Listopad 2017
P W Ś C P S N
« Paź    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

Archiwa

stat4u

Lewactwo kontratakuje

Szanowny Panie Redaktorze,

Z oburzeniem przeczytałem artykuł sygnowany inicjałami „AKA” pt. „Kuzyn Kaczyńskiego dał sobie 70 tys. zł nagród”, opublikowany 30 października br. w nr 253 „Super Expressu” na str. 3 oraz na stronie internetowej se.pl:  (http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/kuzyn-kaczynskiego-da-sobie-70-tys-zl-nagrod_1025090.html).

Niemalże dwa lata temu – w końcu listopada 2015 r. –  „Super Express” prostował już nieprawdziwe informacje o rzekomych więzach rodzinnych łączących mnie z Panem Jarosławem Kaczyńskim, a dziś powiela kłamstwo. Dokłada do tego kolejne, pisząc, jakobym „dał sobie” 70 tys. zł nagród. O przyznaniu albo nie nagrody dyrektorowi generalnemu Lasów Państwowych oraz o jej wysokości decyduje nie on sam, lecz Minister Środowiska!

Nie znajduję słów, by określić podłość autora tego tekstu, który otrzymawszy niezwłocznie wszystkie dane, jakich żądał od Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, wykorzystał je w sposób urągający nie tylko rzetelności dziennikarskiej, ale zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Wystarczy spojrzeć już na sam tytuł:

  • „Kuzyn Kaczyńskiego” – nieprawda;
  • „dał sobie” – nieprawda;
  • „70 tys. zł nagród” – sugerowanie, że otrzymałem tyle z tytułu nagród tylko w tym roku albo wręcz dopiero co, jednorazowo, podczas gdy jest to suma nagród przyznanych mi od początku 2016 r., czyli przez 22 miesiące!

Nawet starając się zrozumieć „poetykę tabloidu” i szukanie na siłę sensacji, nie mogę pojąć nieuczciwości autora ww. tekstu, który nie daje Czytelnikom żadnego racjonalnego punktu odniesienia. PGL Lasy Państwowe  to podmiot samofinansujący się, nie korzystający z dotacji z budżetu państwa (a więc pieniędzy podatników), za to sam odprowadzający co roku do budżetu państwa oraz budżetów samorządów 1,4 mld zł różnych podatków i innych danin publicznych. Lasy Państwowe mają ponad 8 mld zł przychodów, zatrudniają 26 tys. pracowników, zarządzają niemal 80 proc. lasów w Polsce, dostarczają ponad 90 proc. drewna zużywanego przez polskie rodziny i przedsiębiorstwa, są najważniejszym wykonawcą polityki leśnej państwa, zarówno pod kątem ekologicznych, społecznych jak i produkcyjnych funkcji lasu. Należą do największych pracodawców i podmiotów gospodarczych w Polsce, lokując się w różnych tego typu zestawieniach w pierwszej  „dwudziestce” lub „trzydziestce”. Są w pełni porównywalne z doskonale znanymi wielkimi spółkami Skarbu Państwa, liderami w branżach bankowej, energetycznej, paliwowej, ubezpieczeniowej itp. Tymczasem dyrektor generalny kierujący obecnie LP zarabia, jak piszecie, 18 tys. zł miesięcznie, czyli – czego już nie piszecie – od 4 do 14 razy mniej niż prezesi porównywalnych spółek Skarbu Państwa. O zarobkach na podobnych stanowiskach w porównywalnej wielkości podmiotach w sektorze prywatnym nie ma nawet co mówić – to przepaść. Nie potrafię wskazać nikogo kierującego podmiotem o tej skali – czy to w sektorze publicznym, czy prywatnym, kto zarabiałby tyle samo albo mniej niż obecny dyrektor generalny LP.

Już sama wielkość Lasów Państwowych, ich rola w zapewnianiu dla bezpieczeństwa ekologicznego i gospodarczego kraju oraz zakres odpowiedzialności za zarządzanie w imieniu Skarbu Państwa tak ogromnym majątkiem, a także porównanie do podobnych wielkością i znaczeniem podmiotów, wskazują, że pisanie w kontekście zarobków w wysokości 18 tys. zł miesięcznie oraz 70 tys. zł nagród otrzymanych w ciągu dwóch lat o tym, że „pomyliłem las z Las Vegas”, jest skrajną nieuczciwością. Tym bardziej jest nią biorąc pod uwagę to, co i ile działo i dzieje się w Lasach Państwowych od końca roku 2015. Gruntowna modernizacja całego systemu i zasad sprzedaży drewna; sprawne uporanie się z likwidacją skutków m.in. wielkich wiatrołomów z czerwca 2016 r. oraz najbardziej niszczycielskiego w historii Lasów Państwowych huraganu z sierpnia br. (leśnicy w ciągu dwóch tygodni zdołali oczyścić i udrożnić drogi na obszarze kataklizmu, a do dziś uprzątnęli już znaczącą część zniszczonych lasów); bezprecedensowa co do skali, dokładności i ogromu uzyskanych danych inwentaryzacja całej Puszczy Białowieskiej, łącznie z parkiem narodowym; wdrożenie innowacyjnego programu Leśnych Gospodarstw Węglowych o kapitalnym znaczeniu dla polityki klimatycznej Polski oraz globalnej; uruchomienie programów promujących budownictwo drewniane oraz zdrową żywność z polskich lasów – dziedzin niesłusznie wcześniej zaniedbanych; rozwinięcie współpracy z samorządami w zakresie wspólnych przedsięwzięć infrastrukturalnych (w br. LP przeznaczą ok. 100 mln zł na budowę i remonty lokalnych dróg wspólnie z samorządami); ogromne zwiększenie wsparcia dla parków narodowych (LP w br.  zarezerwowały do ich dyspozycji 70 mln zł) – to tylko część wielkiej pracy, jaka została wykonana w Lasach Państwowych w okresie dwóch lat Dobrej Zmiany.

W tej sytuacji tego rodzaju artykuł jest wyjątkową niesprawiedliwością, nie tylko w odniesieniu do mnie jako dyrektora generalnego, ale też wszystkich pracowników Lasów Państwowych. Naprawdę, dość populistycznych sloganów o rzekomo wielkich zarobkach leśników! Po pierwsze, jak wspomniałem wyżej, LP nie są częścią sektora budżetowego ani sektora finansów publicznych. Same się utrzymują, pokrywając koszty z własnych przychodów –  to nie podatnicy finansują wynagrodzenia leśników. LP prowadzą odpowiedzialną politykę finansową, ich sytuacja ekonomiczna jest stabilna i bezpieczna, nie biorą żadnych kredytów, inwestycje finansują z własnych środków, wszystkie zadania realizują należycie – wynagrodzenia leśników są do tej sytuacji adekwatne. Nie jest to w żaden sposób porównywalne do sytuacji innych podmiotów, jakie przywoływane są często w mediach – znajdujących się w złej kondycji, gdzie wzrosty wynagrodzeń oderwane są od wyników finansowych, które korzystają z pomocy podatników itp.

Po drugie, kadry LP tworzą pracownicy niemal wyłącznie z wykształceniem wyższym, pełniący funkcje zarządcze. Na 26 tys. zatrudnionych liczba stanowisk robotniczych w LP jest znikoma (stanowią one 8 proc. wszystkich), bowiem tego rodzaju zadania wykonują wybierane w przetargach prywatne przedsiębiorstwa usług leśnych. Taka struktura zatrudnienia ma oczywisty wpływ na poziom wynagrodzeń. Leśnicy to dziś ludzie, którzy muszą posiadać wszechstronną wiedzę (nie tylko z zakresu leśnictwa, ale też często geodezji, hydrologii, inżynierii lądowej, budownictwa, rachunkowości), którzy przede wszystkim planują co, gdzie, kiedy, w jakim rozmiarze i za ile powinno zostać w lesie wykonane oraz koordynują i nadzorują realizację prac, ponosząc odpowiedzialność za ogromny majątek Skarbu Państwa. Chcemy uczciwie wynagradzać ludzi, stosownie do ich kompetencji, rozmiaru zadań i ponoszonej odpowiedzialności.

Z powodów, jakie przytoczyłem wyżej, oraz wielu innych, dzisiejszy artykuł w „Super Expressie” jest wyjątkowo krzywdzący dla leśników, także dla mnie osobiście. Dlatego, działając na podstawie art. 31a i 32 ustawy z dnia 26 stycznia 1984r. – Prawo prasowe, domagam się niezwłocznego zamieszczenia w dzienniku „Super Express”, najdalej na str. 3, oraz w głównym panelu wiadomości na stronie internetowej se.pl (jednocześnie ze zmianą kłamliwego tytułu obecnego artykułu w wersji internetowej) sprostowania nieprawdziwych lub nieścisłych informacji w wyżej wspomnianym artykule o następującej treści:

„Nieprawdą jest, że dyrektor generalny Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski jest kuzynem Pana Jarosława Kaczyńskiego. Nieprawdą jest, że dyrektor generalny Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski przyznał sobie jakiekolwiek nagrody – takie decyzje podejmuje nie on, lecz Minister Środowiska. Dyrektor generalny  Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski otrzymuje miesięczne wynagrodzenie w wysokości co najmniej kilkakrotnie niższej niż menedżerowie zarządzający porównywalnymi co do wielkości, znaczenia i skali działania przedsiębiorstwami z sektora publicznego i prywatnego. Z tytułu nagród przyznanych mu przez Ministra Środowiska otrzymał 70 tys. zł od początku 2016 r., czyli w ciągu 22 miesięcy”.

Niestety, w przypadku niezamieszczenia przez redakcję sprostowania o powyższej treści, będę zmuszony skierować sprawę na drogę sądową, nie mogąc pozwolić na tak niesprawiedliwe podważanie w oczach opinii publicznej zaufania do mnie i do zawodu leśnika w ogóle. Podkreślam też, że jestem zawsze otwarty na dyskusję i gotowy wszystko wyjaśnić; chętnie przedstawię swoje racje na łamach „Super Expressu”  w ramach polemiki, a może wywiadu, jeśli Redakcja byłaby takowym zainteresowana.

 

Z poważaniem,

Dyrektor Generalny Lasów Państwowych
dr inż. Konrad Tomaszewski

 

Etyka w informacji

Samodzielne myślenie?

Po pielgrzymkowe refleksje Witolda Gadowskiego

A gdyby przyszedł w te wakacje?

W czym tkwi najważniejsza pułapka współczesności zastawiona na nas, ludzi z początku dwudziestego pierwszego wieku – nauczonych niewiary i braku pewności sądzenia?

Ta pułapka – kiedyś, prostodusznie nazywano ją: „sidłami szatańskimi” tkwi we wpojeniu w nas, od dzieciństwa, intuicji, że nie istnieje prawda jedyna, niewzruszona i niezmienna.

Ukradziono nam pewność sądzenia, wynikające z niej męstwo i honor. Pozbawiono nas instrumentu etyki, która płynie wprost od Boga Jedynego. Nic pewnego – zdaje się mówić nasza współczesność.

Staliśmy niewolnikami całego słownika wyrazów ukradzionych, którym podstępnie odebrano znaczenia i zastąpiono je sprytnymi symulacjami. Metafizykę udają dziś hollywoodzkie filmy, o eschatologii mówią plastikowe horrory.

Poezję zastąpiły zdjęcia rozebranych celebrytów, a zagadki istnienia znakomicie wypełniają nam portale randkowe.

Dziś nie wypada komuś po prostu dać w gębę z powodu rażącego naruszenia naszego poczucia honoru i sprawiedliwości. Teraz trzeba włóczyć się po sądach, wzywać policje i ogólnie zachowywać się jak wystraszona kura, którą coś nagle spłoszyło. Kura nigdy nie poznała działania Siły Wyższej, my – poniekąd z własnego wyboru i konformistycznego milczenia – staliśmy się kurami dzisiejszego świata.

Teraz nadchodzi jeszcze gorsza epoka – ludzi, którzy pomimo zbiorowych halucynacji przetrwali ze swoim zdrowym rozsądkiem i pewnym oparciem w wartościach, teraz będzie się zwalczać w majestacie prawa. Jako dewiantów współczesnej miazgi

Zastanówmy się jaki los spotkałby dziś Naszego Pana – Jezusa Chrystusa?

Dopóki nauczałby jedynie o obowiązku miłości bliźniego i nieprzyjaciół, jeszcze nie spotykałyby go żadne represje. Ot najwyżej młodzieńcy, którzy pokazali się już pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, wydrwiwaliby go i sugerowali, że należy go zamknąć w szpitalu dla obłąkanych.

Kiedy jednak Jezus wyrzuciłby przekupniów ze Świątyni i objawiłby prawdziwy radykalizm Ewangelii – o to wtedy do akcji przystąpiłyby zgodne chóry państwowych służb, autorytetów i…biskupów także. Tego po prostu już by mu nie wybaczono.

W dzisiejszej Europie – po odbyciu kilku lat więzienia – zostałby zamknięty w przytułku dla niebezpiecznych i obłąkanych.

Nikt nawet nie miałby cierpliwości, aby do końca wysłuchać tego co On ma do powiedzenia.

A jak skończyłby w dzisiejszej Polsce?

Mamy ten przywilej, że na naszej ziemi mieszka jeszcze Bóg. Tak więc przez malownicze polskie pola ruszyłaby za nim pielgrzymka wielu ludzi, którzy właśnie na Niego czekali. Powstałoby wielkie poruszenie i wielkie antagonizmy. Przez wsie i przysiółki szliby spokojnie, w nabożnym skupieniu, w uniesieniu, że oto dzieje się coś najważniejszego w ich życiu.

Kiedy jednak weszliby do miast…do Warszawy, do Krakowa, do Częstochowy.

Najpierw przywitałoby ich wzruszenie ramion ludzi, którzy właśnie spieszyliby się do pracy, którzy akurat mieliby coś ważniejszego do zrobienia.

Potem pojawiłby się wokół nich tłum gapiów, samochody zatrzymałyby się i zaczęły nękać ciszę swoimi klaksonami, zjawiłby się konwój policji, aż wreszcie przyszedłby ważny urzędnik i zapytał Go, czy posiada pozwolenie na zorganizowanie masowej demonstracji.

– Tak posiadam – brzmiałaby odpowiedź.

– Od kogo, przez kogo wydane? – służbista nawet nie podniósłby spojrzenia znad swojego bardzo ważnego notesu.

– Mój Ojciec nakazał mi zgromadzić tu mój lud.

– Imię i nazwisko ojca!

– Pan Bóg Wszechmogący. Pan Wszelkiego Stworzenia Rzeczy Widzialnych i Niewidzialnych.

– Pesel ojca, bo nie mogę znaleźć w bazie!

– Pan i Poruszyciel Wszystkiego.

– A… więc rozumiem, że żadnego pozwolenia nie macie. Uprzedzam, że takie działanie jest wykroczeniem.

– Nie popełnia nic złego ten, kto głosi prawdę.

– Tak prywatnie to panu doradzę, aby pan dał sobie spokój. Zaraz policja pana zatrzyma.

– Niech przybędą, im też należy się słowo i prawda.

– Proszę pana takie rzeczy mówi się w kościołach, ulice są od zupełnie innych rzeczy.

– Tam gdzie jest Syn, tam też jest i Ojciec.

– Proszę pana ja też jestem wierzący, ale nie róbmy tu przedstawień. To niczemu nie służy.

– Ja mam słowa życia, kto we mnie wierzy, nie umrze na wieki.

– To przykre, ze jest pan tak nieustępliwy.

Nie będę kontynuował tego dialogu boć każdy z nas może sobie wyobrazić jego przebieg i konsekwencje.

Dziś, kiedy słowom odbiera się ich prawdziwą moc, kiedy słowa są jedynie opakowaniem marketingowej pustki, nikt nie chce pojawienia się proroka. Cóż zatem spotkałoby Pana?

Nie wierzymy, bo pozbawiono nas przekonania, że jednak istnieje Prawda.

Dążąc do niej stajemy się odporni na omamy współczesności, stajemy się impregnowani na depresję przesytu i pustki, jaka nieuchronnie czeka każdego kto pędzi trajektoriami współczesności.

Czasem zastanawiam się ilu jeszcze – w naszej współczesnej Polsce – jest ludzi, którzy tak prostodusznie jak rybacy przyjęliby słowa Pana.

Czy my wszyscy nie jesteśmy już przekarmieni, przerasowani współczesnym relatywizmem dla ubogich, sylogizmami dla panien kuchennych?

Gdzie nam , w naszym myśleniu, do przepychu umysłowych podróży średniowiecznych zakonów?

Bóg Prawdziwy – w odróżnieniu od innych złudnych wierzeń – pozwolił nam Siebie poznawać, pozwolił nam wnikać w Swoją Naturę. Czy korzystamy z tego przywileju?

Ile minut dziennie poświęcamy na dociekanie istoty Prawdy Najwyższej i Jedynej?

Pewnie w ustach dziennikarza, reportera zanurzonego w brudzie codzienności, takie słowa brzmią egzotycznie. Jednak wakacje są czasem, kiedy nawet reporterzy mają chwilę na to, aby przystanąć i wpatrzyć się w nieodgadnione…szukając tam odpowiedzi na problemy, których dotąd nie udało się rozwikłać.

Czy postulaty sierpniowe straciły aktualność?

21 postulatów z 17 sierpnia 1980 roku

  1. Akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych wynikających z ratyfikowanych przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy, dotyczących wolności związków zawodowych.
  2. Zagwarantowanie prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkującym i osobom wspomagającym.
  3. Przestrzegać zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku, publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.
  4. Przywrócić do poprzednich praw:
    1. ludzi zwolnionych z pracy po strajkach w 1970 i 1976 r. studentów wydalonych z uczelni za przekonania,
    2. zwolnić wszystkich więźniów politycznych (w tym Edmunda Zadrożyńskiego, Jana Kozłowskiego, Marka Kozłowskiego),
    3. znieść represje za przekonania.
  5. Podać w środkach masowego przekazu informację o utworzeniu Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego oraz publikować jego żądania.
  6. Podać realne działania mające na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji kryzysowej poprzez:
    1. podanie do publicznej wiadomości pełnej informacji o sytuacji społeczno-gospodarczej,
    2. umożliwienie wszystkim środowiskom i warstwom społecznym uczestniczenie w dyskusji nad programem reform.
  7. Wypłacić wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku wynagrodzenie za okres strajku, jak za urlop wypoczynkowy, z funduszu CRZZ.
  8. Podnieść zasadnicze uposażenie każdego pracownika o 2000 zł na miesiąc, jako rekompensatę dotychczasowego wzrostu cen.
  9. Zagwarantować automatyczny wzrost płac równolegle do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza.
  10. Realizować pełne zaopatrzenie rynku wewnętrznego w artykuły żywnościowe, a eksportować tylko nadwyżki.
  11. Znieść ceny komercyjne oraz sprzedaż za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym.
  12. Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej oraz znieść przywileje MO, SB i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych zlikwidowanie specjalnych sprzedaży, itp.
  13. Wprowadzić na mięso i jego przetwory kartki – bony żywnościowe (do czasu opanowania sytuacji na rynku).
  14. Obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 55 lat, a dla mężczyzn do lat 60 lub przepracowanie w PRL 30 lat dla kobiet i 35 lat dla mężczyzn bez względu na wiek.
  15. Zrównać renty i emerytury starego portfela do poziomu aktualnie wypłacanych.
  16. Poprawić warunki pracy służby zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną osobom pracującym.
  17. Zapewnić odpowiednią ilość miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci kobiet pracujących.
  18. Wprowadzić urlop macierzyński płatny przez okres trzech lat na wychowanie dziecka.
  19. Skrócić czas oczekiwania na mieszkania.
  20. Podnieść diety z 40 zł na 100 złotych i dodatek za rozłąkę.
  21. Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy. Pracownikom w ruchu ciągłym i systemie czterobrygadowym brak wolnych sobót zrekompensować zwiększonym wymiarem urlopu wypoczynkowego lub innymi płatnymi dniami wolnymi od pracy.

Warszawska Jesień czyli Misterium Pojednania

Jesień roku 2017 zapowiada się dla TOTALNEGO LUDU niezwykle bojowo. I to zarówno w Sejmie jak i pod Sejmem. Wprowadzane reformy, ustawy czekające na głosowanie oraz projekty ustaw dadzą TOTALNYM powody do zaciekłej krytyki i do walki np. na składanie absurdalnej ilości poprawek, które demokratycznie odrzucone mogą wywołać wściekłość i dać impuls do ulicznych zadym. Podstawowym celem wszystkich tych „ustawek” jest to BY CIĄGLE| BYŁO TAK JAK BYŁO, albo BY (przynajmniej) tej jesieni nic już nie uchwalono i nic nie zmieniono. Trzeba przyznać, że podpisane już przez Prezydenta ustawy np: o edukacji, o sieci szpitali oraz o reformie ustroju sądów stanowić będą dla przedstawicieli LUDU TOTALNEGO niezwykle „smakowite dania”, które razem z poprawkami do ustaw o Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądowniczej oraz projektami ustaw o ordynacji wyborczej, dekoncentracji mediów czy finansowaniu radia i telewizji zdecydowanie wydłużą listę pikantnych potraw czekających na ocenę. Z góry jednak wiadomo, że ocena degustatorów będzie totalnie fatalna. Jednak daniem głównym zbliżającej się jesieni z hasłem walki o demokrację dla różnych myszek agresor czy byłego ministra od sprawiedliwości (molestował polityką ludzi urlopujących na plażach) BĘDZIE sprawa rozstrzygnięcia przez Trybunał Konstytucyjny prawidłowości powołania przez Pana Prezydenta RP Pani Prezes TK. Do tego wszystkiego należy dodać inne dania, np zaciekłe dyskusje o uchodźcach czy aborcji. Wystarczy zatem podejść do stołu zdegustować widowiskowo kilka potraw i oświadczyć na głos, że wszystkie one są do d..y i że spożywanie ich zagraża społeczeństwu, a natychmiast ocena ta pójdzie między wiadomy LUD. Wyrażone opinię skwapliwie wspomogą dyżurne autorytety z TVN-ów czyli: „TW Carex”, „TW John”, KO „Must – Tener”, „TW Ralf”, czy „Kaz” od Izabel oraz sympatycznie zapowietrzający się w chwilach prawdy (to jego urocze yyyyy) historyk doradca byłego Prezydenta BK. Listę TVN-nowskich indywidualności wspomogą na pewno poselskie autorytety z Brukseli o pseudonimach „TW Znak”; „TW Buyer” i „TW Karol” chociaż ten ostatni bywa coraz rzadziej. Będzie się więc działo, a arsenał środków z jakich pewnie skorzystają TOTALNI może być powiększony o blokadę mównic, blokadę wejść i wyjść sejmowych oraz blokadę wszystkich możliwie przestronnych sal. Czy jednak zgromadzony LUD TOTALNY podniecony wykrzykiwaną mantrą: wolność, równość, de-mo-kracja …ruszy w amoku na wydumaną Bastylię – nie wiadomo. W przypominanych przez TVP kronikach z lat 60-tych pokazywane są (w sarkastyczno-satyrycznym ujęciu) widowiskowe pochody 1- Majowe, na których widać jak dziarsko maszerujący Lud Pracujący Miast i Wsi ogłasza potrzebę wyścigu z innymi ludami w tzw. walce o Pokój i …Demokrację. Komentarze do tych kronik sugerowały też, że wspomniany Lud nie może się doczekać, by po zakończeniu pochodu (często bardzo znojnego) pobiec do fabryki i załapać się jeszcze na Wyścig Pracy. Lecąc Nowakiem (od zegarków) moja pamięć odnotowała z tych kronik głównie facetów dźwigających kukły zachodnich imperialistów: Trumana, Adenauera, Churchilla, oraz piękne (w swej boskości) portrety znanych morderców własnego ludu: Lenina, Stalina wujaszka HO, tow. Mao czy najstarszego KIMa. Nawiasem mówiąc to faceci z tych portretów wymordowali razem (w ramach socjalistycznej demokracji) coś około 200 mln własnych obywateli. Niestety w dzisiejszych manifestacjach nie ma już takich kukłowych – karykatur wykonanych pod zamówienie przez teatralnych plastyków. Owszem jakieś tam kukiełki z przyklejonymi zdjęciami twarzy są, ale jednak to nie to, co, olbrzymie kukły z lat 60-tych. Jednak podczas tegorocznej jesieni największe wrażenie mają wywołać różne zestawy manifestujących TWARZY. Bez masek. Stojący na chodnikach gapie mogą stać się świadkami ulicznego MISTERIUM POJEDNANIA, które zobrazuje najpełniej marsz dziwnych indywiduów idących wspólnie w odurzeniu hasłem o braku demokracji i domagających się odsunięcia PiSu od władzy. W takich okolicznościach jesiennej przyrody będzie więc szansa zobaczyć jak obok przefarbowanych na OBYWATELSKO liberalnych aferałów (z SLD, UD, KLD), którzy powinni odpowiadać za okradanie społeczeństwa „na VAT”, „na paliwa”, na zdemontowany przemysł będą demonstrować (zawodowo już nieczynni) byli towarzysze dyrektorzy od byłych nomenklaturowych spółek. Można też będzie ujrzeć jak obok poirytowanych swoją sytuacją byłych obywatelskich milicjantów maszerują znani działacze a teraz celebryci związkowi z „Solidarności”, których ci pierwsi obijali na ścieżkach „zdrowotności”, a potem brutalnie przesłuchiwali. Bardzo ciekawy zestaw stanowić mogą maszerujące ramię w ramię dziarskie Ubeki i tęczowe chłopaki, których też Ci pierwsi w ramach akcji „hiacynt” szantażowali i ganiali po domach (mimo) zestawionego już OKRĄGŁEGO STOŁU. W protestach i manifestacjach nie może zabraknąć również profesorów-aktorów (czy tam odwrotnie) aktorów- profesorów, oraz przyklejonych do nowoczesnego Ryśka i myszki agresorki różnych piosenkarek czy aktoreczek. A wszystko to otoczone dorosłymi wnukami, synami i żonami towarzyszy z RESORTÓW, którzy od października 2017 w 100-lecie „Wielikoj rewalucji” październikowej będą musieli (jak pisała A. Osiecka)… „wiązać koniec z końcem za te marne 2 tysiące”… W demonstracyjnych zobaczymy pewnie też (na żywo) towarzyszy pał-kowników czy gieniarałów ze WSI ukształtowanych ideowo i zawodowo w MASKWIE. Tym razem bez czapek rogatywek, mundurów ale i też bez żadnego kamuflażu. Niby więc, że organizacyjnie wszystko jest „w porzo”, bo przecież jest oficjalny zagraniczny sponsor strategiczny tych imprez (Węgier z pochodzenia) o imieniu George i nazwisku na literę S. Jest też filozoficzno-duchowe wsparcie otrzymane na od znanej pani filozof i znanej pisarki. Tej pierwszej widok karabinowej lufy kojarzy się z fallicznym uniesieniem, ta druga imieniem Manuela rozwieszcza, że każdy Polak chleje w sobotę, w niedzielę idzie do kościoła a później też chleje. Niby więc, że filozoficzno-ideologicznie też wszystko gra a jednak LUDOWI TOTALNEMU brakuje jednego tj. (jak śpiewa artystka Janda) brak im „Janka Wiśniewskiego co padł”. Niestety policja z tzw. dobrej zmiany nie strzela (tak jak w czasach RZĄDÓW OBYWATELSKICH) gumowymi pociskami do demonstrantów, nikogo nie wrzuca do „suk” z gazem, nie polewa armatkami na wodę, a najbogatszy polski solidarnościowy tirowiec wynoszony 10 czerwca br. przez policjantów sprawiał wrażenie człowieka śpiącego, który doniesiony do chodnika wstał i wraz ze swymi fanami doszedł do hotelu „Mariot”, po czym zamknął przed nimi drzwi i udał się na degustację ze zjawiskowo ciekawą blond kobitką. Widać więc, że na razie nie zanosi się na to by padł jakiś Wiśniewski Jan. Co przeciwstawi TOTALNEMU LUDOWI PiS? Na pewno jesienią wznowiony zostanie serial o Amber Goldzie, ukazujący jak wielką dewastację mózgów u najważniejszych „obywatelskich” urzędników spowodował wirus amnezji. Aż dziw bierze, że mózgi w takim stanie używane są nadal do pracy w różnych ścigających organach, czy innych (znamienitych) instytucjach lub, że wypożyczane są na Ukrainę. Do budowy dróg. Wznowiony też zostanie serial o HGW, która mając możliwość zagrania polskiej Joanny D’Arc odmawia (niestety) udziału w tej sztuce mimo zachęty i błogosławieństwa samego Wielkiego Przewodniczącego. Jak mówią na mieście kierownictwo Kukiz 15 planuje realizację serialu pt.: VAT czyli jak rąbnięto Polaków na 200 mld zł. Jest bardzo ciekawy (podręcznikowy) przykład ukazujący, jak można nic nie produkować i nic nie sprzedawać, ale jak można za to „Nic” otrzymać od fiskusa po kilka milionów. Przypuszczalnie do tej inscenizacji zapraszani będą najwybitniejsi ministrowie od finansów z czasów legendarnego AWSu i PO. Są jednak też spektakle chyba (spektakularnie) zapomniane. Co jest np. ze aferę informatyczną w MSW jaka miała miejsce w czasach gdy resortem tym kierował przewodniczący Schetyna. Opinia publiczna powinna dowiedzieć się na jakiem etapie są śledztwa dotyczące wyłudzeń dokonanych w Wojskowej Akademii Technicznej przez wysoko „ustawionych” naukowców-oficerów, oraz co jest ze sprawą panów oficerów ze WSI, którzy wyprowadzili ze SKOKu „WOŁOMIN” ok 1 mld zł. Warto też poinformować społeczeństwo na jakim etapie jest sprawa „listonosza”, który doręczał markowe narkotyki znanym i wyzwolonym artystycznie celebrytom i wreszcie kiedy Pan Prezydent zdecyduje się na publikację raportu o WSI, który może okazać ilu to „TWu” czy KO było premierami, ministrami, posłami, szefami spółek, wojewodami itp. Tak więc tegoroczna jesień mimo ponurych szarug zapowiada się niezwykle interesująco. Jakie spektakle będą miały największą oglądalność i jakie wrażenie zrobią na społeczeństwie zobaczymy za dwa lata. Podczas wyborów. Czas jest nieubłagany i zdaje się grać zdecydowanie na niekorzyść krajowego liberalnego lewactwa. Co tydzień w tzw. TVPis ukazują się nowe fakty kompromitujące Rząd z Zielonej Wyspy a odtwarzane taśmy z różnych knajp obnażają bezczelność i prywatę NOWOBOGACKICH, którzy uznali SIEBIE za Wszech-wiecznie panującą ELITĘ. Na taśmach tych nigdy nie mówi się o interesie państwa, trosce o wspólne dobro, nie mówi się też o służebności wobec narodu oraz o tym w jaki sposób można polepszyć byt swego suwerena. Mówi się natomiast używając knajackiej gwary jak ustawić kumpli z ferajny (bardzo trafne słowo na portalu), którzy wejdą w duże państwowe geszefty, a później ułatwią swojakom z geszeftów tych również korzystać. Systematyczne obnażenie wszystkich tych malwersacji robionych (jak się okazuje) na „rympał”, na wyjątkowy „bezczel” wywołuje wściekłość u tych, którzy patronowali tym działaniom gdyż wiedzą oni doskonale, że walka o powrót do władzy będzie coraz cięższa a właściwie beznadziejna. Ich zakłamanie nie dopuszcza myśli, że naród co najmniej od roku doskonale wie, że naprawdę nie chodzi IM o żadną demokrację tylko o powrót do władzy, która zasypie popełnione przestępstwa.

Złośliwiec pospolity

Wielki Przekręt – Nie wierz Lewakologom

Wielki Przekręt – Nie wierz Lewakologom

 

źródło: www.killuminati.pl

Dokonania “kaczystów”

Pisowskie Pisiory

Wykopana z sejmu przez naród lewacka plikociarnia oraz obrażona na naród za utratę rządów postępacka ELYTA ogłosiły ostatnio, że nasz kraj nie jest Rzeczpospolitą Polską ale tworem określonym przez nich jako Państwo Pisowskie rządzone (nie przez polski) ale przez jakiś !! Pisowski Rząd. Dowodem na to ma być izolacja tegoż rządu od unijnych państw i reszty świata, których państwowość nie kwestionuje żadna wewnętrzna opozycja. Salonowi spece od propagandy nie mają jednak pewności czy poziom fanatyzmu ICH wyznawców uczynił już z nich armię dżihadystów, która na hasło Ajatollaha Schetino wtargnie do Sejmu, obezwładni Straż Marszałkowską, następnie wedrze się na salę obrad i wyprowadzi z ław rządowych cały pisowski rząd …i stanie się jasność. Wyznawcy Salonów są nieomal pewni, że w kilka dni później radośnie uratowana kasta sędziów nadzwyczajnych „klepnie” areszt Wasermanówny i Jakiego co ostatecznie zakończy osądzane przez nich pseudo afery, w których chodziło głównie by poniżyć dynamicznie pracujących (niezależnych) sędziów, prokuratorów i inne urzędy oraz (przede wszystkim) by skompromitować syna Prezydenta Europy. Zarządzi się też by materiały z tych rozpraw zostały zniszczone bo pokazywanie ich w pisowskiej telewizji demoralizowało pospólstwo i wypaczało prawdziwy obraz obywatelskiego państwa. Należy również przypuszczać, iż inni ajatollahowie Halicki, Grabiec, Budka obdarzą tow. Mazgułę i Kasprzaka nadzwyczajnymi laskami. Pardon! chciałem napisać łaskami ale przecież w islamie tak to jest. Z tymi laskami. Zbiorowa hipnoza jaką połączone Salony zastosowały na swych wyznawcach w czasie jajcarskich protest-marszów wykasowała z ich mózgów jakikolwiek obiektywizm. Słowa: „pis”, „pisowski” na zasadzie odruchu Pawłowa wywołuje u totalnie-wiernych odruch wymiotny i staje się synonimem zła jakie – wg. nich panoszy się pośród plebsu oczadziałego podwyżką minimalnego zarobku (2 tys. zł), minimalnej stawki godzinowej (13 zł) i oczywiście tego „PIŃCET ( jak mawiała uczestniczka zakodowanego marszu ) PLUS. Lista różnych pojęć opatrzonych przymiotnikiem „pisowski” wkrótce na pewno się poszerzy. Funkcjonują już pojęcia: „propaganda pisowska”, „moralność pisowska” „ekonomia pisowska”, „pisowska telewizja” a niebawem zafunkcjonuje pojęcie „pisowskiego” budownictwa. Z 5-ciu w/wymienionych haseł najgorzej wg. mediów przyjaznych salonom wypada (niewątpliwie) ekonomia. Pisowski Rząd w oparciu o pisowską ekonomię nie naśladuje (niestety) naszych wybitnych sprzedawców narodowych dóbr tow. Balcerowicza, Lewandowskiego, Buska – którzy wyprzedali (średnio za 15-20% wartości) – kopalnie, huty, cukrownie, cementownie, papiernie, domy handlowe, banki i inne zakłady przemysłowe opatrzone znakiem „made in Poland”. Pisowski Rząd nie dotuje (w ramach innowacji) portali dla psów, czy portali reklamujących wycieczki dla kochających inaczej, nie chce też kupować żadnych wyrobów pendolino czy caracalo podobnych, gdyż patronuje i wspiera dość zadziwiające przedsięwzięcia np. krajową „zbrojeniówkę”, krajową produkcję statków w zlikwidowanych polskich stoczniach, stara się też odtworzyć polską bankowość – przejmując np. w czerwcu br. od włoskiego UniCredit pakiet kontrolny Banku PeKao, który jako drugi największy bank w Polsce powrócił wreszcie na ojczyzna łono. Dywidendy z tego banku nie będą już wywożone poza Polskę. Jest więc źle a będzie jeszcze gorzej bo coraz trudniej okrada się państwo na fakturowy rympał czyli „ na VAT”. Coraz trudniej jest też opchnąć sfałszowane paliwo. Na domiar złego od 27 kwietnia br obowiązuje już rozszerzona konfiskata mienia i złodzieje VAT oraz fałszerze paliw mogą szybko stracić luksusowe wille, luksusowe samochody, jachty nawet jeżeli są one już „rozpisane” na bliższe i dalsze rodziny, na bliskich lub dalszych znajomych. Jak więc żyć? zapytał kiedyś Premiera Tuska zdesperowany paprykarz czyli jak długo (w takiej sytuacji) będzie można „robić” np. za ELITĘ sądową za marne 10-15 tys. zł miesięcznie czy za ELITĘ trybunalską za 20 tys zł – widząc w niedalekiej perspektywie ustawowy przymus przejścia w stan spoczynku w wieku 65-67 lat – tak jak to ma zwykły obywatel. Czy będzie można nadal (tak jak to jest obecnie) dorabiać w sędziowskiej todze w antraktach między poszczególnym „sędziowaniem”. A w ogóle to czy wtedy np. uczelnie bez mitycznej aureoli „sędziego w todze” zaproponują sędziemu „na spoczynku” wykłady, sympozja, egzaminy, czy ekspertyzy prawne pt. „ można za i przeciw też”. Trudno jest więc być elitą w Państwie PiS gdzie TVPis w sposób nieuprawniony epatuje historiami sędziów, którzy zabezpieczeni w immunitet wynosili z marketów spodnie, wiertarki, sprzęt elektroniczny lub nie dostrzegali, że spadkobiercy warszawskich kamienic w wieku 120-130 lat mogą nie mieć już świadomości, że przyszło im zbywać swe prawo własności. Ponadto TVPis-Info zaprasza do swych audycji przedziwnych ludzi, którzy powymyślali sobie przedziwne stowarzyszenia np. Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Sądy czy Poszkodowanych przez Banki. Takie audycje kompromitują Prezesa Kurskiego, gdyż wywołują u widzów negatywne emocje podważające (co jest ich głównym celem) autorytet sędziowskiego stanu. Prowadzona przez pisowskie radio i pisowską telewizję tzw. propaganda sukcesu pokazuje do znudzenia przykłady rzekomego wzrostu gospodarczego. Te wzrostowe wskaźniki czerpane są (wg totalnych) z nieprawidłowo funkcjonującego teraz pisowskiego GUSu. Warto przywołać niektóre z nich gdyż można z nich korzystać podczas różnych dyskusji. A więc:

1.Wzrost o 6,1 proc (porównanie: styczeń -maj r.2017 do styczeń- maj r. 2016 ) sprzedanej produkcji przemysłowej.
2.
Wzrost sprzedaży detalicznej o 9.7 proc. w stosunku do I-szych kwartałów 2016 – 2017 r

3.Wzrost dochodów z podatków VAT o 34 proc ( porównanie styczeń – maj 2016 do styczeń- maj 2017) który wynosi 14,5 mld zł.

4.Wzrost wpływów z CIT o 15 % (porównanie: styczeń -maj 2016- do styczeń maj 2017) który wynosi 1.7 mld.

5.Wzrost (lawinowy) wpływu w ORLENIE ze sprzedaży paliw. Pierwszy raz w historii grupa ta sprzedała 10 mld litrów paliw i zanotowała najwyższe w historii wyniki finansowe. Wg kryteriów EBITDA LIFO wynik ten wynosi 9,4 mld zł i jest o 7 mld zł większy niż rok wcześniej oraz jest największy w historii Orlenu.

6.Wzrost zysków spółek Skarbu Państwa. W 15-stu spółkach giełdowych (dane za I kw. 2017) z udziałami Skarbu Państwa osiągnęło łączny zysk netto (a więc już po opodatkowaniu podatkiem dochodowym) w wysokości 9,1 mld zł i był on aż o 91% wyższy w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Po raz pierwszy Jastrzębska Spółka Węglowa, która w I kw. 2016 miała straty w wysokości 0,06 mld zł w I kw 2017 osiągnęła zysk ponad 0,86 mld zł.

7. Wzrost krajowego produktu brutto o 1 proc (porównanie I kw. 2017 do I kw.2016). Na koniec I kw. r. 2017 wzrost ten oszacowano na 4.1%.

8.Wzrost miesięcznego wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw. W czerwcu 2016 wynagrodzenie to wynosiło 4252.19 zł, a w czerwcu 2017 – 4508.08 zł.

9.Wzrost wobec Polski notowań agencji ratingowych – Agencja Moody`S podniosła perspektywę z „negatywnej” na „stabilną” na r. 2017; Agencja S&P podwyższyła prognozy PKB dla Polski na r. 2017 z 3.3 proc. do 3.6 proc.

Są też wskaźniki zmniejszenia oraz wskaźniki ograniczenia:

1. Zmniejsza się bezrobocie. Stopa bezrobocia na koniec kwietnia wynosiła 7,7 proc. – tj. o 0,4 punktu procentowego mniej niż miesiąc wcześniej i o 1,7 proc. mniej niż rok temu. Jak podkreślił resort, tak niskiego wskaźniku bezrobocia nie zanotowano od 26 lat.

2.Zmniejsza się wyraźnie deficyt budżetowy. W maju r. 2015 deficyt ten wynosił 19.5 mld zł, w maju 2016 zmniejszony został do 13.5 mld zł; natomiast po I-szym półroczu 2017 r. nastąpiła cudowna przemiana deficytu w nadwyżkę wynoszącą 5.9 mld zł (dochody państwa – 176,7 mld zł,; wydatki – 170,8 mld zł). Nadwyżka ta powstała w wyniku: wpłaty 8,74 mld zł z NBP oraz zdecydowanie wyższych wpływów z podatku VAT, z dochodów od podatku akcyzowego i gier, z dochodów z podatku PIT, CIT i dochodów z instytucji finansowych. Wg. Ministra Morawieckiego na koniec roku 2017 deficyt ten może może być na poziomie poniżej 49 mld zł tj. o 10 mld mniej od zakładanego deficytu – który miał wynosić 59.3 mld zł .

3. Zmniejszono ( od stycznia 2016) odprawy i odszkodowania dla członków zarządów spółek z udziałem Skarbu Państwa poprzez nałożenie 70% podatku od tych odpraw i odszkodowań.

4. Ograniczono wynagrodzenia podstawowe członków zarządów spółek z udziałem Skarbu Państwa uzależniając je od wielkości zarządzanych spółek, np. wielkość średniej spółki ( 51-250 osób), dużej (251-1250 osób ), duża+ (1251 oraz obrót netto powyżej 250 mln euro). Wynagrodzenie to ma być krotnością przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw odpowiednio do wielkości spółek np.2-4 krotność, czy 3-5 krotność.

5.Uzależniono wynagrodzenia menadżerów spółek z udziałem Skarbu Państwa od wielkości spółki oraz od wykonywania celów inwestycyjnych i wyników finansowych.

I to wszystko po 20 miesiącach sprawowania władzy przez „kaczystów” z pisowskiego rządu. Groza. Nie przytoczyłem wielu innych „wzrostowych” wskaźników pokazujących, że gospodarka i finanse Pisowskiego Państwa po przejęciu władzy przez Pisowski Rząd są dobre i to bez dalszej wyprzedaży narodowego majątku. Trzeba przyznać, iż platforma rozpoczęła swe rządy w czasie kryzysu ekonomicznego wywołanego głównie przez emisję produktów bankowych, które nie miały pokrycia w finansowej rzeczywistości. Jednak mimo to – czy gwiazdy ekonomiczne i autorytety finansowe (tow. Balcerowicz, Rostowski, Lewandowski) nie widzieli rosnącej skali kradzieży „na VAT” i „na paliwa”, które obniżały skalę straty budżetu ICH Państwa. Prof. Modzelewski, wybitny specjalista od podatków uważa, że łączne straty budżetu wynikające z wyłudzeń VAT-owskich (lata 2008-2015) wynoszą ok.140 mld. zł. V-ce premier Morawiecki szacuje je na ok.200 mld. zł. Te pieniądze nie położono na półmisek, nie posypano koperkiem, nie zjedzono, a organizm konsumentów ich nie wydalił. Te pieniądze gdzieś są. TU albo TAM. Kto je wyprowadził, jakie to elity mają z tego korzyść? Pytanie otwarte dla CBA czy CBŚ. Warto przypomnieć, że w Polsce VAT został wprowadzony w r. 1993 przez Rząd Hanny Suchockiej i miał (wg znanego Jana Marii…) zwiększyć na lata wpływy do budżetu. Początkowo może tak było, ale gdy nastały rządy połączonych sił ELYT : UD, KLD, SLD wyszło jak zwykle. Walka a właściwie wytłumiona już wojna – o to czy wredny PiSowski Rząd wskaże i ukarze sprawców tych przekrętów – trwa.

Złośliwiec pospolity

Koncesjonowani “bohaterowie” solidarnościowego podziemia

Hej Władek, przebrała się miarka. Ponieważ należysz do tych, co to lubią publicznie pozować na ludzi prawych, teraz zatroskanych o stan rzekomo zagrożonej w Polsce demokracji i praw obywatelskich, czego jak słucham, to mi się nóż otwiera w kieszeni, opowiedz – w jaki to sposób po przemianach „okrągłego stołu” – z kierowcy miejskiego autobusu stałeś się właścicielem dużej firmy transportowej?

Prawda na ten temat najlepiej charakteryzuje cwaniaczków takich, jak ty. W latach 80. ludzie we Wrocławiu za ciebie się modlili, bo byłeś dla nich ikoną „Solidarności” i ich bohaterem, ale kim ty naprawdę już wtedy byłeś? Bo czy można aż tak skrajnie się zmienić? W to nie wierzę, łatwiej udawać człowieka o dwóch twarzach.

Pamiętam rok chyba już 1981, kiedy pierwszy raz zjawiłeś się na obradach KKP, czyli władz krajowych NSZZ „Solidarność”. Byłeś nieśmiałym i ugrzecznionym synkiem, który dziwnie od zaraz stał się pupilkiem „Bolka”, czyli Lecha Wałęsy. Nie zdajesz sobie może nawet z tego sprawy, że tak widzieli to ludzie, którzy w tej „krajówce” byli od samego początku. Tworzyliśmy ją i walczyliśmy z komuną, kiedy tobie o takich działaniach jeszcze się nie śniło. Dlatego z prawdziwym zdumieniem reagowałem na to, jak po wprowadzeniu stanu wojennego kreowano twój wizerunek jako wojowniczego przywódcę wrocławskiego podziemia, którego akurat nie internowano. Jak wiemy, innego ulubionego twojego towarzysza działania, Zbigniewa Bujaka, też jakoś nie internowano, dzięki czemu i on znalazł się w podziemiu i rósł z podobną tobie legendą dzielnego opozycjonisty regionu „Mazowsze”. Ale jeszcze wtedy nikt niewtajemniczony nie wiedział, że ta legenda „ukrywa się” np. u… Mieczysława Rakowskiego – jednego z głównych bandytów komunistycznej dyktatury Jaruzelskiego.

Ludzie nie znając prawdziwych kulis wydarzeń, powierzchowne pozory biorą za rzeczywistość i w takich warunkach łatwo jest ich oszukiwać. Kiedyś jak i dzisiaj. Przypomnę, jak nikczemnie Zbigniew Bujak i spółka zagarnęli przed laty dolary nagrody od amerykańskiego senatora, która pośmiertnie przyznana została również bł. księdzu Jerzemu Popiełuszce. Byłem już wówczas na uchodźstwie w Stanach Zjednoczonych i opublikowałem tam na ten temat felieton, który głośnym echem odbił się w kraju i poza jego granicami. I jeszcze jeden wymowny przykład z głębokiej przeszłości, która cieniem kładzie się także na dniu dzisiejszym, ponieważ ci sami ludzie dzisiaj są wśród KOD-owców. Z udostępnionych mi przez IPN archiwów SB i MSW PRL związanych z moją antykomunistyczną działalnością, wyłaniają się bardzo ciekawe obrazy. W roku 1984 zostałem wraz z innymi zwolniony warunkowo z więzienia mokotowskiego, jako jeden ze słynnej 11-tki czołowych więźniów politycznych. I oczywiście zaraz włączyłem się w dalszą jawną i konspiracyjną działalność antykomunistyczną.

Jeżeli mnie pamięć nie myli, to albo jeszcze w roku 1984 lub jednak w 1985, w kraju wybuchła nagle głośna sprawa. Aresztowano niedawno uwolnionych kilku czołowych działaczy opozycji po tym, jak prasa podziemna oraz rozgłośnie zachodnie podały, że osoby te spotkały się potajemnie z TKK, czyli podziemnym kierownictwem „Solidarności” i podpisały imieniem i nazwiskiem wspólny komunikat. Nie mam czasu sprawdzać detali, ale był to Władysław Frasyniuk, Adam Michnik i Bogdan Lis oraz ktoś jeszcze. Hunta Jaruzela i Kiszczaka podeszła do tego z wielkim zadęciem w peerelowskich mediach. Grożono wielkim procesem itd. W tym czasie otrzymałem propozycję, czy jestem gotów powtórzyć to samo, za co teraz z takim rozmachem propagandowym chcą sądzić kolegów. Odpowiedziałem, że oczywiście tak i tak się stało. Nie pamiętam tylko kulis, od kogo i jak przyszła do mnie ta propozycja. Określonego dnia, u mnie na Śląsku odbyło się konspiracyjne spotkanie TKK ze mną, po którym znowu opublikowano komunikat, podpisany wspólnie przez ukrywających się członków TKK oraz moim imieniem i nazwiskiem. I co się działo po tym fakcie? Czy zostałem podobnie jak tamci z hukiem aresztowany? Nie. Absolutnie nic się nie stało! Władza ani mnie nie usiłowała przesłuchać, ani zatrzymać lub aresztować! Jakby nic nie miało miejsca. Byłem tym wówczas bardzo zaskoczony, gdyż psychicznie przygotowałem się na represje wobec mnie, na nowe aresztowanie. Dopiero po latach, z udostępnionych mi teczek bezpieki i MSW dowiedziałem się, dlaczego tak było. Otóż z Warszawy do prokuratury w Katowicach została przekazana dyrektywa, że owszem, mają zbierać na mnie dalsze materiały, mają otworzyć nowe śledztwo, ale… po cichu, i pod żadnym warunkiem nie wolno mnie oficjalnie wzywać na przesłuchania, zatrzymywać lub więzić, aby… bardziej nie nagłaśniać publicznie mojego nazwiska! Ale przecież właśnie odwrotnie postąpiono z panami opozycjonistami Frasyniukiem, Michnikiem, Lisem i kimś jeszcze. Dlaczego? W mojej opinii, sprawa się wyjaśniła w roku 1989, w związku z haniebnym spektaklem „okrągłego stołu”. Zmuszani przez ekipę Gorbaczowa do pierestrojki, władcy PRL-u przygotowywali grunt pod te wydarzenia. I jak wiemy, znaleźli się w nich… wszyscy bohaterowie ówczesnego głośnego aresztowania.

Władza więc już wcześniej przygotowywała im jak najmocniejszą legendę „niezłomnych opozycjonistów”, z którymi jako tzw. stroną społeczną, będzie zawierała oszukańczy kontrakt tzw. końca komunizmu. A dlaczego mnie miano za wszelką cenę bardziej nie nagłaśniać? Bo było komunistom wiadomo, że od 1980 roku zawsze należałem do tzw. extremy „Solidarności”. Wiedzieli, że dla mnie w procesie „okrągłego stołu” miejsca być nie mogło, bo nigdy bym nie poszedł na zdradę ideałów „Solidarności” i wolnej Polski oraz na zapewnienie komunistom bezkarności i miękkiego lądowania po okresie PRL. Z nimi mogłem rozmawiać tylko o warunkach ich kapitulacji. Dlatego po wypuszczeniu mnie z więzienia, w interesie takiego kontraktu było, aby wokół mojej osoby panowało jak największe milczenie. Nawet za cenę oficjalnego nie reagowania na moją dalszą antykomunistyczną działalność. Takich ludzi jak ja, w Polsce jest z pewnością więcej. „Największymi bohaterami opozycji” mieli być (i są do dziś) ci, którzy w latach 80. gotowi byli do tego, co zamierzano zrobić i co zrobiono, a owoce tej III RP spożywamy do dnia dzisiejszego. I do dzisiaj też wobec mojej osoby w przestrzeni publicznej panuje największa możliwa cisza. Bez względu na to co robię, jakby mnie dalej w Polsce nie było, choć jestem już od prawie sześciu lat. Pilnuje tego krajowy i zagraniczny układ zamknięty postkomunizmu, czyli liberalnego socjalizmu, którego aktywiści oraz naiwni użyteczni idioci demonstrują dzisiaj na ulicach Polski i zagranicą. W interesie tego układu dążą do obalenia obecnej władzy bez względu na jej plusy i minusy, jak w przeszłości obalili rząd Jana Olszewskiego i pierwszy rząd Prawa i Sprawiedliwości. Bez względu na pozory cząstkowe, naprawdę toczy się walka o naszą wolność. I na nowo jest ważne, kto po jakiej stoi dzisiaj stronie. Gdzie jest Władysław Frasyniuk i jemu podobni, już wiemy i wiemy, dlaczego.

Katowice, 5 czerwiec 2016

Andrzej Rozpłochowski

źródło: www.slaskipolska.pl

Leśnicy chcą ratować Puszczę Białowieską

Puszcza Białowieska oraz metody jej ratowania była tematem konferencji dyrektora generalnego LP Konrada Tomaszewskiego, która odbyła się 4 lipca w Warszawie. Poniżej został zamieszczony list dyrektora generalnego LP do mediów

Szanowni Państwo,

od pięciu lat znaczna część Puszczy Białowieskiej zamiera na naszych oczach. Nie jest to zwyczajny w przyrodzie cykl przemijania i odradzania się, lecz zjawisko o skali i gwałtowności klęski ekologicznej, największej na tym obszarze od lat 20. ubiegłego wieku. Bezprecedensowo wielka i długotrwała gradacja kornika zmienia Puszczę w sposób, którego naukowcy nie potrafią do końca przewidzieć, a który osoby zauroczone dotychczasową Puszczą może szokować. Nam, leśnikom, tej pięknej Puszczy jest po prostu niezmiernie żal. Obecnej klęsce można było zapobiec, gdyby pozwolono nam działać. Jeszcze nie jest za późno, by choć ograniczyć jej rozmiar.

Lasy Państwowe opiekują się Puszczą Białowieską od blisko 100 lat. Staraniem leśników utworzono Białowieski Park Narodowy, a potem liczne rezerwaty; to oni odnawiali Puszczę po dewastacyjnych wyrębach Niemców, Rosjan czy brytyjskiej kompanii The Century; przywrócili Puszczy, a potem innym polskim lasom, żubra; chronili Puszczę przed różnymi zagrożeniami i gospodarowali w niej według zaleceń naukowców, by odtwarzać jej jak najbardziej naturalny, zróżnicowany charakter; pozyskiwali też drewno dla lokalnej społeczności, nie zagrażając przy tym trwałości i bogactwu przyrodniczemu Puszczy.

Dziś część aktywistów ekologicznych, naukowców i mediów próbuje wmówić Polakom, że to leśnicy niszczą Puszczę Białowieską, pomawia ich o najgorsze intencje i postępki. Nie mogę pozwolić na to, by dezawuowano ponad 90-letni dorobek Lasów Państwowych i wielu pokoleń leśników. Lasy Państwowe to przede wszystkim ludzie, którzy w lesie żyją i pracują na co dzień, rozumieją go, są kompetentni, mają poczucie pełnienia misji publicznej. Kochają też Puszczę Białowieską. Dla adeptów leśnictwa i leśników z całego kraju jest ona celem „pielgrzymek” po wiedzę i możliwość podglądania natury, by następnie wzorować się na niej, gospodarując w innych lasach. Zarzucanie nam chęci „wycięcia Puszczy dla pieniędzy” to cyniczne, podłe kłamstwo.

Szanowni Państwo! W dyskusji o Puszczy zbyt wiele dziś emocji, nazbyt prostych recept, mitów. Proszę, zapoznajcie się poniżej z podstawowymi faktami, aby na ich podstawie – a nie „miejskich legend” – wyrobić sobie własne zdanie.

  • Leśnicy od początku mówią, że problemem w Puszczy Białowieskiej nie jest kornik jako taki, lecz skala obecnej gradacji, największa od 100 lat. W Puszczy zamarło już co najmniej 8 proc. drzew. W zaledwie kilka lat w trzech puszczańskich nadleśnictwach Lasów Państwowych (Białowieża, Browsk i Hajnówka) kornik zabił niemal 900 tys. świerków na powierzchni ok. 7,2 tys. ha (14% obszaru, jakim zarządzają). Tracimy znane, piękne i podziwiane dziedzictwo przyrodnicze, które ukształtowało się zarówno dzięki ochronie biernej, jak i czynnej.
  • Czy natura sama poradziłaby sobie z klęską? Puszcza Białowieska to niezwykle cenny kompleks leśny, lecz nie dość ogromny i za bardzo poddany zewsząd presji cywilizacji, by mogły zachodzić w nim naprawdę całkowicie naturalne procesy. Już dziś obserwujemy, jak powierzchnie pokornikowe przy braku interwencji człowieka są opanowywane przez zacieniające mocno otoczenie graby, leszczynę, inwazyjne trawy – kosztem innych gatunków. Upraszczanie się struktury siedlisk pozostawionych długotrwałej ochronie biernej jest potwierdzone badaniami naukowymi. Przykładowo ze świerkiem związanych jest kilka razy więcej gatunków owadów niż z grabem, więc zamieranie pierwszego i ekspansja drugiego ma określone skutki. W Puszczy jest oczywiście miejsce na spontaniczne procesy, lecz powinniśmy także prowadzić w niej ochronę czynną, żeby zachować ogromną różnorodność występujących tam gatunków.
  • Najcenniejsze i najbardziej naturalne fragmenty Puszczy od dawna są i pozostaną chronione w Białowieskim Parku Narodowym oraz rezerwatach znajdujących się na terenie puszczańskich nadleśnictw. BPN ma powierzchnię leśną nieco ponad 10 tys. ha, a ta część Puszczy, którą zarządzają nadleśnictwa LP – w sumie 50,2 tys. ha, z czego 12 tys. ha to rezerwaty. Podejmowane przez leśników działania ratunkowe nie dotyczą w ogóle Parku, lecz drzewostanów w nadleśnictwach – głównie tych, które pochodzą z nasadzeń, były użytkowane lub powinny być przebudowane, żeby ich struktura lepiej odpowiadała siedlisku.
  • Leśnicy sami powiększyli obszar ochrony biernej w Puszczy. W końcu marca 2016 r. dyrektor generalny Lasów Państwowych wyodrębnił na terenie nadleśnictw Browsk i Białowieża łącznie 5,6 tys. ha tzw. obszaru referencyjnego, gdzie ingerencję człowieka ograniczono do minimum. W sumie działaniu sił samej natury pozostawiono – łącznie z rezerwatami – 17,6 tys. ha na terenie puszczańskich nadleśnictw, czyli aż 33% tej części Puszczy, którą zarządzają Lasy Państwowe (jeśli dodamy park narodowy, to blisko 45% całej Puszczy). Rezerwaty wraz z referencją będą punktem odniesienia dla pozostałego obszaru nadleśnictw, gdzie zastosujemy metody gospodarki leśnej, aby odnowić drzewostany zniszczone przez kornika i przywrócić właściwy stan chronionych siedlisk. Dość frazesów, w praktyce porównamy skutki obu metod – bezczynności, jak chcą aktywiści, oraz działań leśników wspomagających procesy naturalne.

     

  • Skuteczne kontrolowanie gradacji kornika jest możliwe. Od początku lat 90. w puszczańskich nadleśnictwach co roku usuwano z lasu praktycznie wszystkie świerki zasiedlone przez korniki, więc nie przerzucały się one na kolejne drzewostany. Skala cięć sanitarnych była ograniczona – od zwykle kilku tysięcy do ok. 25 tys. m sześc. w zależności od roku. Zmieniło to wejście w życie nowych planów urządzenia lasu (PUL) dla nadleśnictw Białowieża, Browsk i Hajnówka na lata 2012–2021: pod naciskiem organizacji pozarządowych ówczesny resort środowiska radykalnie zmniejszył w nich limity pozyskania drewna i wyłączył z użytkowania kolejne powierzchnie w Puszczy, co uniemożliwiło leśnikom usuwanie zaatakowanych świerków. Już w pierwszym roku nowych planów z zasiedlonych 23 tys. m sześc. świerków usunięto tylko jedną czwartą, więc gradacja mogła się rozwinąć. W 2013 r. zasiedlonych drzew w Puszczy było już 100 tys. m sześć., w następnym 200 tys. m sześc. i ten skokowy wzrost trwa. Leśnikom spętano ręce i przez pięć lat kornik zabił w Puszczy ok. 1 mln m sześc. świerków (usunięto w tym czasie tylko ok. 190 tys. m sześc. z nich)! Właśnie po to, by móc ograniczać klęskę, na początku 2016 r. najbardziej dotkniętemu nią Nadleśnictwu Białowieża zwiększono aneksem limit pozyskania drewna.
  • Nikt nie wytnie Puszczy! Sugerowanie, że ratunkowe działania leśników obejmą cały ten kompleks, że będą tam wielkie zręby zupełne, że takich cięć nigdy nie było w Puszczy – to perfidna manipulacja. W taki sposób nie prowadzi się gospodarki w zwykłych lasach, a co dopiero w Puszczy Białowieskiej. Trzy puszczańskie nadleśnictwa pozyskują rocznie o wiele mniej drewna niż jedno zwykłe nadleśnictwo z innego regionu. W 2016 r. – kiedy aktywiści już alarmowali, że leśnicy „wycinają Puszczę” – puszczańskie nadleśnictwa pozyskały razem 65,7 tys. m sześc. drewna, czyli… mniej niż rok wcześniej (w 2015 r. – 83,6 tys. m sześc.). Jak aktywiści mogą mówić, że zabitych przez kornika świerków wcale nie ma dużo, że obecna gradacja nie jest niczym szczególnym, a jednocześnie twierdzić, że likwidacja skutków tej klęski – rzekomo ograniczonych przecież – będzie równoznaczna z zagładą Puszczy?
  • Nie wycinamy tylko chorych drzew. W nadleśnictwach w Puszczy leśnicy wykonują przepisy o lasach, ochronie przyrody, bezpieczeństwie publicznym, plany urządzenia lasu oraz plan zadań ochronnych dla obszaru Natura 2000, a także polecenia służb ochrony środowiska, straży pożarnej. To oznacza, że wycinają:
  • martwe i już opuszczone przez korniki świerki stojące w pobliżu dróg i ścieżek, na które mogłyby się wywrócić, zagrażając ludziom (będą się łamały w ciągu kilku lat), lub nadmiernie zwiększające ryzyko pożaru (jeśli w danym miejscu jest wyjątkowo duże nagromadzenie suchej biomasy). Usuwanie martwych drzew ze względów bezpieczeństwa jest prowadzone wszędzie na obszarze nadleśnictw, gdzie jest to konieczne;
  • incydentalnie drzewa innych gatunków, jeśli np. zostały uszkodzone przez łamiące się świerki i teraz same grożą wywróceniem się na drogi lub ścieżki;
  • żywe jeszcze, lecz zasiedlone przez korniki świerki – po to, by owady nie wyleciały z nich i nie zaatakowały jeszcze zdrowych drzew. Cięcia sanitarne nie są jednak prowadzone w rezerwatach ani strefie referencyjnej;
  • żywe i zdrowe drzewa różnych innych gatunków – w ramach normalnych zabiegów hodowlanych i rębnych przewidzianych w planach urządzenia lasu dla puszczańskich nadleśnictw oraz planie zadań ochronnych dla obszaru Natura 2000 Puszcza Białowieska. Na przykład utrzymanie w należytym stanie chronionych przez Naturę 2000 grądów wymaga usuwania grabów i leszczyny, wypełniających dziś lukę po martwych świerkach; czynnej ochrony wymaga utrzymanie świetlistych dąbrów, miejsc występowania chronionych motyli itp.
    Skala tych ostatnich prac w nadleśnictwach w Puszczy jest jednak ograniczona, bo priorytetem jest usuwanie martwych świerków, które zagrażają bezpieczeństwu ludzi przy szlakach, oraz cięcia sanitarne zasiedlonych przez kornika drzew, by wyhamować tempo rozwoju gradacji.

    • Leżące już w Puszczy martwe drewno leśnicy zostawiają na miejscu do naturalnego rozkładu. Jeśli ze względów bezpieczeństwa stojące przy szlakach martwe świerki są obalane w rezerwatach lub strefie referencyjnej, to tam również są zostawiane. Martwe drewno jest w lesie potrzebne, m.in. żyje w nim wiele cennych gatunków zwierząt. Ale w puszczańskich nadleśnictwach, także poza rezerwatami i referencją, jest go już tak dużo, że zapewnia utrzymanie pełnej różnorodności biologicznej. Dalsze zwiększanie ilości martwego drewna nie przełoży się już na wzrost liczby gatunków, za to zwiększy ryzyko pożarowe i emisję dwutlenku węgla.

    List środowisk nauk przyrodniczych i leśnych w sprawie Puszczy Białowieskiej

    • Użycie maszyn leśnych w Puszczy nie oznacza, że cięcia będą większe. Kiedy prace są wykonywane w terenie z tak ogromną liczbą martwych drzew, harwester daje większe bezpieczeństwo robotnikom leśnym – obsługuje go tylko jedna osoba, która jest chroniona przez wzmocnioną kabinę maszyny. Użycie harwestera nie oznacza, że wyciętych zostanie więcej drzew niż pozwalają na to obowiązujące przepisy i plany. Ta sama praca zostanie tylko wykonana szybciej i szybciej też leśnicy udostępnią zabezpieczony już teren turystom i okolicznym mieszkańcom.
    • Cięcia w okresie lęgowym ptaków leśnicy prowadzą całkowicie legalnie. Zgodnie z przepisami prawidłowo prowadzona gospodarka leśna z definicji nie narusza zakazów dotyczących ochrony gatunkowej roślin, grzybów i zwierząt, wskazanych w ustawie o ochronie przyrody. W Polsce i całej Europie liczba większości gatunków ptaków jest stabilna lub rośnie, a naukowcy w ogóle nie wymieniają gospodarki leśnej wśród czynników mających istotny wpływ na powodzenie lęgów i los populacji. Dlatego generalne zwolnienie w przypadku gospodarki leśnej istniało zawsze i tak jest też w pozostałych krajach Unii. Żadne prace nie są natomiast prowadzone w strefach ochrony wokół gniazd chronionych ptaków drapieżnych (takich stref w puszczańskich nadleśnictwach jest 49).
    • W Puszczy nie będzie żadnej „plantacji”. Jeśli w danym miejscu będą usuwane nie pojedyncze martwe świerki, ale ich większe skupiska, to leśnicy odnowią taką powierzchnię sadząc tam odpowiednie dla tego siedliska gatunki, i to jako uzupełnienie odnowienia naturalnego, jeśli będzie ono zbyt słabe. Tak było np. w Nadleśnictwie Browsk, gdzie w kwietniu br. na kilku hektarach po usuniętych martwych świerkach posadzono 3500 dębów, klonów i lip jako uzupełnienie samoobsiewu.
    • Lasy Państwowe nie działają w Puszczy dla zysku. Powodem cięć jest konieczność zapewnienia bezpieczeństwa ludziom, ograniczenie zamierania kolejnych drzewostanów oraz wykonanie zadań z planów urządzenia lasu i planu zadań ochronnych. Pozyskane z tych powodów drewno sprzedajemy (pomijając część pozostawianą do naturalnego rozkładu) – inaczej narażalibyśmy na stratę Skarb Państwa, w imieniu którego zarządzamy lasami. Ale mnogość form ochrony przyrody i ograniczeń gospodarki leśnej w Puszczy przesądza, że tamtejsze nadleśnictwa zawsze były i będą deficytowe. To dla nas oczywiste, inne są po prostu zadania leśników w Puszczy (dopłaty z funduszu leśnego LP dla puszczańskich nadleśnictw np. w 2016 r. wyniosły 23 mln zł).
    • To nieprawda, że leśnicy zamknęli Puszczę dla turystów. Okresowe zakazy wstępu wprowadzili tylko nadleśniczowie z Białowieży i Hajnówki, ale dotyczą one konkretnych, wybranych miejsc (tam, gdzie pracują maszyny i pilarze lub duże nagromadzenie martwych świerków stwarza szczególne niebezpieczeństwo), a nie całych nadleśnictw. W miarę postępu prac usuwających zagrożenie, kolejne ścieżki i miejsca są ponownie udostępniane. Aktualne mapy można znaleźć na stronach nadleśnictw oraz na stronie www.lasy.gov.pl – zdecydowana większość Puszczy i najpopularniejsze szlaki są otwarte.