminie „jest wielce prawdopodobne”, że nastąpi wzrost popytu ze strony m.in. osób fizycznych na nieruchomości gruntowe na terytorium RP, w tym na niepaństwowe grunty leśne, których jest w Polsce ok. 2 mln ha. Zdaniem autorów nowego prawa, taka sytuacja może powodować trudności „w wywiązaniu się przez Lasy Państwowe w obowiązku powiększania areału lasów ”.

Chodzi o wykonanie Krajowego programu zwiększania lesistości, który zakłada powiększenie areałów leśnych do 30 proc. powierzchni kraju w 2020 r. i 33 proc. w 2050 r. Obecnie jest to 29 proc.

Dlatego w noweli zaproponowano, by Skarb Państwa reprezentowany przez LP, miał prawo wykupu bądź pierwokupu prywatnych gruntów leśnych. Autorzy zapewniają, że projektowane rozwiązanie nie ingeruje w konstytucyjną istotę prawa własności.

Prawo pierwokupu lub wykupu nie będzie dotyczyć m.in. przypadków zbycia na rzecz szerokiego kręgu osób bliskich oraz dziedziczenia ustawowego i testamentowego, a także zbycia gospodarstwa rolnego, którego część stanowią grunty leśne. Autorzy dodają, że lasy należące do prywatnych właścicieli będą kupowane po cenach rynkowych.

Minister środowiska Jan Szyszko mówił w niedawnym wywiadzie dla PAP, że kwestia wykupu gruntów rolnych i leśnych budzi duże zaniepokojenie.

Siła nabywcza Polaka jest zdecydowanie niższa niż w innych państwach UE. Ziemia jest również bardzo atrakcyjnym towarem, także dla kapitału spekulacyjnego. Żaden naród nie może przetrwać bez własności ziemskiej. To nie ulega wątpliwości”

— mówił.

Pod koniec marca Sejm znowelizował przepisy, które mają chronić ziemię rolną przed niekontrolowanym wykupem po 1 maja br.

Nowe przepisy dot. lasów miałby zacząć obowiązywać od 30 kwietnia br.

źródło: wpolityce.pl

Grażyna Zagrobelna nominowana do nagrody Menadżer Roku

Grażynka

Grażyna Zagrobelna, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, otrzymała nominację w regionalnym plebiscycie Menadżer Roku 2016.

Konkurs przebiega dwuetapowo: w etapie regionalnym zostanie wyłonionych do dziesięciu kandydatów, którzy wezmą udział w etapie wojewódzkim. O przejściu do etapu wojewódzkiego zdecyduje liczba głosów uzyskanych w głosowaniu czytelników. Czytelnicy mogą głosować na trzy sposoby: za pomocą SMS-ów, klików na www.nowiny24.pl oraz poprzez portal społecznościowy facebook.

Dyrektor Zagrobelna otrzymała nominację z regionu V: powiat jasielski, krośnieński, brzozowski, sanocki, leski, bieszczadzki – głos można oddać wysyłając SMS na numer 72355 (koszt 2,46 zł) o treści menadzer5reg.8 lub na na stronie http://www.nowiny24.pl/plebiscyt/menadzer-roku-2016-region-v,32905,t,id.html

Grażyna Zagrobelna była dyrektorem RDLP w Krośnie w latach 1998-2001, a obecnie pełni tę funkcje od stycznia 2016 r.
Za najważniejsze osiągnięcia zawodowe uważa: inicjatywę budowy szkółki kontenerowej w Nadleśnictwie Oleszyce i wdrożenie nowej technologii szkółkarskiej, zapewniającej sadzonki dla dużej części regionu, innowacyjne rozwiązania w postaci szkółkarskiej linii technologicznej, generującej powstanie nowych miejsc pracy, skuteczne dostosowanie w praktyce leśnej składu gatunkowego drzewostanów do siedlisk na obszarach leśnych powstałych w wyniku zalesień gruntów porolnych,. Była też inicjatorką nowej strategii w ochronie rzadkich gatunków poprzez powołanie zespołu ds. ochrony żubrów, składającego się z leśników, naukowców i weterynarzy. Przyjęta w 2000 roku strategia postępowania okazała się bardzo skuteczna.

W czasach gdy zarządzała RDLP w Krośnie udało się wdrożyć takie inwestycje w firmie, jak: budowa szkółki kontenerowej w Nadleśnictwie Oleszyce, która zmieniła charakter szkółkarstwa w regionie (wdrożono m.in. mikoryzację sadzonek), programy ochrony zasobów genetycznych drzew leśnych, informatyzację leśnictw (wdrożenie rejestratora leśniczego), rozbudowę i modernizację infrastruktury leśnej (drogi, siedziby nadleśnictw – przykładowo siedziba Nadleśnictwa Strzyżów zbudowana została w innowacyjnej technologii drewnianej), przebudowę siedziby RDLP w Krośnie. Była też inicjatorką powołania Leśnego Kompleksu Promocyjnego „Lasy Birczańskie”.

Nominowana jest działaczką społeczną; zainicjowała powołanie Fundacji Pomoc Leśnikom i obecnie jest członkiem Rady Fundacji, w latach 2014-2016 była przewodniczącą Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność” i wnioskodawczynią kilku inicjatyw legislacyjnych w obszarze ochrony pracy. Działa w Stowarzyszeniu Rozwoju i Promocji Powiatu Lubaczowskiego „Na Kresach”, a także w Stowarzyszeniu Miłośników Oleszyc. Zainteresowania: historia regionu, ochrona przyrody, turystyka, literatura.

Zachęcamy do głosowania na Grażynkę.

6 rocznica katastrofy nad Smoleńskiem

Moherowe berety, Sekta smoleńska i Zarząd Zielonej Wyspy

Autentyczny szok na zewnątrz

                                                                       Autentyczny szok na zewnątrz                               

Przedziwna reakcja wewnątrz

                                                  Przedziwna reakcja wewnątrz

Dziwna reakcja

                                          i dziwna „wesołość ” w oczekiwaniu na trumny z ofiarami katastrofy

Za kilka dni minie 6 lat od wydarzenia, które w historii powojennej Europy nie zdarzyło się – bo wydarzyć się nie mogło ale – JEŻELI JUŻ to byłby to natychmiastowy koniec rządzącej ekipy bądź bezzwłoczne dymisje wielu ministrów. Takie wydarzenie oznaczałoby również niezwykle wnikliwe, drobiazgowe śledztwo, w którym każda, najbardziej nieprawdopodobna wersja zostałaby potraktowana niezwykle serio, a dziennikarz piszący o zamachu nie zostałby uznany za oszołoma prowadzącego grę specjalną, która ma GO wypromować i wynieść na polityczną estradę. W krajach demokracji zachodnich media sympatyzujące z rządzącą ekipą rywalizowały by z mediami innej opcji w zdobywaniu informacji bez względu na to jaki mają charakter. Tymczasem ekipa zarządzająca Zieloną Wyspą oraz zaprzyjaźnione media w pierwszych dniach od zdarzenia prawie, że „spijały sobie z dzióbka” podając opinii publicznej głównie insynuacje wykazujące winę polskich pilotów pomijając celowo inne fakty. W krajach zachodnich demokracji, których wzorce zarząd wyspy często przywoływał (w zależności od potrzeb) – nie do pomyślenia byłoby to, by rząd i pro rządowe media przy tak bulwersującej sprawie ukrywały bądź odwlekały informacje świadczące o własnych błędach i zaniedbaniach oraz o błędach… władających lotniskiem. Byłoby to niemożliwe, gdyż rządy tamtych demokracji mają pełną świadomość, iż tego rodzaju kunktatorstwo może wywołać niebezpieczne podziały i niepokoje. Na Zielonej Wyspie obawa przed pokazaniem własnych błędów, półprawdy i manipulacje szybko podważyły wiarygodność rządu i doprowadziły właśnie do podziału na TYCH co wierzą w „ arcybolesną prawdę” czyli w brak doświadczenia załogi samolotu, złą pogodę i rzekome naciski na dowodzących samolotem i na TYCH co wierzą w wybuchy, zamach i kompromitujące zaniedbania rządu. Zaduma nad niespodziewanym końcem życia i nad ułomnością ludzkiego losu początkowo nie dzieliły lecz budowały wspólnotę. W pierwszym godzinach i dniach po wiadomościach ze Smoleńska -używano głównie określenia – KATASTROFA. Gdy jednak wzdłuż trasy przejazdu trumien z ciałami ofiar przez kilka dni ustawiały się tłumy ludzi, a następnie gdy cała Polska zaczęła pielgrzymować do trumny Prezydenta i Jego Żony i gdy 18 kwietnia ta SAMA POLSKA odprowadzała prezydencką parę do krypty wawelskiej słowo KATASTROFA zamieniano czasem na słowo TRAGEDIA. Wszystko to, co działo się pod Pałacem Prezydenckim oraz na trasie pogrzebu od lotniska w Warszawie do Wawelu zaskoczyło rządzących, którzy nie przypuszczali, że budowana misternie pogarda wobec Prezydenta Kaczyńskiego odniesie tak odmienny efekt. Zbiorowe modlitwy przed pałacem prezydenckim oraz układane w tym miejscu kobierce z kwiatów i zniczy zdumiewały swoją ciągłością i zaczęły irytować włodarzy Zielonej Wyspy. Chyba właśnie dlatego służby bufetowej Hanki zawzięcie wymiatały i wywoziły – POD OSŁONĄ NOCY cały ten okolicznościowy wystrój ułożony spontanicznie przez społeczeństwo. Bez pytania i zezwolenia.

Być może wtedy zarząd wyspy zrozumiał, że jest już znaczna część mieszkańców tej krainy która ma prawo do wyrażania odmiennych poglądów, odmiennych opinii niż te kształtowane i wciskane na siłę – by nie rzec na chama przez usłużne media. Po takich doświadczeniach i obserwacjach do rzeczowników KATASTROFA i TRAGEDNIA dodawano (nieśmiało) przymiotnik NARODOWA. Wkrótce prasa prawicowa zaczęła skwapliwe punktować zadziwiające rozbieżności w informacjach serwowanych przez mainstream np. że Ministra Kopacz oświadcza, że lekarze polscy wykonywali sekcje zwłok – a Prokurator Seremet zdecydowanie to dementował. Dodajmy tu również ujawniane pomyłki w identyfikacji zwłok 6 ofiar. Wykazując to prawica zaczęła używać zupełnie innego, bardzo stanowczego określenia mianowicie – KOMPROMITACJA. Zarząd Zielonej Wyspy wyraźnie udawał, że „aluzju nie poniał” a usłużna prasa ciągle, aż do znudzenia zachwalała sprawność rządowych agent w szybkim sprowadzaniu zwłok i w organizacji uroczystych pogrzebów wszystkich ofiar. Prasie i stacjom telewizyjnym wykonującym usługi dla zarządu wyspy oraz dobieranym autorytetom brakowało jednak wyrazistego określenia tej części (odmieńców) społeczeństwa która uważała, że Wawel godny jest pochówku prezydenckiej pary a ponadto nadal, ostentacyjnie, z rezerwą i niedowierzaniem przyjmowała stwierdzenie, że katastrofę spowodowali niedoświadczeni piloci. Ilość osób o takich poglądach wyraźnie rosła – co początkowo zaskakiwało, a później niepokoiło rządzących. W tym czasie funkcjonowało już w przestrzeni medialnej prześmiewcze, pogardliwe określenie MOHEROWE BERETY. Stosowano je wobec osób starszych wyrażających dobitnie swe narodowo-konserwatywno-katolickie poglądy. Po raz pierwszy określenia tego użyła (październik 2004) w „RZEPIE” Maja Narbutt. W listopadzie 2005r. sfrustrowany PRZRGRANĄ przez PO w wyborach do sejmu i zdruzgotany osobista klęską w wyborach prezydenckich (mimo ślubu kościelnego tuż przed wyborami) poseł Tusk nazwał powstałą wtedy (nieformalną) koalicje rządową KOALICJĄ MOHERÓW. W czasie walki o „rząd dusz” w dniach NARODOWEJ TRAGEDII i ….KOMPROMITACJI państwa określenie MOHER wyraźnie szarzało, zużyło się. Telewizyjny mainstream oraz czyhające na swe medialne odkrycie „autorytety dobrane” – oczekiwały więc na socjologiczną nowalijkę, która da inną nazwę, upokorzy od nowa i wyśmieje tych, co nie myślą tak jak chce zarząd wyspy.

8 sierpnia 2010 w wywiadzie dla Newsweeka znany z własnych fobii wobec PiSu i (chyba też) kościoła katolickiego historyk Norman Davis odkryje właśnie takie nowe, pionierskie określenie. Będzie nim SEKTA SMOLEŃSKA, a jakiś czas później dodana zostanie kolejna nazwa – RELIGIA SAMOLEŃSKA. Obie te nazwy okażą się „intelektualnie” bardzo chwytliwe i będą od tej pory z lubością powtarzane. Wymawianie słów SEKTA SMOLEŃSKA – RELIGIA SMOLEŃSKA stanie się też rytuałem dla posłów PO – „dobieranych autorytetów” i lewackich guru zaproszonych do telewizyjnych debat z zadaniem wyśmiania, skompromitowania tych, co nie uwierzyli w wersję katastrofy lansowaną przez zarząd. Jestem ciekaw, czy w ojczyźnie polsko- języcznego historyka z dalekiego kraju lub w Niemczech, Francji, USA czy Kanadzie – rząd i parlamentarzyści rządzącej partii ośmielili by się bezkarnie zaangażować telewizyjno-prasowe zastępy do nagonki na prasę prawicową i na tą część społeczeństwa, która ma olbrzymie zastrzeżenia do sposobu prowadzenia śledztwa i do objawianej narodowi jedynie słusznej wersji katastrofy, która ma być dla mieszkańców wyspy dogmatem. Nikt w tym czasie i później (mimo pierwszych działań seryjnego samobójcy) nie ośmielił się nazwać zadziwiających interpretacji katastrofy putinowsko-łukaszenkowską. Ciekaw też jestem jakby reagowała w tych krajach prasa i ta część społeczeństwa WIERZĄCA w rządową wersję wobec ujawnianych systematycznie wpadek ekipy prowadzącej śledztwo i ukrywaniu przedziwnych ustępstw SWEGO RZĄDU wobec państwa na terytorium którego doszło do katastrofy. A więc tego, że nie wpuszczono na teren lotniska funkcjonariuszy BOR chroniących prezydenta – chcących dokonać oceny stanu technicznego lotniska przed wizytą, oraz tego, że Rząd Polski (mimo przychylności Rosjan w pierwszych dniach) zrezygnował z przepisów prawnych umożliwiających prowadzenie śledztwa z nieograniczonym dostępem do wszystkich materiałów dowodowych a po 13 kwietnia 2010 – niespodziewanie oddał prowadzenie śledztwa Federacji Rosyjskiej. Opinia publiczna nie dowiedziała się też dlaczego Szef Wyspy powołał komisję badającą przyczyny katastrofy dopiero 15 kwietnia i , że polscy eksperci, którzy byli na miejscu katastrofy nie mając właściwych akredytacji badali jedynie te materiały dowodowe które im okazano a nie te, które należało zbadać. Dlaczego pro rządowe media (z częstotliwością podobną do audycji z cyklu: Co knuje PiS z Kaczyńskim) nie nagłośniły tego, że Minister Spraw Wewnętrznych Miller podpisał z Rosją memorandum, na mocy którego Polska PRZEKAZAŁA ROSJI CZARNE SKRZYNKI GODZĄC się by zostały one w Rosji –do czasu zakończenia śledztwa – co dla prokuratorów prowadzących śledztwo było niezwykłym zaskoczeniem. Dlaczego Ministra Kopacz i Premier Tusk nie zajęli stanowiska wobec propozycji państw unijnych dotyczących przekazania Polsce ważnych materiałów wywiadowczych, dlaczego 10 kwietnia 2010 na lotnisku Smoleńsk nie było kolumny samochodów, które miały przewieźć polską delegację do Katynia. Ciekaw też jestem jak opinia publiczna w kraju polsko-języcznego historyka przyjęła by wiadomość o odznaczeniu 20 rosyjskich funkcjonariuszy co uzasadniano ICH wybitnymi zasługami w działaniach prowadzonych w związku z katastrofą oraz jakby oceniła nadanie stopni generalskich szefom polskich służb wywiadowczych – w krótkim czasie po tragicznej katastrofie. Warto też pytać podczas dyskusji z adwersarzami wierzącymi w „arcybolesną prawdę” – jakich to zasług dopatrzył się Prezydent Komorowski i cały Zarząd Wyspy godząc się awansować na wyższy stopień generalski – ówczesnego szefa BORu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo prezydenta. Lekceważące traktowanie NARODOWEGO ŚLEDZTWA a ponadto wysyp licznych afer na czele z ABER GOLD & PRZYJACIELE -WTEDY WŁAŚNIE lokowały Zieloną Wyspę (mimo budowy autostrad i „orlików” ) na ziemiach guberni rusko – białoruskiej. Niestety – tych politycznych przekrętów, kłamstw, manipulacji i kompromitacji władze UE nie chciały dostrzec. Jak za tym oceniać domaganie się przez opozycję dymisji Ministra Błaszczaka w związku z pęknięciem opony i żądaniem odwołania Ministra Jurgiela w związku z padnięciem koni – z nie odwołaniem i ostentacyjnym nagradzaniem szefów służb odpowiedzialnych WSPÓLNIE m.in. za bezpieczeństwo Prezydenta, który z elitą polityczną poniósł tragiczną śmierć w Smoleńsku. Czy były to polityczna bezczelność całego Zarządu Wyspy – czy urok martixowej rzeczywistości doznawanej w zakładowej stołówce o nazwie – Sowa & Przyjaciele

Złośliwiec pospolity

PS

Należy przypomnieć iż 6 maja 2010 Sejm III RP głosami PO, SLD i PSL odrzucił rezolucję w sprawie wystąpienia do Federacji Rosyjskiej o przekazanie Polsce prowadzonego śledztwa ,

“Hołd warszawski” w Filharmonii Narodowej

Jest sobota, 12 marca 2016 roku. W Filharmonii Narodowej w Warszawie odbywa się inauguracja Wielkanocnego Festiwalu Ludwika van Beethovena. Sala wypełniona po brzegi „elitą” w wieczorowych toaletach, smokingach i garniturach. W programie koncertu fantazja c–moll i IX Symfonia Ludwiga van Beethovena. I nagle rozlega się głośne chóralne buczenie widowni. Powodem jest obecność ministra kultury i dziedzictwa narodowego oraz wicepremiera polskiego rządu, pana Piotra Glińskiego. Po chwili wielkie brawa i aplauz zgotowany obecnemu na koncercie ambasadorowi Niemiec w Polsce. Koncert kończy się burzliwymi oklaskami dla „Ody do radości” nazywanej „hymnem” Unii Europejskiej.

Wtorek, 7 listopada 1939 roku. Wjeżdżającego do udekorowanego swastykami okupowanego Krakowa, Hansa Franka entuzjastycznie wita znany na Podhalu działacz ludowy, Wacław Krzeptowski otoczony góralami i góralkami w ludowych strojach. Jego wiernopoddańcze w treści przemówienie zapisze się w historii haniebnie, jako „Hołd krakowski”. Pięć dni później, w niedzielę 12 listopada 1939 roku ten sam Krzeptowski powitał Hansa Franka w Zakopanem przystrojonym w hitlerowskie symbole. Od tego dnia na całym Podhalu coraz popularniejsza stanie się przyśpiewka, „Oj Wacuś, Wacuś będziesz wisiał za cóś”. W sobotę, 20 stycznia 1945 roku na mocy wyroku Armii Krajowej Wacław Krzeptowski zostaje powieszony. Zanim zawisł na smreku prosił o kulę, ale odmówiono mu honorowej śmierci. Jedyne co zdążył to spojrzeć na krzyż majaczący na pokrytym śniegiem Giewoncie.

Choć oba wydarzenia dzieli prawie osiemdziesiąt lat to mechanizm uruchomiający u ludzi „gorszego sortu” drzemiące w ich antypolskich duszach predylekcje do zdrady i chęci służenie obcym i silniejszym są podobne. Krzeptowski był człowiekiem prostym o wybujałych ambicjach i jakieś wrodzonej przemożnej chęci bycia na świeczniku i przewodzenia innym. To dlatego tragedię Polski postanowił wykorzystać dla swojej własnej kariery i zabiegał u gubernatora Franka o utworzenie marionetkowego góralskiego państewka, na którego czele on sam by stanął.

A skąd ta spontaniczna i dla normalnego Polaka odrażająca reakcja „elity” zgromadzonej w Filharmonii Narodowej? I tu mechanizmy są podobne. Utrata władzy przez koalicję PO-PSL oraz groźba wyrzucenia na margines samozwańczych pasożytniczych „elit” III RP każe im szukać każdego nawet ocierającego się o zdradę narodową sposobu na utrzymanie dotychczasowych uprzywilejowanych pozycji. Spadające sondaże wskazujące na błyskawiczną utratę popularności oraz społecznego poparcia uzmysłowiają tym ludziom, że jedyne znaczące wsparcie mogą uzyskać już tylko z zagranicy. Dzisiaj widać już jak na dłoni, że oni nie wierzą w odzyskanie władzy i przywilejów poprzez opozycyjną działalność w parlamencie i przekonywanie do siebie Polaków swoją pozytywną działalnością, w wyniku której powstać by mógł jakiś porywający program dla Polski mający szansę dać im zwycięstwo w następnych wyborach. Oni wolą tak jak Grzegorz Schetyna, Janusz Lewandowski, Tadeusz Zwiefka, Róża Thun i Julia Pitera, pielgrzymować do Brukseli, pluć na Polskę antyrządową rezolucją i namawiać głównie Niemcy do pomocy w obaleniu demokratycznego rządu, który powstał w wyniku wyborczych decyzji Polaków. Im jak Wacusiowi Krzeptowskiemu marzy się marionetkowe kompletnie nieliczące się i podporządkowane obcym państewko. Jedyny zaś cel to utrzymanie dawnych pozycji i wpływów nawet wbrew żywotnym interesom całego narodu.

Niech nas nie zmylą te wytworne eleganckie kreacje i smokingi, które przywdziali przybyli na koncert do Filharmonii Narodowej. To są ludzie mentalnie, a często także rodzinnie wywodzący się z motłochu, który przybył na nasze tereny wraz z sowiecką dziczą. I choć dzisiaj paradują w wytwornych strojach, władają obcymi językami i spożywają kawior popijany szampanem to pamiętajmy, że ich narodowy strój to kufajka i cuchnące walonki, z których wystaje słoma, a ulubiony utwór koncertowy to śpiewana przy akompaniamencie harmoszki piosenka „Dawaj zakurim”. Oni tak mocno przyspawali się do koryta, że aby ich od niego oderwać potrzebny jest wielki ogólnonarodowy i wytwarzający bardzo wysoką patriotyczną temperaturę palnik.

Artykuł opublikowany w „Warszawskiej Gazecie”

Mainstreamowe dziennikarstwo jak najstarszy zawód świata

Prasę polską od kilku dni obiegają sprzeczne informacje na temat Szczytu Bezpieczeństwa Nuklearnego w Waszyngtonie, a szczególnie o udziale w nim polskiego Prezydenta, szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska i samozwańczego obrońcy demokracji w Polsce Mateusza Kijowskiego. Zdaniem mediów mainstreamowych, będących w rzeczywistości mediami polskojęzycznymi, szef KOD miał być witany przez Kongres i Senat, Tusk spotkać się z Obamą, a Duda miał zostać przez prezydenta USA wykpiony. Tymczasem ani Kongres, ani Senat na Kijowskiego nie czeka, Obama, który w planach wizyty z Dudą nie miał, i tak podejmuje go uroczystą kolacją, rozmowy z Tuskiem natomiast nie ma.

Jeśli ktoś sądzi, że współczesne dziennikarstwo opiera się na faktach, powinien się głęboko zastanowić. Relacjonowanie amerykańskiej wizyty lidera KOD, Andrzeja Dudy i Donalda Tuska pokazuje, jak łatwo napompować medialną bańkę, a gdy pęknie, jak powstały w ten sposób bałagan bez konsekwencji zamieść pod dywan – pisze Marcin Makowski dla WP.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Marcin-Makowski-Spotkanie-Dudy-z-Obama-w-alternatywnej-rzeczywistosci,wid,18242497,wiadomosc.html?ticaid=116bfb

Właśnie do tak żenującego miejsca w rozgrywaniu rodzimej polityki zagranicznej doszliśmy. Przez podobne historie w wykonaniu niektórych pismaków, dziennikarstwo wygląda obecnie jak najstarszy zawód świata. I to raczej nie jest powód do dumy.