Nie pomogło wyrzucenie z Komisji Leśno – Drzewnej tych przedstawicieli Lasów, którzy dbali o interes Skarbu Państwa, nie pomogły umizgi i uśmiechy w kierunku drzewiarzy, nie pomogła krytyka poprzedników i ich sposobu sprzedaży drewna, nie pomogły obniżki – tatrtacznikom jak zwykle jest za drogo.
Za drogo było wówczas, kiedy rentowność sięgała 50%, za drogo kiedy 7%, za drogo kiedy notowali straty – zawsze za drogie drewno. I zawsze ta sama śpiewka. Spada cena euro – winne są Lasy, kryzys na świecie – winne są Lasy, brak płynności finansowej w branży – winne są Lasy. Bo lasy są monopolistą.
Dla wielu przedstawicieli przemysłu drzewnego, wyrazicielem których opinii jest pan Czemko, Lasy Państwowe mają obowiązek pełnić funkcje darmowego banku. Kiedy tartacznikom brakuje płynności, bezwzględnym obowiązkiem Lasów, zdaniem Czemki, jest wydłużać terminy płatności do 90 dni a nawet więcej, kiedy umacnia się złotówka względem euro – Lasy mają z…ny obowiązek obniżać ceny drewna, kiedy na rynkach świtowych jest gigantyczny boom na wyroby z drewna – leśnicy mają obowiązek stabilizować ceny i ciąć lasy na potęgę, bo tartacznicy muszą zarobić i unowocześnić swoje zakłady.
Tę śpiewkę znają wszyscy dyrektorzy generalni po 1990 roku. Problem leśników tkwi w tym, że niektórzy z ich kierowników, dla własnych korzyści materialnych lub politycznych, dają posłuch tym pomysłom i im ulegają. Oczywiście przejściowo, bo brutalny rachunek ekonomiczny sprowadza ich na ziemię.
Nawet Dawidziuk, który realizował plan Majchrzaka (którego ponoć wcale nie było) i wyrzucił z Lasów 6 tys. ludzi, pod pozorem ograniczania kosztów, też wszedł na minę konfliktu z drzewiarzami – bo im jak zwykle jest mało.
W tym roku jest nie inaczej. Nie pomogły obniżki cen drewna. Większość drzewiarzy miała w nosie zawarte umowy, które wcześniej krytykowali za jednoroczny tylko okres trwania. Kiedy przyszły trudności na rynku nie mieli sentymentów i honoru kupieckiego. Porzucali zawarte umowy i kupowali drewno tam, gdzie było taniej.
Gdyby Lasy zastosowały w ubiegłym roku taką taktykę i zabierały drewno tym, co płacili niższe ceny a dawali tym, co wyższe, Czemko i jego ferajna darliby się na cały świat.
Teraz straszą leśników Tuskiem. Bo ceny do przetargu na przyszły rok im się nie podobają. Już teraz nie ukrywają, że robią zapasy na dwa- trzy- miesiące przyszłego roku, aby móc nie podpisać umów i wymusić niższe ceny. Zwołują konferencje prasowe i tumanią nie zorientowanych dziennikarzy.
Bardzo dobrą prasę pan Czemko i jego ferajna mają w Rzeczpospolitej, która drukuje im każdą wymyśloną przez nich głupotę. Gdyby Lasy miały choć cząstę takiej dobrej koniunktury w Rzepie…
Paradoksalnie, na awanturnictwie Czemki tracą przede wszystkim ci przedstawiciele przemysłu drzewnego, którzy w swoje rodzinne zakłady włożyli całe oszczędności, pracę całej rodziny. Chcę płacić Lasom godziwą cenę i za tę cenę dostawać dobry surowiec. Dla Czemki, który w drzewiarstwo nie włożył ani złotówki, byli i będą zawsze pogardliwe nazywanymi szopotraczami, tymi gorszymi, dla których przeznaczyłby tylko ochłapy.
O żalach Czemki czytaj poniżej. Zwracamy uwagę na manipulację informacją. Tytułowe podwyżki to ustalenie wyższych cen niż oczekiwania tartaczników. Ciekawa definicja powyżki??!!
(źródło: „Rzeczpospolita”)

Leave a Reply