Styczeń 2018
P W Ś C P S N
« Gru    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031  

Archiwa

stat4u

Kowalczyk: Lasy Państwowe pozostaną pod zarządem MŚ; będę chronił LP, jak to tylko możliwe

Lasy Państwowe pozostaną pod zarządem ministra środowiska; resort pod moim kierownictwem będzie otwarty na argumenty różnych środowisk – deklaruje w wywiadzie dla PAP minister Henryk Kowalczyk. Potwierdza, że ws. Puszczy Białowieskiej Polska zastosuje się do wyroku TSUE.

http://www.pap.pl/aktualnosci/news,1250863,kowalczyk-lasy-panstwowe-pozostana-pod-zarzadem-ms-bede-chronil-lp-jak-to-tylko-mozliwe.htm

Zmiana na stanowisku Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych

Minister środowiska Henryk Kowalczyk odwołał dziś Konrada Tomaszewskiego z funkcji dyrektora generalnego Lasów Państwowych – poinformował PAP rzecznik resortu środowiska Aleksander Brzózka.

Według źródeł PAP zbliżonych do rządu, zastąpi go Andrzej Konieczny, czyli dotychczasowy wiceminister środowiska.

źródło: niezalezna.pl

Zamienił stryjek

Szanowni Państwo!

Rekonstrukcja rządu entuzjazmu nie wywołała, bo nie bardzo wiadomo kogo, prócz nowych ministrów, miałaby ucieszyć. Totalna Targowica zainteresowana jest wyłącznością dostępu do żłobu i zapewnieniem bezkarności za dotychczasowe przekręty. Nic innego ucieszyć jej nie może.  Unia Europejska pozostała nieugięta i nadal grozi sankcjami. Zadowoleni mogą być tak zwani ekolodzy, bo jest realna szansa, że nowy minister ugnie się pod presją unii i pozwoli kornikowi zeżreć Puszczę Białowieską kompleksowo. W tym konkretnym wypadku zamiana „siekierki na kijek” stanie się nie tylko symboliczna.

Odważny Minister Obrony zdołał zrobić bardzo wiele i miejmy nadzieję, że tego nie da się już odwrócić. Aż dziw bierze, że zachował swe stanowisko tak znienawidzony przez Totalną Targowicę Minister Sprawiedliwości. Czyżby było to jedyne stanowisko, które udało się zachować? Wszędzie tam, gdzie „dobra zmiana” nie dotarła, nadal nie ma szans dotrzeć. Będzie tak, jak było.

Powstały nowe ministerstwa z myślą o tych, którym się teki ministerialne „należały”, bez względu na koszty i utrudnienia dla wszystkich. Rozrost biurokracji służy jedynie jej samej.

Cieszmy się zatem z tego, co mamy i próbujmy działać dla dobra Polski każdy jak potrafi. Łączmy też nasze wysiłki wszędzie tam, gdzie to możliwe, na przykład w walce z cenzurą w Internecie.

Pozdrawiam

 Małgorzata Todd

Henryk Kowalczyk zastąpi Jana Szyszko na stanowisku Ministra Środowiska

Dotychczasowy minister bez teki w gabinecie premiera Morawieckiego, szef Stałego Komitetu RM Henryk Kowalczyk, objął dziś urząd ministra środowiska. Z funkcji szefa MŚ odwołany został prof. Jan Szyszko.

Henryk Kowalczyk w 1980 ukończył studia na Wydziale Matematyki Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1979 – 1990 pracował, jako nauczyciel matematyki w Zespole Szkół Rolniczych w Golądkowie.

Pełnił funkcję wójta gminy Winnica w latach 1990 – 1998 i 1999 – 2005. Od 19 lutego do 31 grudnia 1998 roku zajmował stanowisko wojewody ciechanowskiego. W latach 1999–2002 zasiadał w sejmiku mazowieckim (wybrany został z listy Akcji Wyborczej Solidarność).

W latach 1980 – 1981 przewodniczył komisji zakładowej NSZZ „Solidarność” w Zespole Szkół Rolniczych w Golądkowie. Od 1989 do 1992 r. był przewodniczącym Komitetu Obywatelskiego Gminy Winnica. Należy do Akcji Katolickiej diecezji płockiej (wiceprezes zarządu diecezjalnego w latach 1999 – 2003) oraz Ruchu Światło-Życie.

W latach 1992 – 2003 należał do Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego. Od 7 czerwca 2006 r. do 16 listopada 2007 r. był sekretarzem stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz pełnomocnikiem rządu ds. kształtowania ustroju rolnego.

“Nie” dla likwidacji Ministerstwa Środowiska

Ekologiczne Forum Młodzieży rozpoczęło akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum ws. utrzymania i wzmocnienia roli Ministerstwa Środowiska. Organizatorzy zapowiadają zebranie tysięcy podpisów.

Od momentu rozpoczęcia transformacji w 1990 r. obserwujemy konsekwentną, zakamuflowaną działalność ponadpartyjnych i ponadnarodowych grup liberalno-lewackich zmierzających do niszczenia polskiej tożsamości w jednoczącej się Europie. Największego wroga widzą one w Kościele katolickim, polskiej własności ziemskiej i w polskim rozumieniu roli przyrody w życiu człowieka, zgodnego z zasadą „Czyńcie sobie ziemię poddaną”
– wyjaśnia jedna z autorek akcji Marcelina Puchalska.

Zdaniem młodych ekologów, problem powraca wraz z pojawiającymi się informacjami o możliwej likwidacji Ministerstwa Środowiska, które jest gwarantem udostępnianiu zasobów przyrodniczych dla rozwoju gospodarczego Polski, w tym do tworzenia miejsc pracy w terenach wiejskich w oparciu o Lasy Państwowe.

Koncepcje ponadpartyjnych i ponadnarodowych grup liberalno-lewackich zmierzają m.in. do przekazania kompetencji Ministerstwa Środowiska innym ministerstwom, w tym przekazania Lasów Państwowych (1/3 terytorium kraju) we władanie Ministerstwa Rolnictwa, zdominowanego polityką unijnych dopłat, orędownika wielkich gospodarstw rolnych, również zagranicznych. (…) Tym razem musimy bronić się przed bardziej perfidnym i zakamuflowanym działaniem grup liberalno-lewackich zmierzających do niszczenia polskiej tożsamości

– czytamy w uzasadnieniu organizatorów.

http://niezalezna.pl/213356-poprzyj-akcje-w-obronie-ministerstwa-srodowiska

Do Siego 2018 roku

BŁOGOSŁAWIEŃSTWA BOŻEGO NA NOWY ROK

 

Z całego serca życzymy Wam Drodzy Czytelnicy Prawego Lasu

by ten Nowy Rok był czasem wyrozumiałości dla siebie i innych,

ciepła, szczerości, radości i odwagi by podążać za głosem Boga w sercu.

Narodziny leśnej Solidarności

My i oni

My jesteśmy uśmiechnięci i życzliwi, bo żyjemy w wolnym kraju i staramy się pomnażać jego dobra. Oni są wulgarni i agresywni, bo czują się niewolnikami, od których nic nie zależy. My wyciągamy do nich rękę, a oni próbują ją kąsać, albo chociaż opluć.

Oni próbują zmieniać znaczenie słów, żeby trudno było się połapać, kiedy kłamią. My przywracamy słowom pierwotne znaczenie. Tolerancja, to dla nas zgoda na czyjeś przywary, póki nie zagrażają naszemu ładowi społecznemu. Oni chcieliby w ramach „tolerancji”, narzucać innym swoje dewiacje.

Skąd bierze się ta różnica? Zwyczajnie – ze stosunku do polskości. My, Polacy, wychowani zostaliśmy w poszanowaniu wolności drugiego człowieka. Polskojęzyczna grupa rozbójnicza nie hołduje żadnym ideałom, liczą się dla nich tylko pieniądze. Szkopuł polega na tym, że nie potrafią ich zdobywać w uczciwy sposób, a nieuczciwy jest bardzo ryzykowny. Nawet kiedy mieli swój wymiar niesprawiedliwości, często pożerali się wzajemnie.

Każdy ma wolną wolę i może przyłączyć się do nas, lub do nich. Do nas bliżej i u nas pewniej.

 

Małgorzata Todd

Wreszcie , nareszcie

 

No nareszcie. To czego domyślaliśmy się a właściwie to o czym dobrze wiedzieliśmy jest już faktem. Na razie medialnym. Teraz wszystko zależy od potraktowania immunitetu tj. czy honorowo zrzeknie się jego ochrony ( tak jak senator Kogut) czy też będzie czekał na podszepty i wstawiennictwo własnej partii – chociaż przy obecnej arytmetyce sejmowej ochrona immunitetem nie ma wielkich szans. Jego buźka to twarz typowego cwaniaczka ( z filmiku „Mordo TY Moja” ) który większość dorosłego żywota spędził na DZIAŁANIU. Działał więc jako z-ca burmistrza Darłowa, działał w sejmiku, działał jako z-ca prezydenta Koszalina. Od r.2005 działa jako poseł Podczas tych wszystkich działań został ( na nasze nieszczęście) v-ce ministrem w resorcie środowiska. Chcąc okazać partyjne zdecydowanie podpisał lekką ręką ( r.2009) ROZPORZĄDZENIE które pozbawiło mieszkań służbowych z-ców nadleśniczych, inżynierów nadzoru, podleśniczych i strażników. 21 listopada 2010 r. reprezentując platformianych związkowców podpisał PROJEKT ustawy włączającej LP w obszar zabójczych pomysłów SZTUKMISTRZA z Londynu. Opowiadał się aktywnie za nowelizacją ustawy o lasach na mocy której LEŚNICY w latach 2014-2015 wpłacili do budżetu 1,6 mld. zł. Oczywiście ,że gorliwie krytykował ostatnio Min. Szyszko za brak ochrony nad Ipsem tpographusem. Pobierał nauki ( od licencjata do doktora ) wyłącznie na uczelniach prywatnych gdzie podejrzewa się GO teraz o plagiat pracy doktorskiej. Podejrzewany był też o współpracę z SB o czym pisał Głos Koszaliński. Potrafił wykwintnie przeklinać z dużą znajomością lumpiarskiego sznytu czym zyskiwał sobie poparcie podobnych mu cwaniaczków stołujących się w knajpie Sowa & Przyjaciele- za nasze pieniądze. Ujmując generalnie szedł coraz wyżej i spadł z wysoka – jako Sekretarz Generalny podejrzewany tym razem o łapownictwo. A już te święta miały być dla niego beztroskie i niezwykle radosne z okazji uruchomienia wobec Polski art.7. Razem z HGW staje się kolejnym dowodem na to by ta partia skończyła swój żywot polityczny w r.2019.

Złośliwiec pospolity

PS Pozdrawiam wszystkich z nadzieją na większa ilość podobnych wiadomości w r.2018.

Czarny Czwartek – Chwała bohaterom

17 grudnia 1970 r. w Gdyni wojsko otworzyło ogień do robotników idących do pracy. Było to najtragiczniejsze wydarzenie w czasie pacyfikacji robotniczych protestów na Wybrzeżu dokonanej przez władze komunistyczne – w jej wyniku zginęło 45 osób, a 1 165 odniosło rany.

12 grudnia 1970 r. Władysław Gomułka w przemówieniu radiowo-telewizyjnym poinformował Polaków o wprowadzanych zmianach cen towarów. Podwyżki objąć miały 45 grup artykułów, głównie spożywczych: mięsa – średnio o 18 proc., mąki – o 17 proc., makaronu – o 15 proc., dżemów – o proc., ryb – o 12 proc. Wzrosły również ceny węgla – o 10 proc., koksu – o 12 proc., materiałów budowlanych – od 20 do 37 proc. oraz wyrobów włókienniczych, obuwia skórzanego, mebli, motorowerów i motocykli.

Drożały więc głównie artykuły codziennej konsumpcji, pogarszając przede wszystkim sytuację najuboższych.Władze komunistyczne liczyły na to, że niezadowolone z podwyżek społeczeństwo pogodzi się wkrótce z nowymi cenami.

Gdańsk. Grudzień 1970. Źródło: IPN

Stało się jednak inaczej. 14 grudnia 1970 r. zastrajkowali robotnicy gdańskiej Stoczni im. Lenina. Około 10-ej rano przed budynkiem dyrekcji rozpoczął się wiec, w którym udział wzięło 3 tys. robotników domagających się zniesienia podwyżek i zmian personalnych w kierownictwie partii.

W związku z tym, że nikt z władz nie podjął rozmów ze strajkującymi, uformowali oni pochód i udali się pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Sekretarz wojewódzki w Gdańsku Alojzy Karkoszka, który zastąpił na tym stanowisku w lipcu 1970 r. awansowanego Stanisława Kociołka, był w tym czasie nieobecny w Gdańsku, ponieważ uczestniczył w plenum KC w Warszawie.

Władze komunistyczne liczyły na to, że niezadowolone z podwyżek społeczeństwo pogodzi się wkrótce z nowymi cenami. Stało się jednak inaczej. 14 grudnia 1970 r. zastrajkowali robotnicy gdańskiej Stoczni im. Lenina.

Około godz. 16-ej doszło do pierwszych starć z milicją. Rozpoczął się szturm gmachu KW, w którym wybito szyby i spalono drukarnię. W centrum Gdańska po południu w manifestacjach wzięło udział kilkanaście tysięcy osób. Do akcji ruszyły większe oddziały MO i wojska używając petard i gazów łzawiących.

W tym czasie do Gdańska przylecieli Alojzy Karkoszka, Stanisław Kociołek oraz wiceminister spraw wewnętrznych gen. Franciszek Szlachcic i wiceminister obrony narodowej gen. Grzegorz Korczyński.

Do Gdańska przybyli również Zenon Kliszko i Ignacy Loga-Sowiński, obaj członkowie Biura Politycznego, cieszący się pełnym zaufaniem Władysława Gomułki. Przedstawiciele władz partyjnych nie podjęli jednak żadnych rozmów z wyłonioną przez strajkujących reprezentacją.

Siły porządkowe do późnych godzin nocnych brutalnie rozpraszały tłum. Do starć dochodziło głównie pod budynkiem KW, Dworcem Głównym i na Wałach Piastowskich. W niektórych miejscach podpalano samochody, kioski z gazetami, wybijano szyby wystawowe. Padły pierwsze strzały. Setki osób zostało pobitych i zatrzymanych.

W rejon Trójmiasta ściągano jednostki milicyjne, zarządzono podwyższony stan gotowości bojowej lokalnych jednostek wojskowych, a oddziały wojsk wewnętrznych wprowadzono już do akcji.

15 grudnia strajki wybuchły w Gdyni, Elblągu, Słupsku i Szczecinie.

Warszawie obradował najwyższy sztab kryzysowy pod przewodnictwem Władysława Gomułki. W jego skład obok I sekretarza wchodzili: przewodniczący Rady Państwa Marian Spychalski, premier Józef Cyrankiewicz, minister spraw wewnętrznych Kazimierz Świtała, minister obrony narodowej gen. Wojciech Jaruzelski, komendant główny MO gen. Tadeusz Pietrzak, kierownik Wydziału Administracyjnego KC Stanisław Kania oraz trzech sekretarzy KC, wśród nich Mieczysław Moczar. Po krótkiej dyskusji Władysław Gomułka podjął decyzję o zezwoleniu na użycie broni.

Przekazana telefonicznie, potwierdzona została zarządzeniem (nr 108/70) MSW i formalnie weszła w życie o godz. 12-ej.

Około godz. 14-ej zadecydowano o powołaniu Sztabu Lokalnego w Gdańsku, którego szefem został gen. Korczyński. Do Gdańska skierowany został również szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Bolesław Chocha.

W rejon Gdańska, gdzie nasilały się walki uliczne, zaczęto ściągać jednostki pancerne i zmotoryzowane. Tego dnia w starciach z siłami porządkowymi wg oficjalnego komunikatu zginęło sześć osób, a 300 zostało rannych. Spalono budynki KW PZPR, Wojewódzkiej Rady Związków Zawodowych, Naczelnej Organizacji Technicznej i Dworca Głównego.

O godz. 15-ej w stoczni zaczął się strajk okupacyjny. Władze wprowadziły godzinę milicyjną od 18-ej do 6-ej rano.

W nocy z 15 na 16 grudnia wojsko obsadziło ważniejsze punkty w Gdańsku oraz zablokowało stocznię i port. W Gdyni aresztowano komitet strajkowy, z którym porozumienie zawarły wcześniej władze miejskie.

Władze zdecydowały się zaprowadzić porządek siłą, bez względu na cenę. Zenon Kliszko na posiedzeniu Egzekutywy KW powiedział: “Mamy do czynienia z kontrrewolucją, a z kontrrewolucją trzeba walczyć przy pomocy siły. Jeżeli zginie nawet 300 robotników, to bunt zostanie zdławiony”.

Gomułka oceniał strajki i manifestacje jako kontrrewolucję. I sekretarz KC miał w tych dniach wyrazić opinię, że tak jak szlachta polska swoim egoizmem, prywatą i tendencjami anarchistycznymi zgubiła Rzeczpospolitą, tak samo polska klasa robotnicza, wyposażona w te same cechy zgubi Polskę Ludową.

Przez cały dzień 16 grudnia trwały demonstracje w Gdańsku. Na polecenie Zenona Kliszki zablokowano Stocznię im. Lenina, a do próbujących z niej wyjść na ulicę robotników, wojsko otworzyło ogień.

Grudzień '70: czołgi na ul. Długi Targ w Gdańsku. Fot. PAP/E. Pepliński

Grudzień 1970

Fala strajków rozlewała się na całe Wybrzeże, przybierając charakter powstania robotniczego.

17 grudnia doszło do masakry w Gdyni. Dzień wcześniej w wystąpieniu telewizyjnym wicepremier Kociołek nawoływał stoczniowców do powrotu do pracy. Około godz. 6-ej wojsko otworzyło ogień w stronę robotników idących z dworca do zablokowanej stoczni. Padli zabici i ranni. Starcia w Gdyni trwały do wieczora. Do demonstrantów strzelano z ziemi i powietrza. Milicja i służby więzienne z niezwykłą brutalnością traktowały zatrzymanych.

Tego dnia strajki i demonstracje rozpoczęły się w Szczecinie. Po dwudniowych walkach w kilkudziesięciu przedsiębiorstwach kontynuowano strajk generalny, kierowany przez ogólnomiejski komitet strajkowy.

Do starć demonstrantów z siłami porządkowymi dochodziło również w Elblągu i Słupsku.

Wieczorem w telewizji wystąpił premier Józef Cyrankiewicz, który w pierwszej oficjalnej wypowiedzi na temat strajków na Wybrzeżu, podobnie jak w 1956 r. w Poznaniu, zwracając się do społeczeństwa jednocześnie uspokajał i groził. Według informacji napływających do KC przerwy w pracy i wiece miały miejsce w około 100 zakładach na terenie siedmiu województw.

18 grudnia większość Biura Politycznego opowiedziała się za politycznym rozwiązaniem konfliktu. Decyzja ta była zgodna z sugestią przekazaną premierowi Cyrankiewiczowi przez sekretarza generalnego KC KPZR Leonida Breżniewa i oznaczała klęskę Władysława Gomułki.

W tym czasie w Trójmieście w zasadzie panował już spokój. Protesty trwały jeszcze w Elblągu oraz w Szczecinie, gdzie ostatecznie 22 grudnia przerwano strajk.

Krwawa pacyfikacja robotniczego protestu na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. spowodowała wg oficjalnych danych śmierć 45 osób. 1 165 osób odniosło rany, około 3 tys. zostało najpierw bestialsko pobitych, a następnie aresztowanych.

Nigdy dotąd, nawet w czerwcu 1956 r. w Poznaniu, władze komunistyczne nie użyły na taką skalę wojska przeciwko ludności. Na samym tylko Wybrzeżu do akcji wprowadzono około 27 tys. żołnierzy, 550 czołgów, 750 transporterów opancerzonych i około 100 śmigłowców i samolotów.

W kierownictwie PZPR zdano sobie sprawę, że Władysław Gomułka i jego najbliżsi współpracownicy w zaistniałej sytuacji powinni odejść, ażeby można było ich obarczyć winą za “błędy i wypaczenia władzy”, uspokajając w ten sposób nastroje społeczne.

Stanowisko to było zgodne z opinią Moskwy, która zachęcała polskich towarzyszy do szybkich zmian personalnych na najwyższych szczeblach władzy. 20 grudnia 1970 r. na VII plenum KC PZPR przyjęto rezygnację Władysława Gomułki z funkcji I sekretarza i członka Biura Politycznego KC. Nowym I sekretarzem, mającym poparcie Moskwy, został Edward Gierek, dotychczasowy I sekretarz KW PZPR w Katowicach i członek Biura Politycznego KC.

Nigdy dotąd, nawet w czerwcu 1956 r. w Poznaniu, władze komunistyczne nie użyły na taką skalę wojska przeciwko ludności. Na samym tylko Wybrzeżu do akcji wprowadzono około 27 tys. żołnierzy, 550 czołgów, 750 transporterów opancerzonych i około 100 śmigłowców i samolotów.

Z Biura usunięto: Bolesława Jaszczuka, Zenona Kliszkę, Mariana Spychalskiego i Ryszarda Strzeleckiego. Na ich miejsce powołano: Edwarda Babiucha, Piotra Jaroszewicza, Mieczysława Moczara, Stefana Olszowskiego i Jana Szydlaka.

Tego dnia Edward Gierek wygłosił przemówienie nadane przez radio i telewizję, w którym proponował powrót do pracy i wspólne wyciągnięcie wniosków z “bolesnych wydarzeń ostatnich tygodni”.

Dzień później ukazał się komunikat o stanie zdrowia Gomułki, informujący, iż leczenie “zaburzeń w układzie krążenia” wymaga długiego czasu. 23 grudnia Sejm dokonał zmian na najwyższych stanowiskach państwowych. Dotychczasowy premier Józef Cyrankiewicz został powołany na zwolnione przez Mariana Spychalskiego stanowisko przewodniczącego Rady Państwa. Nowym szefem rządu został Piotr Jaroszewicz.

źródło: dzieje.pl